Sztokholm na weekend

Sztokholm jest uznawany za jedną z najładniejszych stolic Europy. Jest to też jeden z najtańszych kierunków jakie oferują linie lotnicze. Jeżeli ma się wolny weekend, ewentualnie przedłużony o jeden dodatkowy dzień, żal nie pojechać.

Logistyka

WizzAir oferuje doskonałe połączenia z Gdańska, Katowic, Lublina, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Bardzo często można dorwać loty za 40 zł w jedną stronę z bagażem podręcznym. Jest tylko jeden szkopuł. Tanie linie latają na lotnisko Sztokhom – Skavsta, które od stolicy Szwecji jest oddalone o ok. 100 km. No i co teraz?


My mieliśmy plan dostania się autostopem do pobliskiego Nyköping, skąd odchodzi pociąg prosto do stolicy. Bilety rezerwuje się tutaj, a ich koszt nie jest duży, spokojnie można kupić już za 40-50 zł, o ile zrobi się to znacznie wcześniej! Im później rezerwujemy bilet, tym ceny są wyższe… a potrafią być dużo wyższe, więc warto się pospieszyć. Tutaj taka mała dygresja: my lecieliśmy w listopadzie, podczas gdy w Polsce jeszcze świeciło słonko, w Szwecji był już śnieg. W momencie, gdy wysiedliśmy na lotnisku i mój telefon złapał sieć, dostałem sms-a, że sorry ziomek, ale śnieżyca i stoi na stacji lokomotywa i ani myśli się ruszyć. Trochę lipa, ale dobrze, że system powiadamiania tak fantastycznie działa!

Szwecja z samolotu
Szwecja z lotu ptaka.

Miła pani w informacji poleciła nam inny transport, otóż, z lotniska prosto do centrum Sztokholmu można się dostać autobusem bez żadnych przesiadek! Za przewóz odpowiada firma Flygbussarna, a bilety najlepiej kupować wcześniej przez ich stronę internetową, choć można to też zrobić na lotnisku (o ile okienko jest otwarte, bo jak byliśmy to nie było) lub u kierowcy (tak też zrobiliśmy). Cena troszkę wyższa niż za pociąg, bo prawie 70 zł, aczkolwiek da się przeżyć.

Lotnisko
Lotnisko w Nyköping

Nocleg

No coż… Skandynawia… Tanio nie będzie… Znalezienie miejscówki za mniej niż 100 zł za noc? C’est impossible, jak to mawiają Francuzi, albo po szwedzku det är omöjligt, jeżeli wierzyć Google’owi. My mieliśmy sporo szczęścia, bo spaliśmy w hotelu Vanadis za 108 zł. Dostaliśmy, co prawda, mały pokoik bez okien, ale za to w cenie było śniadanie! Może nie były one jakoś super wykwintne, ale jak za darmo, to wiadomo, że smakowało lepiej 🙂 No i lokalizacja tego przybytku też jest całkiem, całkiem. Wszędzie chodziliśmy pieszo, także, jeżeli ktoś chce się przejechać metrem, to nie polecam, bo nie będzie okazji.

Widok z hotelu
Taki mieliśmy widok po wyjściu z hotelu.

A może Big Mac’a?

Chyba nikt, wybierając się do kraju skandynawskiego, nie liczy, że będzie taniej niż w Polsce, bo jeżeli tak to: niespodzianka! W momencie, gdy piszę te słowa, do głowy przychodzi mi tylko jeden droższy kraj: Islandia. Szwecja jest druga. Zwykła bułka w sklepie kosztuje ok. 2,5 – 3 zł, chleb 12 – 20 zł. Niektóre produkty są duuuużo droższe niż w Polsce, inne tylko trochę. Tragedią są też ceny w knajpach. Obiad w restauracji to wydatek znacznie powyżej 100 zł, tak raczej 150 zł bym powiedział. Ceny kebabów zaczynają się od 40 – 50 zł. I w tym całym gąszczu wysokich cen jest on, prawdziwy wybawiciel, McDonald! Serio, nie żartuję. Ceny w Mac’u są bardzo podobne do naszych. Przykładowo, Big Mac kosztował 12 zł. Nietrudno zgadnąć, gdzie się stołowaliśmy. Z perspektywy czasu trochę tego żałuję, bo nie spróbowaliśmy żadnych tradycyjnych potraw szwedzkich. Niestety, ale staraliśmy się ograniczać wydatki, ile tylko się dało.

Hard Rock Cafe
Hard Rock Cafe w Sztokholmie.

Stockholm Pass

Stockholm Pass jest to karta, która pozwala jeździć komunikacją miejską, ile tylko się da, oraz jest swego rodzaju wejściówką do najważniejszych atrakcji turystycznych Sztokholmu. Najlepiej kupić ją przez Internet, o, tutaj. Nie jest ona tania, bo jednodniowa karta kosztuje prawie 300 zł. Nie zawiera też wszystkich atrakcji. Warto sobie dobrze zaplanować, co się chce zwiedzić i, czy karta to wszystko obejmuje, czy będzie się chodzić pieszo, czy jednak jeździć komunikacją i na tej podstawie zdecydować, czy opłaca się wydawać tyle kasiory. W naszym przypadku okazało się, że się nie opłaca. W praktyce więc Stockholm Pass nie przetestowałem, więc nie będę się w tym temacie więcej wymądrzał.

Nocny Sztokholm
Sztokholm nocą.

Nie spać, zwiedzać!

Większość atrakcji znajduje się w Gamla Stan, czyli Starym Mieście oraz w najbliższej okolicy. Samo Gamla Stan jest warte poświęcenia dłuższej chwili i pospacerowania tamtejszymi uliczkami. Raczej nic nie kupimy, bo drogo, ale zdjęcia popykać można.

W Gamla Stan znajduje się Storkyrkan, czyli Kościół Św. Mikołaja. Warty odwiedzenia, głównie ze względu na fakt, że jest to najstarszy zabytek Starego Miasta, w którym do dziś odbywają się najważniejsze uroczystości takie jak np. koronacje królewskie. W środku rzucają się w oczy charakterystyczny, czarny ołtarz i rzeźba św. Jerzego walczącego ze smokiem. Wstęp za darmo, więc tym bardziej warto skorzystać.

Storkyrkan - czarny ołtarz
Czarny ołtarz w Storkyrkan.

Dosłownie rzut beretem i jesteśmy przy Kungliga Slottet, czyli Zamku Królewskim. Moim zdaniem nie robi takiego wrażenia jak nasz, rodzimy Zamek Królewski w Warszawie, ale ten sztokholmski oglądałem tylko z zewnątrz, bo akurat było zamknięte.

Zamek Królewski
Zamek Królewski.

Gdy ma się trochę więcej czasu warto też zahaczyć o Nobelmuseet, czyli, jak nazwa wskazuje Muzeum Nobla oraz Riksdag, czyli tutejszy Parlament.

Riksdag
Riksdag.

Ciekawiej robi się, gdy dotrzemy na wyspę Djurgården i to właśnie tam spędziliśmy większość czasu. Absolutny hit, coś co każdy musi zobaczyć to jest Vasamuseet, Muzeum Okrętu „Waza”. Wstęp kosztuje ok. 60 zł. Samo muzeum tak naprawdę zawiera tylko jeden eksponat: żaglowiec „Waza”. Okręt wybudowany został w XVII w., ozdobiony był ponad 700  rzeźbami, a jego celem był udział w wojnie przeciwko Polsce. Kiedy wyruszał w swój pierwszy rejs był obserwowany przez króla, dworzan i mieszkańców Sztokholmu. Nie zdążył jednak nawet wypłynąć z portu, pierwszy podmuch po rozstawieniu żagli sprawił, że żaglowiec poszedł na dno. Mieszkańcy miasta wietrzyli wielki spisek, przewidywali jakiś sabotaż ze strony Polaków, ale przede wszystkim chcieli jak najszybciej zapomnieć o całym zdarzeniu. Dopiero w połowie XX w. przypadkowo jego wrak został znaleziony. Podjęto decyzję o wydobyciu i jego odrestaurowaniu, co pochłonęło olbrzymie ilości pieniędzy. Właśnie w tym muzeum znajduje się, złożony od nowa w 95% z oryginalnych części, okręt „Waza”. Oczywiście na pokład nie można wejść, zwiedzanie muzeum wygląda tak, że chodzi się dookoła żaglowca po 7 piętrach. Na każdym z tych pięter znajdują się eksponaty pochodzące ze statku, jak np. kosztowności, szkielety załogi, armaty, są różne wystawy prezentujące jego historię, a także cały proces wydobycia, wszystko krok po kroku. Warto, moim zdaniem najciekawsza miejscówka w Sztokholmie, co zresztą chyba widać, bo się trochę rozpisałem 🙂

Waza z dołu
Waza z dołu…
I z góry
…i z góry.
Armata
Jedna z armat ze statku.

Drugim punktem, którego nie należy odpuszczać jest Skansen – najstarsze na świecie muzeum na świeżym powietrzu, zresztą, to własnie od niego wzięła się ta nazwa. Wstęp kosztuje ok. 70 zł. Znajdziemy tam budynki z różnych regionów oraz okresów w historii Szwecji, w wielu z nich można podejrzeć pracę autentycznego np. szewca albo złotnika. I tutaj mała rada: nie warto pojawiać się tam zbyt wcześnie, bo pracownie rzemieślnicze otwierają się nawet 2 godziny po otwarciu Skansenu. Tak to właśnie wyglądało w naszym przypadku, że przeszliśmy całość, a jak wróciliśmy do punktu startowego zauważyliśmy, że zamknięte wcześniej budynki są nagle otwarte i trzeba było się przejść jeszcze raz. Na terenie Skansenu jest też całkiem fajne zoo ze zwierzętami, podobno, typowo skandynawskimi, choć w paru przypadkach bym się kłócił, no bo np. żubr?

Skansen
Jeden z budynków w Skansenie.
Renifery
W zoo można zobaczyć m.in. renifery.
Wilk
Można nawet stanąć oko w oko z wilkiem.

I ponownie jak się ma troszkę więcej czasu warto zajrzeć do Junibacken, czyli muzeum poświęconego twórczości Astrid Lindgren, Biologiska Museet, muzeum poświęconego szwedzkiej faunie albo Nordiska Museet, czyli muzeum, które pokazuje tradycję i historię Szwecji począwszy od ok. XVI w.

Biologiska Museet
Biologiska Museet.

Dużą przyjemność sprawia samo spacerowanie po mieście. Dużo tam zieleni, wysp, pagórków, na które można się wspiąć. Z niektórych roztaczają się naprawdę świetne widoki na całe miasto.

Widok na miasto
Sztokholm nocą.

Podsumowanie

Sztokholm to bardzo ładne miasto, pełne zadbanych, czystych i, co było dla mnie szokiem, całkowicie pozbawionych reklam kamieniczek. Z jednej strony czuje się, że ludzie pędzą do pracy, do swoich zadań, a z drugiej ma się wrażenie takiej nieśpiesznej atmosfery. Jak na tak duże miasto, ruch nie jest tam przesadnie wielki, w zakorkowaniu mocno ustępuje ono polskim gigantom. To pociąga za sobą fakt, że jest stosunkowo cicho. Za atmosferę i spokój – plus.

Kamienica
Takich ładnych kamienic jest tutaj więcej.

Bardzo też podobało mi się zamiłowanie Szwedów do przechodzenia na czerwonym. Bez żadnego skrępowania, jeżeli nic nie jedzie, można iść. Później dowiedziałem się, że w Szwecji obowiązuje prawo, które pozwala mieć w głębokim poważaniu światła na przejściach dla pieszych, o ile nie stwarza się sytuacji niebezpiecznych, ale i tak tutaj przyznaję plusa.

Gorzej było z odśnieżaniem. Połowa (ta najmniejsza) chodników była odśnieżona, druga połowa była, powiedzmy, delikatnie przypruszona jakimś piaskiem albo popiołem, a trzecia połowa (ta największa) była w ogóle nietknięta ręką ludzką. Przez to chodziło się ciężko, a i tak widziałem mnóstwo osób biegających, czy jeżdżących na rowerach. Nawet babki w szpilkach się przez ten śnieg tarabaniły. Ciekawe było też odśnieżanie budynków. Co kawałek na chodniku była tabliczka, że „Uwaga coś tam” i wtedy najczęściej ktoś był na dachu i, jak gdyby nigdy nic, łopatą zwalał śnieg na chodnik (albo ulicę). Za odśnieżanie minus.

Risk for snoras
Uwaga! Odśnieżanie 🙂

Jak na kraj tak zajebistej opieki socjalnej (i piekelnie wysokich podatków), spotkać żebraka na ulicy to nie jest problem. Ja bym nie chciał mieszkać w kraju tak wysokich podatków, więc minus.

Dziewczyny w Szwecji są śliczne (a gdzie nie są?). Aczkolwiek ich atrybutem najczęściej jest papieros. Serio, było to znacznie bardziej widoczne niż w Polsce. Minus.

11 listopada szwedzkie wiadomości pokazywały nasze, polskie marsze w Warszawie. Zwracano uwagę przede wszystkim na to, jak polskie społeczeństwo jest podzielone. Smutne. I tutaj znowu minus, ale tym razem dla nas, Polaków.

Zejście do portu
W Sztokholmie jest sporo małych portów pomiędzy wyspami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *