Szwajcaria – informacje praktyczne

Do tego pięknego kraju pojechałem żeby odwiedzić znajomych w okolicy Bazylei, zwiedzić Zurych oraz, przy okazji, pojeździć na nartach w Zermatt. Nie zwiedziłem Szwajcarii do deski do deski, nie powinienem się zatem za bardzo wymądrzać, ale parę wskazówek mogę przekazać.

Jak tam dotrzeć?

Jeszcze dwa lata temu najlepszą opcją był samochód. Obecnie można znaleźć tanie loty do takich miast jak Bazylea czy Genewa, np. z WizzAirem, dolecimy do Bazylei z Wrocławia lub Warszawy. Do Genewy może dolecieć z Warszawy korzystając z usług LOTu lub SWISS. Ceny tych połączeń są akceptowalnie niskie. Niestety, do pozostałych miast ciężko znaleźć tani lot.

W Internecie można znaleźć dużo osób, które polecają podróż pociągiem przez Niemcy lub Czechy. Ja jestem sceptyczny, bo po pierwsze nie jest to wcale takie tanie, trzeba liczyć się z kilkoma przesiadkami, no i podróż trwa 20 godzin lub więcej.


Moja znajoma często korzystała z połączeń autobusowych. W ten sposób da się dojechać bez żadnej przesiadki. Ceny są jednak mocno zróżnicowane, podobnie jak komfort podróży, no i czasowo wychodzi również tak sobie. Jeżeli ktoś jest zainteresowany to zachęcam do szukania informacji na takich stronach jak szwajcaria.net, czy autokarszwajcaria.pl.

Wróćmy jednak do samochodu. Pomijając samolot, jest to najszybsza forma dostania się do Szwajcarii. Nam podróż z Poznania do Bazylei zajęła jakieś 10,5 godziny, oczywiście z krótkimi przystankami po drodze. Nie da się ukryć, że możliwość zasuwania po niemieckich autostradach jest tutaj kluczowa. Jak ktoś posiada dużo biegających koni pod maską, to spokojnie może osiągnąć znacznie lepszy wynik.

Zermatt

Samochodem po Szwajcarii

W praktyce ciężko podróżować po Szwajcarii bez winiety. Zdecydowana większość szybkich dróg jest płatna, a alternatyw, ze względu na mocno górzysty teren, jest raczej niewiele. Nie ma winiet kilkudniowych, jest tylko jedna opcja: winieta całoroczna. Jej koszt to 40 franków Można ją kupić na praktycznie każdej stacji benzynowej, ale warto to zrobić jeszcze na terenie Niemiec, żeby się nie okazało, że pierwsza szwajcarska droga, na którą wjedziemy jest już płatna. Tak jak wspomniałem, na niemieckich stacjach benzynowych położonych blisko granicy też można taką winietkę kupić, przy czym płaci się w Euro i wychodzi się na tym delikatnie gorzej. Gdy już mamy upragnioną naklejkę to należy ją, a jakże, nakleić na szybę w górnym rogu po stronie kierowcy.

Na szwajcarskich drogach opłaca się przestrzegać przepisów. Warto wspomnieć, że na drogach krajowych obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h, na autostradach do 120 km/h, natomiast w terenie zabudowanym można śmigać maksymalnie 50 km/h. Mocno przestrzegam przed przejeżdżaniem na czerwonym świetle, a nawet na tzw. „późnym żółtym”. Fotoradarów jest mnóstwo, a mandaty są wyjątkowo drogie. Z tego też co mi znajomi mówili, nie ma żadnej taryfy ulgowej. Wystarczy przekroczyć prędkość o 1 km/h, albo przejechać przez światła w momencie, gdy zapali się czerwone światło, by spodziewać się listu z wysokim rachunkiem. Kwota na mandacie jest uzależniona od dochodów, cały algorytm wyliczający, ile trzeba zapłacić, jest dość skomplikowany. Rekord to ponoć ok. trzech milionów złotych, jakie musiał zapłacić pewien ciężkonogi Szwed.

Solothurn

Ceny

Szwajcaria jest bardzo bogatym krajem, ale z tego względu ceny są raczej miłym zaskoczeniem, jest znacznie taniej niż można by się spodziewać, co oczywiście nie oznacza, że jest taniej niż w Polsce 🙂 Za chleb zapłacimy ok. 10 – 12 zł, litrowa Cola to ok. 6 – 7 zł. Szwajcarski zegarek to wydatek minimum 600 zł. Są produkty zwyczajnie drogie, ale są też bardzo tanie. Najlepszy przykład? Czekolada. Bułka w sklepie kosztowała ok. 1 zł, podczas gdy w tym samym sklepie tabliczka czekolady kosztowała 80 gr. i była znacznie lepsza niż większość czekolad dostępnych w polskich sklepach!

Zurych

Co jeść?

A z czego słynie Szwajcaria? Czekolady i sery! W każdym sklepie wybór tych dwóch produktów jest tak duży, że głowa boli. Nie potrafię polecić jednej konkretnej czekolady, najlepiej wejść do sklepu i wziąć pierwszą lepszą, na pewno się nie zawiedziemy. Z serów z kolei wyjątkowo smakował mi taki z płatkami ananasa, niestety, nie pamiętam nazwy. Warto spróbować tych, których nie mamy w Polsce.

Mi kuchnia szwajcarska wyjątkowo smakowała. Absolutnie trzeba spróbować fondue i raclette. Fondue to potrawa przygotowana z trzech rodzajów sera, które podgrzewa się w garnku. Gdy ser zrobi się płynny, dolewa się białego wina. Taki garnek stawia się na środku stołu. Biesiadnicy, zgromadzeni wokół, maczają w nim kawałki chleba lub warzywa, nadziane na specjalny, długi widelec. Pycha.

Raclette to również potrawa wymagająca integracji. Pod tą nazwą kryje się specjalna nazwa sera, którego prostokątne kawałki podgrzewa się na specjalnym palenisku. Oczywiście, owe palenisko stoi na środku stołu. W momencie, gdy ser zrobi się lekko płynny, używając specjalnej łopatki zdejmuje się go i polewa ziemniaki. Ło matko, jakie to jest dobre.

Przechadzając się po miastach można się natknąć na pieczone kasztany. Też warto spróbować, mi w smaku przypominał słodkawego ziemniaka. Dziwne, ale dobre.

Do picia polecam Rivellę, tutejszą lemoniadę. Nie znajdziemy jej nigdzie indziej, a w Szwajcarii jest bardzo popularna. Smakuje… niepowtarzalnie. Ma w sobie coś z kwasu chlebowego i coś z Coca-Coli. Produkuje się ją z serwatki, czyli produktu ubocznego produkcji sera 🙂

fondue
Fondue.

Zurych

Co można zobaczyć w Zurychu? Zawiodę Was, nie ma tam nic szczególnie wartego oglądania. Samo miasto jest naprawdę ładne, ale zabytków tam jak na lekarstwo. Do Zurychu najczęściej jeździ się pooglądać sklepy Versace, czy innego Armaniego, popatrzeć przez szybkę i pomarzyć, na co by się wydało pieniądze, gdyby się ich miało dużo, dużo więcej.

Typowe dla Szwajcarii są też festyny karnawałowe. Co tydzień inne miasto przeżywa taką zabawę. Zazwyczaj odbywają się wtedy kolorowe pochody, można kupić różne łakocie, a wieczorem na ogól są koncerty albo inne tego typu atrakcje. Nam się właśnie przypadkiem udało trafić na festyn w Zurychu.

cukierki

Symbolem Zurychu jest romańsko – gotycka, wielokrotnie przebudowywana katedra Grossmünster. Właśnie w tej katedrze reformację rozpoczął Huldrych Zwingli. To on wyrzucił z katedry wszystkie krzyże i, co ciekawe, nawet dziś żadnego tam nie znajdziemy. Warto tam zajrzeć, bowiem jest możliwość, za kilka franków, wdrapania się po schodach na platformę widokową, umieszczoną na balkonie jednej z wież katedry. Można tym samym objąć wzrokiem cały Zurych, a także pobliskie Alpy.

Grossmunster

zurych

Zermatt

Jeżeli jedziemy samochodem do Zermatt z Bazylei, będziemy mieli okazję przejechać się pociągiem 🙂 Niestety, ale po drodze są bardzo wysokie góry, przez które nie ma żadnego tunelu dostępnego dla samochodów. Można więc jechać dookoła nadrabiając sporo kilometrów albo skorzystać z pociągu dla samochodów! Pomiędzy miejscowościami Kandersteg a Goppenstein jest wybudowany tunel, przez który właśnie w ten sposób można się przeprawić. Pociągi odchodzą mniej więcej co pół godziny, przejazd kosztuje 30 franków. Odbywa się to w ten sposób, że wjeżdżamy samochodem na bardzo wąski wagon, ustawiając się tuż za poprzednim samochodem. Po jakimś czasie pociąg rusza, a 15 minut później jesteśmy po drugiej stronie gór. Taka atrakcja, która pozwala zaoszczędzić sporo czasu. Finansowo wychodzi trochę gorzej niż jazda samochodem naokoło. Więcej informacji tutaj.

samochód na pociągu

Kolejna ważna informacja, do Zermatt nie wjedziemy samochodem. Najdalej dojedziemy do Täsch, tam na parkingu należy auto zostawić i przesiąść się do pociągu. Parking na cały dzień to wydatek 15,5 franka i, mimo iż nie mieliśmy większych problemów ze znalezieniem wolnego miejsca, to jednak sprawiał on wrażenie prawie pełnego. Pociąg odjeżdża co 20 minut, podróż trwa ok. 15 minut i kosztuje 8,4 franka w jedną stronę.

Szusowanie w Zermatt do tanich nie należy. Skipass na jeden dzień to wydatek 79 franków. Jeśli chodzi o trasy to jakoś strasznie pośladków nie urywa. Otrzymujemy 25 km tras, które, moim zdaniem, do najłatwiejszych nie należą. Moje zarzuty? Trasy są bardzo wąskie, oznaczone czerwonymi tyczkami. Wystarczy wylecieć nartą parę centymetrów poza linię wyznaczoną przez tyczki, a wylądujemy w nieubitym śniegu, a że śniegu zawsze jest dużo, to wygrzebanie się z niego łatwe nie jest. Poza tym często trasy są naturalnie wyznaczone przez urwiska, skarpy itp. przy czym te skarpy nie zawsze są jakkolwiek zabezpieczone. Zastanawiałem się mocno, czy częste są przypadki, że ktoś rozpędzony nie wyhamował i poleciał ileśset metrów w dół. Powinienem wspomnieć, że było to moje pierwsze szusowanie w Alpach Do tej pory korzystałem z naszych rodzimych stoków, gdzie zawsze są jakieś drzewa. Tam jest po prostu biało, nie ma niczego na czym światło mogłoby się trochę rozpraszać, więc jak słońce mocno świeci to… warto mieć google z naprawdę dobrym filtrem. Ja się czułem wiecznie oślepiony.

Zermatt mnie nie urzekł, ale przyznaję, że mogło to wynikać z moich jeszcze mizernych umiejętności narciarskich i braku doświadczenia. Poza tym była taka mgła, że Matterhornu nie było widać 🙁

Zermatt

Zermatt trasy

Mgła
Mgła 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *