Wilno na weekend

Wilno jest miastem, do którego prawa roszczą sobie trzy narody: Litwini, Polacy i Rosjanie. Szczególnie my, Polacy, często wracamy do tematu Wilna, twierdząc, że jest to polskie miasto. Jego bliskie położenie sprawia, że często stanowi fajną opcję na weekendowy wypad. Co ma do zaoferowania i czy warto się o nie bić?

Jak dotrzeć?

Wbrew pozorom, nie jest to takie proste. W momencie pisania tych słów, żadna z tanich linii lotniczych nie miała w swojej ofercie połączenia pomiędzy polskim miastem a Wilnem. Pociągiem też lekko nie jest. Jeszcze w 2016 r. kursowała bana, którą można było dotrzeć z Warszawy do Wilna z trzema przesiadkami po drodze, ale za to w zaledwie 10 godzin. Obecnie najlepsze połączenie wiedzie przez Mińsk, a podróż zajmuje 21 godzin, nie wspominając o konieczności wyrobienia białoruskiej wizy.

Najlepszym sposobem są autobusy. Ja skorzystałem z usług Polskiego Busa. Z Poznania podróż trwa 13 godzin, ale, jeżeli zamówi się z wyprzedzeniem, bilet można dostać już za 100 zł. Niestety, Polski Bus jest tutaj tylko pośrednikiem, a faktycznym przewoźnikiem jest firma litewska. To oznacza, że kierowca i obsługa mówią po litewsku lub rosyjsku, po polsku raczej słabo. W ogóle 90% podróżujących to Rosjanie, ja w całym busie trafiłem tylko na jedną Polkę. Autobus jest wyposażony w wifi, ale działa ono tak sobie, w sensie, co ok. 15-20 minut zrywa połączenie i trzeba się ponownie łączyć, a to trwa i jest irytujące, gdy np. oglądamy jakiś serial, żeby te 13 godzin szybciej zleciało. No i to na co ja najbardziej narzekałem: w autobusie jest przeraźliwie gorąco. Do tego stopnia, że rozebrałem się do podkoszulka, a i tak za nic w świecie nie mogłem usnąć, cały byłem zlany potem. Chwile, gdy ekipa zatrzymywała się na papieroska, były momentami, gdy wyskakiwałem z autobusu, by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Byłem nawet u kierowcy poprosić, by zmniejszył ogrzewanie. Coś tam pokręcił, ale efektu nie odczułem. Myślałem, że może z autobusem jest coś nie tak, ale w drodze powrotnej było to samo, nie wiem co oni mają z tą temperaturą.


Przebojowo było też na dworcu autobusowym w Wilnie. Delikatnie mówiąc, nie jest on najnowocześniejszy. Wszystkie napisy są po litewsku, nawet nazwy miejscowości. Rozkłady jazdy są w trzech różnych miejscach, zależnie od przewoźnika. Ja napotkałem większą zagwozdkę, otóż Wilno jest przesunięte o jedną godzinę w stosunku do Polski, dodatkowo miałem wyjeżdżać w dniu, w którym następowała zmiana czasu na letni. I nie byłem na 100% pewny, czy godzina, którą mam na bilecie tyczy się czasu polskiego, czy litewskiego i czy po zmianie, czy przed. Na rozkładach często była tylko stacja końcowa, bez stacji pośrednich, więc długo zastanawiałem się jak, do cholery, jest Poznań po litewsku?! Wśród obsługi, gdy próbowałem pytać po angielsku była konsternacja, bo nikt nic nie rozumiał, ktoś w końcu zawołał kogoś, co coś potrafił się dogadać, ale, gdy zadawałem pytanie, dostawałem odpowiedź, która była kompletnie nie na temat. Masakra. Poradziłem sobie tak, że stałem na dworcu i do każdego autobusu, który podjeżdżał podskakiwałem i pytałem, czy jedzie do Poznania. No i bomba, okazało, że mój autobus nie kończy kursu w Poznaniu, tylko jedzie aż do Stuttgartu, a Stuttgart po litewsku to Štutgartas. Może się komuś ta wiedza przyda.

Wilia

Gdzie spać?

Nie doradzę Wam, gdzie spać, ale mogę doradzić, gdzie nie spać. W Wilnie byłem sam, dlatego nie zwracałem żadnej uwagi na jakość miejscówki, interesowało mnie tylko, żeby było tanio i blisko centrum. Tym samym trafiłem do Center Stay Hostel, gdzie wynająłem łóżko w 8-osobowym pokoju – jedna noc to koszt 34 zł. Największa zaleta? Było bardzo blisko do Ostrej Bramy, a stamtąd to już wszędzie jest blisko. Będę jednak szczery: to było chyba najdziwniejsze miejsce w jakim spałem. Portier ewidentnie mieszkał w tym hostelu, ba!, w tym samym pokoju co ja spałem! 16 godzin na portierni, 8 godzin w łóżku obok mnie. W moim pokoju mieszkało też 4 Rosjan i 1 dziwna kobieta. Wszyscy wyglądali na bezdomnych. Kobieta ewidentnie była psychicznie chora, bo cały, absolutnie cały dzień spędzała w łóżku gadając do siebie i raz na jakiś czas płacząc w poduszkę. Już nie będę wspominał jak wyglądała, bo chyba z miesiąc się nie myła, a ubrania na sobie miała od chyba roku. Miałem parę przebojów z nimi związanych, ale nie będę się więcej rozpisywał, dodam, tylko, że jeden z Rosjan był chyba jakimś szalenie ważnym kaznodzieją, pijaczkiem i przy okazji wielkim „patriotą”, tak czy siak, jak komuś taki klimat nie przeszkadza, to spoko, ale generalnie nie polecam.

Syrenka w Republice Zarzecza

Ceny i jedzenie

Ceny są praktycznie takie jak w Polsce, może minimalnie wyższe. Jeśli chodzi o jedzenie, to też większość produktów jest nam doskonale znana. W sklepach można znaleźć trochę więcej niż u nas różnego rodzaju wędlin, w tym znaną kiełbasę litewską. Tutejsza kuchnia jest raczej tłusta i ciężkostrawna. Z zup króluje chłodnik, który jest również popularny u nas. Innym daniem, którego należy spróbować są cepeliny – duże pyzy ziemniaczane wypełnione farszem, który kojarzy mi się z farszem z gołąbków, całość jest polana tłustym, dziwnym sosem. To również część z nas może kojarzyć. Jeżeli ktoś bywa na Mazurach albo w województwie podlaskim, to na pewno zetknął się z kartaczami. Cóż, cepeliny to właśnie takie kartacze, tylko, że moim zdaniem smaczniejsze. Trzeba jednak uważać, bo nie każdemu ten smak przypada do gustu. Osobiście znam tylko jedną osobą, która uwielbia kartacze, reszta raczej kręci nosem. Mi te litewskie nawet smakowały. Do picia oczywiście kwas chlebowy, który ostatnio coraz częściej można także kupić w polskich supermarketach.

Cepeliny

Co zobaczyć?

Zwiedzanie Wilna to łażenie po kościołach. Gdyby się komuś chciało, to mógłby cały dzień spędzić spacerując od jednego do drugiego, bo każdy z nich jest z jakiegoś powodu ważny. A to jest wyjątkowo istotny ze względów artystycznych, a to ze względu na historię, a to na powiązania z Polakami. No właśnie. Zwiedzanie Wilna, to podążanie śladami naszych rodaków. Gdyby się komuś chciało, to mógłby od rana do wieczora spacerować od jednego miejsca związanego z Mickiewiczem do drugiego, po drodze zahaczając o Słowackiego albo Kraszewskiego. Tabliczek upamiętniających naszych pisarzy jest mnóstwo, ot, np. tutaj w tych i tych latach mieszkał Mickiewicz, o! a tutaj mieszkał Słowacki.

Dom Mickiewicza

Jeżeli nie będziemy się nastawiać na oglądanie absolutnie każdego kościoła, to spokojnie wszystko to co najważniejsze da się obejść w ciągu jednego dnia. Całość jest mniej więcej w ścisłym centrum, na starym mieście i, bądźmy szczerzy, jest to jedyna naprawdę ładna dzielnica. Reszta miasta to brudne, brzydkie blokowiska, jakie straszą nas w filmach rodem z ZSRR. Na dobrą sprawę, można chwilę pomiędzy nimi pospacerować, żeby poczuć troszkę wschodni klimat.

Wilno blokowiska

10 najciekawszych miejsc w Wilnie

1. Cmentarz na Rossie.

Jeden z najważniejszych dla Polaków cmentarzy. Tutaj pochowanych zostało wielu naszych zasłużonych rodaków i, choć w większości ich nazwiska obecnie już niewiele mówią, to takich ludzi jak Joachim Lelewel, czy Władysław Syrokomla jeszcze się powinno kojarzyć. Niestety, zdecydowana większość cmentarza (jeżeli nie cały) to nagrobki w języku rosyjskim. Szukałem polskich grobów, spędziłem tam całkiem sporo czasu… i nie znalazłem ani jednego. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że cmentarz jest naprawdę spory. Warto go odwiedzić. Nawet jeżeli nie znajdzie się żadnego polskiego grobu, to i tak klimat tego cmentarza jest niezwykły, taki niestandardowy. Mi się kojarzył z naszymi Powązkami.

Cmentarz na Rossie

2. Baszta Giedymina.

Jest to jedyna zachowana do naszych czasów wieża, wchodząca niegdyś w skład murów obronnych Zamku Górnego. Całość znajduje się na dość malowniczym wzgórzu, na które można się wdrapać pieszo lub wjechać kolejką. Warto ją ponoć odwiedzić, bo z jej szczytu rozciąga się ładny widok na całe miasto. To jednak tylko teoria, nie sprawdziłem tego samemu, bo całość była akurat w remoncie i wejście na wzgórze było zamknięte.

Baszta Giedymina

3. Ostra Brama.

Historia sięga tutaj średniowiecza. Gdy miasta pełniły także role obronne były otoczone grubymi murami, a dostać się do środka można było tylko przez bramy wjazdowe. Ostra Brama jest jedyną tego typu bramą, która zachowała się do naszych czasów. Nad nią, a w zasadzie w jej górnej fasadzie znajduje się obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, którą znamy doskonale z Inwokacji Adama Mickiewicza. Obraz jest widoczny z ulicy Ostrobramskiej przez okno, ale można również wejść do środka, tak jakby do bramy, co wcale nie jest takie oczywiste. Stojąc twarzą do obrazu, odpowiednie drzwi znajdują się po naszej lewej stronie, przy czym nie są w żaden sposób oznaczone, niczym się nie wyróżniają. Wystarczy jednak chwilę poczekać i poobserwować tubylców, gdzie oni wchodzą. Potem już tylko po schodach na górę i jesteśmy przy obrazie. Zawsze jest tam pełno ludzi skupionych na modlitwie, więc hałaśliwe zachowanie, czy głupie trzaskanie miliona fotek, nie będzie zbyt dobrze odebrane. Mnie zaskoczyło też to, że każdy, absolutnie każdy, stary, młody, w garniturze, czy podartych spodniach, każdy przechodząc przed obrazem zatrzymywał się na chwilę i wykonywał znak krzyża. Jak to obserwowałem, to myślałem sobie „kurcze, ale ten obraz musi mieć moc, że ludzie traktują go z takim szacunkiem”.

Ostra Brama Matka Boska w Ostrej Bramie

4. Uniwersytet Wileński.

Założony przez Stefana Batorego kształci dziś ponad 20 tysięcy studentów. Z tym uniwersytetem byli związani tacy Polacy jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Joachim Lelewel czy Czesław Miłosz. Wnętrze budynków uniwersytetu jest na ogół zamknięte dla zwiedzających, za to można sobie pochodzić po dziedzińcach. Teoretycznie jest za to pobierana jakaś opłata, ale, gdy ja tam wchodziłem, nikt biletów nie sprzedawał. Na pewno fajnie jest tam troszkę pospacerować, jest to uniwersytet w starym stylu i nie wiem czemu, ale trochę kojarzył mi się z Hogwartem. Bardzo też mi się podobała cisza jaka tam panowała, prawie można było usłyszeć bicie własnego serca.

Uniwersytet Wileński

5. Klasztor Bazylianów.

Ponad 500-letni klasztor jest w opłakanym stanie, w środku wygląda na strasznie zaniedbany. Ciężko stwierdzić w jakich godzinach jest otwarty, ja próbowałem chyba ze 2-3 razy, zanim trafiłem na otwarte wrota. Zabudowania klasztorne to z kolei miejsce, w którym byli więzieni filomaci i filareci z Adamem Mickiewiczem na czele. To właśnie tutaj Mickiewicz pisał III część „Dziadów”, ba! to własnie tutaj rozgrywa się ich akcja!

Klasztor Bazylianów

6. Cela Konrada.

Tuż obok klasztoru znajduje się zrekonstruowana na podstawie „Dziadów” cela Konrada. Tu również warto parę razy spróbować, teoretycznie napis na niej głosi, że jest czynna codziennie w godzinach 10-17, ale w praktyce udało mi się wejść dopiero koło godz. 13. Wstęp jest oczywiście za darmoszkę, w środku nic specjalnie ciekawego nie ma, trochę plakatów opisujących sytuację filomatów i filaretów + mała, surowa cela.

Cela Konrada Cela Konrada - wnętrze

7. Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu.

Jak wspominałem wcześniej, kościołów do zwiedzania w Wilnie jest od groma. Który wybrać, gdy mamy mało czasu? Kościół św. Piotra i Pawła! Ze wszystkich to właśnie ten zrobił na mnie największe wrażenie. Z zewnątrz wygląda nieszczególnie, ale w środku to prawdziwe arcydzieło. Ponoć włoscy artyści ozdobili go ponad dwoma tysiącami figurek! Naprawdę wnętrze jest ładne. Warto.

Kościół św Piotra i Pawła na Antokolu Wnętrze kościoła św Piotra i Pawła na Antokolu

8. Archikatedra.

Tutaj trafiłem kompletnie przez przypadek, w ogóle nie miałem tego w planach, a potem dowiedziałem się, że jest to najważniejsza wileńska świątynia. Nie jest może najładniejsza, ale w środku natkniemy się na liczne kaplice oraz panteony władców. Tutaj pochowany jest np. król Aleksander Jagiellończyk. Tutaj też znajduje się serce króla Władysława IV Wazy.

Archikatedra Wileńska Pomnik Władysława IV Wazy

9. Góra Trzech Krzyży.

Ci, co to ich jeszcze nogi nie bolą, mogą się wybrać na dłuższy spacer na Górę Trzech Krzyży. Dojść można z dwóch stron, albo przez las, od strony kościoła św. Piotra i Pawła, albo tylko trochę przez las, za to pod górę po drewnianych schodach, od strony Zarzecza. Na szczycie nic ciekawego nie ma oprócz pomnika Trzech Krzyży, ale za to jest to najlepszy punkt widokowy, z którego możemy podziwiać całe Wilno.

Góra Trzech Krzyży Widok na Wilno

10. Republika Zarzecza.

Doskonałe miejsce na zakończenie zwiedzania Wilna. Republika Zarzecza to państwo w państwie, wolna republika, posiadająca swojego prezydenta, konstytucję, a nawet własne oznaczenia tablic rejestracyjnych. Co ciekawe święto narodowe obchodzą 1 kwietnia 🙂 Oczywiście Zarzecze nie jest uznawane przez żadne państwo na świecie. Ja polecam tam sobie pospacerować, bo klimat jest troszkę inny niż w pozostałej części Wilna. Wieczorem z kolei, po drodze do hotelu, koniecznie trzeba wpaść do knajpy Užupio, gdzie czasami obraduje zarzeczański parlament. Przy (bardzo dobrym!) piwie można spotkać i pogadać z tutejszymi ministrami, a czasem nawet z prezydentem Republiki Zarzecza.

Republika Zarzecza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *