Białoruś nie taka straszna

Witajcie w kraju socjalistycznym, w Polsce kojarzonym jako miejsce, gdzie nastroje komunistyczne wciąż są żywe, a rządzący od ponad 20 lat człowiek brutalnie rozprawia się z wszelką opozycją. Kraju, o którym mówi się, że tam kradną, że wszyscy non stop pijani, że bieda i, że w ogóle to tylko psy dupami szczekają. Rzeczywistość nie jest taka straszna.

Wiza

Najtrudniej jest się na Białoruś w ogóle dostać. Trzeba się postarać o wizę i trzeba to zrobić wcześniej, bo na granicy jej nie otrzymamy. W Polsce są 4 konsulaty, gdzie można składać papiery: Warszawa, Gdańsk, Białystok i Biała Podlaska, co oznacza, że często jesteśmy zmuszeni do skorzystania z usług firmy pośredniczącej, np. TB Alces.


Uzyskanie wizy turystycznej wiąże się z załatwieniem szeregu formalności. Musimy mieć:

  1. Podpisany i wypełniony wniosek o wizę. Co ważne, wniosek musi być wypełniony na komputerze, a tylko podpisany ręcznie. Wypełnić trzeba wszystkie sekcje! Nawet jeżeli wydają się one niepotrzebne.
  2. Zdjęcie, praktycznie takie samo jak do paszportu.
  3. Paszport, który musimy oddać na czas załatwiania wizy, a w którym będziemy mieć wklejoną dodatkową stronę z wizą, oczywiście, o ile ją dostaniemy.
  4. Ubezpieczenie zdrowotne, koniecznie z firmy, która ubezpiecza na Białorusi. Najczęściej polecane jest TU Europa.
  5. Potwierdzona rezerwacja hotelowa. Niestety wydruk z booking.com nie jest akceptowany. Zamiast tej rezerwacji akceptowane jest potwierdzenie od białoruskiej firmy turystycznej.
  6. Voucher turystyczny. Takie coś powinien nam wystawić hotel, do którego jedziemy.
  7. Czasami może się okazać, że potrzebny będzie także opis naszej podróży, najlepiej w języku rosyjskim, ale to jest rzadkość.

Kinoteatr

U mnie próby załatwienia wizy turystycznej skończyły się klapą. Żaden z hoteli, do których pisałem nie zgodził się na wystawienie vouchera. Czemu? Nie wiem. Drugą opcją jest uzyskanie wizy prywatnej, ale do tego musimy mieć jakiegoś znajomego na Białorusi i ten ktoś musi nas zaprosić do siebie. Jak sobie takiego znajomego znaleźć? Ja pisałem na Airbnb do ludzi i jeden z nich odpisał, że za 15 Euro może mi takie zaproszenie napisać. To oczywiście nie wszystko, oprócz pozycji 1-4 podanych dla wizy turystycznej potrzebujemy:

  1. Wspomniane zaproszenie od kogoś z Białorusi. Musi mieć ono jakąś pieczątkę jakiegoś ichniego urzędu. Nie wiem dokładnie jakiego, ale na szczęście mój Białorusin wiedział (pewnie robił to nie pierwszy raz).
  2. Skan paszportu Białorusina.
  3. Skan dokumentu potwierdzającego jego miejsce zameldowania.
  4. Opcjonalnie: świadectwo pracy Białorusina – to kazano mi przynieść, a potem okazało się, że jednak nie było potrzebne.

Ponownie, pamiętajmy, że wszelkie rubryczki muszą być wypełnione! Na zaproszeniu są np. pytania o to gdzie pracujesz, na jakim stanowisku albo czym się firma zajmuje. Białorusin musi je wypełnić przed podbiciem pieczątki! Trzeba mu więc wszystkie te dane przekazać!

Nie zrażajmy się jak nam za pierwszym razem nie wyjdzie, ja próbowałem 3 razy, zanim moje dokumenty uznano za kompletne 🙂

Bloki

Na Białoruś bez wizy

Da się. Od jakiegoś czasu można przekraczać granicę w Białowieży i w ramach tego przekroczenia możemy odwiedzić Dziadka Mroza i Grodno. Można też przekraczać granicę na okres 10 dni w Brześciu. Rejon, po którym możemy się poruszać to właśnie miasto Brześć oraz Kanał Augustowski. Przylatując samolotem do Mińska również nie potrzebujemy wizy, by zwiedzać stolicę przez 5 dni. W tych kwestiach wszystko szybko się zmienia, a dokładnego, aktualnego opisu po jakich rejonach możemy się poruszać najlepiej szukać na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Warto wspomnieć, że przejście graniczne w Białowieży jest udostępnione tylko dla ruchu pieszego i rowerów, samochodem tam nie ma się co pchać, bo nic nie osiągniemy.

Szczęśliwej drogi
„Szczęśliwej drogi”.

Białoruś samochodem

Najlepszym sposobem na poruszanie się po Białorusi jest posiadanie własnego samochodu. Od razu informuję, że bez zielonej karty nie wjedziemy! Na szczęście, w przypadku wielu ubezpieczycieli, wyrobienie zielonej karty jest darmowe i można to zrobić „od ręki”. Na granicy czeka nas długa, bardzo długa kontrola, mnóstwo bramek (jak mi jeden pogranicznik powiedział: „tu jest granica Unii Europejskiej, a nie jakieś tam Schengen”), biegania z papierami, wypełniania jakichś deklaracji, słowem, spokojnie trzeba liczyć, że te 2 godzinki tutaj spędzimy, nawet jeżeli przed nami nikogo nie ma. I kolejne ważne info: obywatele RP są ZAWSZE kierowani do odprawy na kanał czerwony. Białorusini i Rosjanie sobie stoją w kolejce do odprawy bezcłowej, ale Polacy, nawet jeżeli nic do oclenia nie mają, będą pchani na „krasnyj kanal”.

Obowiązkowym wyposażeniem każdego samochodu jest BelToll, czyli taki dyngs do pobierania hajsów za płatne drogi. Za jego brak grozi wysoki mandat. Na przejściu granicznym dostaniemy mapkę z zaznaczonymi płatnymi drogami oraz z listą miejsc, gdzie możemy takie cudo dostać. Ciekawostka: nie da się tego załatwić na granicy, tylko najczęściej w najbliższym dużym mieście. Kolejna ciekawostka: przejście graniczne w Połowcach jest jedynym, gdzie nie ma najbliższego dużego miasta z punktem BelToll, trzeba jechać do Grodna albo Brześcia, uważając po drodze, żeby przypadkiem na płatną drogę nie wjechać, no i trzeba unikać patroli policji. Załatwiając BelToll musimy zapłacić kaucję w wysokości 20 EUR i zasilić konto za minimum 25 EUR. Niewykorzystane impulsy i kaucja są zwracane, gdy oddamy urządzonko. Oczywiście, wszystkie opłaty wykonamy TYLKO w białoruskich rublach. Koszt przejechania 1 km płatnej drogi to 0,04 EUR. No i ponownie trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo załatwianie tego badziewia potrafi trwać nawet godzinę. W między czasie podpiszemy się chyba ze 30 razy na 20 różnych dokumentach.

Poprawnie zamontowany BelToll
Poprawnie zamontowany BelToll.
Mapa płatnych dróg na Białorusi
Mapa płatnych dróg.

Uwaga na fotoradary! Może nie ma ich jakoś specjalnie dużo, ale są strasznie złośliwe. Standardem jest ustrojstwo postawione 10-20 metrów za znakiem ograniczenia prędkości, więc w momencie jego mijania, trzeba mieć na liczniku tyle, ile było na znaku. Mi się przytrafiła następująca sytuacja: jadę autostradą, więc na liczniku grubo ponad 100 km/h, nagle ograniczenie do 50 km/h, przez moją myśl przeszło „pięćdziesiątka? tutaj? po co?” i wtedy BACH!, fotka. Dosłownie 100 metrów dalej był koniec ograniczenia prędkości. Myślałem, że na granicy mnie zatrzymają i każą płacić, ale widać ich system nie działa tak dobrze jak w Azerbejdżanie. Cóż, może pozdrowienia przyślą pocztą… a może nie 🙂

Na stacjach benzynowych można się natknąć na coś takiego jak „zimny diesel”. Babka mi tłumaczyła, że to jakiś diesel 3/4. Z tego co się dowiedziałem później, to jest olej napędowy z jakimś czymś, żeby nie zamarzało zimą. Podobno nie każdy samochód jest do niego przystosowany. Ceny paliwa są spoko, np. litr ON to 1,3 rubla.

Kibelek w lesie :)
Kibelek w lesie 🙂

Czego się spodziewać?

Jak już uda się dotrzeć, to możemy się spodziewać tego, że będzie prawie jak w Polsce. Prawie. Oto parę różnic, które udało mi się dostrzec.

  1. Warto pieniądze wymieniać przy pierwszej sposobności na granicy, bo później może być ciężko. Typowego kantoru chyba nigdzie nie widziałem. W większych miastach można się ratować, wymieniając pieniądze w bankach, albo płacąc kartą.
  2. Mała gęstość zaludnienia. – Przemierzając Białoruś wzdłuż i wszerz będziemy mieć za oknem las albo pole. Bardzo rzadko trafiają się większe miejscowości, a i małe wioski trafiają się znacznie rzadziej niż w Polsce.
  3. Nie dogadamy się z nikim w jakimkolwiek języku innym niż rosyjski.
  4. Obowiązuje zakaz fotografowania urzędów państwowych oraz służb mundurowych. Za obrazę Aleksandra Łukaszenki trafia się do więzienia.
  5. Miasta są bardzo rozlazłe. Mińsk to już w ogóle. Przez to odległości też są spore i mimo, iż na mapie wydaje się, że coś jest blisko, to jednak dojście tam pieszo potrafi zająć trochę czasu. Ponadto, przechodzenie przez ulicę, gdzie mamy 5-6 pasów w jedną stronę, można już rozpatrywać w kategorii wyprawy, warto zabrać ze sobą kanapki na drogę.
  6. Jest tanio, ale bez przesady. Ok, może wódka się opłaca, bo 0,5 litra to ok. 6-8 rubli. Obiad w restauracji to już spokojnie 13 rubli, piwo 1,5 rubla, chleb od 0,6 rubla, jakieś przekąski na mieście 1-2 ruble. Od razu też mówię, że wędliny mają jakieś takie… dziwne… Mi się w smaku kojarzyły z mortadelą, chociaż nie wiem, czy słusznie.
  7. Przechodząc płynnie do tematu jedzenia, restauracji jest bardzo mało, ale za to w tych droższych można się spodziewać, że kelner będzie znał angielski, przynajmniej w stopniu umożliwiającym przyjęcie zamówienia.

Wieżowce

Mity

Wokół Białorusi narosło trochę mitów. Sporo nieprawdziwych informacji jest też na samej stronie Ministerstwa. Poniżej kilka z nich.

  1. Podstawowym wyposażeniem jest apteczka samochodowa. Jej zawartość musi być zgodna z prawem białoruskim. Jest to zawsze sprawdzane przez białoruską policję, a także na przejściach granicznych. – W moim przypadku nikt się apteczką nie interesował, Polacy spotkani w Mińsku mówili to samo. Niemniej, zawsze lepiej mieć wyposażoną apteczkę, niż nie mieć jej wcale.
  2. Białoruskie drogi są dziurawe, koślawe i w ogóle psy w nich dupami szczekają. – Bzdura totalna! Drogi są świetne, poziomem dorównują spokojnie naszym polskim autostradom i mam tutaj na myśli nawet zwykłe krajowe, białoruskie drogi.
  3. Policja jest na każdym skrzyżowaniu i poluje na samochody z zagranicznymi tablicami. – Policji jest mniej więcej tyle, co w Polsce, w ogóle nie zauważyłem, by było jej więcej. Nawet koło pomnika Lenina stał tylko jeden żołnierzyk, nie bardzo zainteresowany tym, co się wokół dzieje. W Internetach można przeczytać, że ów pomnik jest stale patrolowany przez całe szwadrony policji, która przepędza turystów zbyt długo robiących zdjęcia. Wielokrotnie też mogli mnie zatrzymać, gdy jechałem samochodem, a nie skorzystali.
  4. Wszystko z policją da się załatwić dając w łapę. – Może i tak było kiedyś, ale obecnie wszelkie tego typu próby kończą się natychmiastowym aresztowaniem.
  5. Białoruscy kierowcy jeżdżą bez świateł, zostawiają nieoświetlone samochody na pasach ruchu, na drogach jest mnóstwo pieszych, których po zmroku nie widać. – Pieszych jest owszem sporo, ale każdy, którego widziałem miał albo odblaskową kamizelkę albo coś odblaskowego na kurtce. Serio. Każdy. W Polsce, jest pod tym względem dużo gorzej. Białorusini jeżdżą bardzo dobrze. Samochody, nawet jak zostawiają na poboczu, to zawsze z włączonymi awaryjkami. Ustępują miejsca, gdy jedziesz szybciej, przepuszczają na pasach, nie wymuszają. Jedyne co mnie strasznie wkurzało, to właśnie to, że jeżdżą przepisowo. Do bólu przepisowo. Nikt nie przekracza 90 km/h, jak jest ograniczenie do 50 km/h, to dokładnie tyle mają na liczniku. Nie jestem do tego przyzwyczajony 🙂 Aczkolwiek, ponoć jest tak, że za dwukrotne przekroczenie prędkości o 20 km/h zabierają prawo jazdy. Masakra.
  6. W sklepach są tylko wschodnie marki, nie ma żadnego McDonalda, bo to symbol zepsutego Zachodu. – Nieprawda. Jest McDonald, KFC, Reserved, Swarovski itd.
  7. Na ulicach wszyscy są napi**doleni jak messerschmitty. – Bzdura. Na Białorusi obowiązuje całkowity zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych. Co ciekawe, przechadzając się ulicami Mińska w sylwestra, częściej spotka się rodziny z dziećmi, niż balujących studentów. Znalezienie osoby pijanej jest… ja żadnej nie widziałem.
  8. Bieda tam straszna. – Może na wsi. Nie wiem, tylko przejeżdżałem. W miastach ludzie chodzą ubrani normalnie, galerie handlowe są zatłoczone ludźmi z siatkami pełnymi zakupów, każdy ma smartfona i to często z wyższej półki. Bieda jak w Polsce.
Centrum Handlowe "Stolica"
Centrum Handlowe „Stolica”.

Kącik kulinarny

Kuchnia białoruska jest dość podobna do kuchni litewskiej, czy też naszej z Podlasia. Prawie na każdym kroku można natrafić na bliny, czyli rodzaj naleśników z mąki gryczano-pszennej lub gryczano-żytniej. Podawane są w najróżniejszy sposób z najróżniejszymi dodatkami, np. ze śmietaną, z dżemem, zapiekane z serem i szynką itd.. Bardziej jako przekąska niż pełnoprawne danie. Koszt to 1-3 rubli.

Bliny

Bardzo dużo potraw opiera się na ziemniakach. Całkiem niezłe są draniki, czyli swego rodzaju placki ziemniaczane. Również podawane w najróżniejszy sposób.

Draniki

Jednym z produktów mocno kojarzonych z Białorusią jest, oprócz wódki, chałwa. Polecam, faktycznie jest niezła.

Chałwa

W sklepach unikałbym wędlin, które są mdłe i smakują jak smutna podróbka mięsa. Bardzo dobre mają z kolei pieczywo, chleby są tanie, a w smaku sprawiają wrażenie całkowicie pozbawionych chemii. Apropo, podobno na terenach południowej Białorusi, które wciąż są skażone po wybuchu w Czarnobylu, nadal prowadzone są uprawy, stąd lepiej unikać tamtejszych owoców i warzyw. Słyszałem też, że tutejsze wody mineralne zawierają mnóstwo niebezpiecznych związków.

Do picia, oprócz wódki, można spróbować tutejszej podróki Coca-Coli, czyli Bieła-Koli. Piwa mają raczej średnie. Poprosiłem gościa w monopolowym, by dał mi najlepsze białoruskie piwo i owszem, nie było najgorsze, ale serca mi nie skradło.

Bieła-Kola

 

Ending song

Na koniec piosenka, która może nie pasuje idealnie do tematu, bo artyści pochodzą z Ukrainy, ale w radiu leciała tak często, że uznaję ją za swoisty hit Białorusi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *