Czego się spodziewać w Azerbejdżanie

Azerbejdżan nie jest zbyt popularnym kierunkiem wśród polskich turystów. Ciężko znaleźć w Internecie wiarygodne źródła opisujące to, czego można się w tym kraju spodziewać. Trzeba więc tę lukę zapełnić! Poniżej najważniejsze informacje praktyczne oraz garść moich obserwacji.

Dojazd i wiza

Do Azerbejdżanu najłatwiej dostać się samolotem. WizzAir oferuje loty do Baku z Budapesztu, a ponieważ ze stolicą Węgier jest połączonych kilka polskich miast, to wydawać by się mogło, że jest to najlepsza i najtańsza opcja. My z niej nie skorzystaliśmy, zamiast WizzAira wybraliśmy AirBaltic. Z Warszawy polecieliśmy do Baku przez Rygę. Cenowo wyszło prawie tyle, co WizzAirem, a przy okazji zwiedziliśmy stolicę Łotwy. Przy okazji wspomnę, że lotnisko w Baku jest najnowocześniejsze, najbogatsze i najbardziej niesamowite ze wszystkich jakie do tej pory odwiedziłem.

Lotnisko w Baku.

Jadąc do Azerbejdżanu musimy mieć wizę. Na szczęście można ją uzyskać bez konieczności odwiedzania jakiegokolwiek urzędu, przez stronę internetową. Do wniosku musimy dołączyć skan paszportu oraz zaznaczyć, że nie jesteśmy nosicielami wirusa HIV, oraz, że nigdy nie odwiedzaliśmy Górskiego Karabachu bez zgody władz azerskich. Koszt wizy to 23 USD. Teoretycznie czekamy na nią do 3 dni, ale w praktyce działa to nadzwyczaj szybko. Wizę otrzymaliśmy już po ok. 10 godzinach od złożenia wniosku. Oczywiście, przychodzi ona w wersji elektronicznej na maila. Trzeba ją wydrukować i bezwzględnie zachować do czasu opuszczenia kraju! Nie jest konieczne wykupywanie ubezpieczenia zdrowotnego, aczkolwiek jest ono wskazane. W przypadku przebywania na terytorium Azerbejdżanu dłużej niż 10 dni, trzeba mieć na uwadze obowiązek meldunkowy.

Problemy z dostaniem się na terytorium Azerbejdżanu mogą mieć osoby, które mają w paszporcie wbitą pieczątkę z Armenii. Ba! Takie osoby muszą liczyć się z tym, że nie zostaną wpuszczone! W ogóle przekraczanie granicy lądowej jest trochę loterią. My w Gruzji spotkaliśmy parę turystów, którzy chcieli przekroczyć granicę gruzińsko-azerską i również zostali cofnięci, mimo iż pieczątek z Armenii nie mieli. Warto też uzbroić się w cierpliwość, bo możemy zostać obrzuceni serią pytań w stylu „czy na pewno nie był pan nigdy w Górskim Karabachu?”. Jedyna poprawna odpowiedź brzmi „nie”. Pamiętajmy, że przebywanie na terenie Karabachu jest w Azerbejdżanie traktowane jak ciężkie przestępstwo.

Zabezpieczenie
Częste zabezpieczenie w kluczowych miejscach, takich jak np. lotnisko.



Poruszanie się po kraju

Można korzystać z marszrutek, które są szalenie tanią opcją, albo można, tak jak my, zdecydować się na droższy, ale wygodniejszy wariant, czyli wynajęty samochód. Niestety, firm wynajmujących samochody w Azerbejdżanie jest jak na lekarstwo. Jedyne miasto, gdzie można cokolwiek wynająć to Baku. Reszta kraju jest całkowicie pozbawiona takich ekstrawaganckich wygód. Jednak należy pamiętać, że firm wynajmujących auta w Baku też nie ma zbyt wiele. My skorzystaliśmy ze strony Economy Car Rentals i za jej pomocą wynajęliśmy samochód z firmy Cermington. Od razu też uprzedzam, nie łudźmy się, że dostaniemy to co zamówiliśmy. Na 90% czekać na nas będzie Łada. 🙂 Kłopotów z tym samochodem mieliśmy mnóstwo. Co chwilę coś się psuło, ale na szczęście nic, co uniemożliwiałoby podróżowanie. Na ogół jakieś pierdoły typu radio, opuszczane szyby, zasilanie. Tym niemniej polecam wspomnianą wcześniej firmę. Chłopaki są bardzo przyjaźni i w razie problemów bardzo chętni do pomocy. Chociaż angielski to u nich kuleje i to mocno 🙂

Od razu też uprzedzam, nie ma w Azerbejdżanie firmy wynajmującej samochody, która zgodzi się na wyjazd poza granice państwa.

Łada Niwa Morze Kaspijskie
Łada Niwa przy wodopoju.

Drogi w Azerbejdżanie są w bardzo dobrym stanie. Powiedziałbym, że jakości iście europejskiej, chociaż, to zależy gdzie się pchamy. No bo drogi w górach, to na ogół kręte, strome, szutrowe dróżki. Najgorszej jakości są drogi na południu kraju, okolice Lenkoran albo tereny blisko granicy z Górskim Karabachem. Wyjątkowo zapadł mi w pamięć region Bilesuvar. Tam można uznać, że asfaltu nie ma w ogóle. Jest to jednak niewielki wycinek. Tak jak wspomniałem, większość dróg jest w doskonałym stanie i jazda powyżej 100 km/h nie jest szczególnie odczuwalna.

Samochód w korycie rzeki.
Samochód w korycie rzeki.

No właśnie. Warto uważać na fotoradary. Jadąc autostradą w ogóle się ich nie dostrzega, a one gdzieś tam są i się czają. W Azerbejdżanie wszyscy jeżdżą dość szybko, więc łatwo się pod kogoś podczepić i nawet nie zauważyć, że dozwolona prędkość została wyraźnie przekroczona. Niestety, ich system działa wyśmienicie. W momencie zrobienia zdjęcia, wysyła je na maila właściciela pojazdu. Stąd, gdy oddawaliśmy samochód, ziomki z Cermington się z nas śmiały, że w Baku są wyścigi Formuły 1 i, że Schumacher, Schumacher… Pojęcia nie mieliśmy, o co im chodzi. Aż w końcu pokazali nam zdjęcia na telefonie. Celowo używam liczby mnogiej, bo tych zdjęć było… dużo 🙂 Na szczęście Azerbejdżan jest tanim krajem i te wszystkie mandaty kosztowały nas tylko 100 USD.

Stacja benzynowa

Zasady panujące na drodze

Ja osobiście jestem wielkim fanem tego jak jeżdżą Azerowie. Można przyjąć, że jedyna zasada brzmi mniej więcej tak: „jedź tak, żebyś Ty i wszyscy dookoła dojechali do domu”. Dla Polaka z Polski jest to zasada nie do przyjęcia. Jedyne czego Azerowie się trzymają tak jak Polacy, to zatrzymywanie się na czerwonym świetle, poza tym chaos, totalny chaos. Po ok. 2 dniach nauczyliśmy się jednak wszystkiego, i szczerze przyznam, że ten model jazdy jest piekielnie intuicyjny i naturalny, dodatkowo wymusza utrzymanie ciągłej koncentracji. Azerowie wbrew pozorom jeżdżą bardzo bezpiecznie, nie widzieliśmy ani jednej stłuczki, nawet lekko zarysowanego samochodu nie widzieliśmy!

Łada
Czego można spodziewać się na drodze?

  • Wyprzedzanie na trzeciego i czwartego – wbrew pozorom nie wygląda to tak strasznie, jak brzmi. Drogi w Azerbejdżanie są bardzo szerokie i takie manewry są całkowicie bezpieczne, mimo iż przy pierwszej obserwacji wyglądają na działania samobójcze.
  • Wciskanie się na skrzyżowaniach – na skrzyżowaniu nie ma czegoś takiego, że są np. dwa albo trzy pasy. Jest tyle pasów, ile samochodów się zmieści, a potem kto pierwszy ruszy ten znajdzie dla siebie miejsce po drugiej jego stronie. Gdy pierwszy raz widzisz, jak koleś ci prawie, że muska lusterkiem o lusterko, wydaje ci się, że to nie jest normalny kraj.
  • Nagłe zatrzymywanie się na autostradzie – i nie tylko na autostradzie, ale dosłownie wszędzie. Wyobraź sobie, że jedziesz ponad 100 km / h, a tu nagle musisz wyhamować do 0, bo na twoim pasie stoi samochód. Ot, ktoś sobie wymyślił, że wyjmie coś z bagażnika. Ważne jest tutaj stwierdzenie „na twoim pasie”, bo zjeżdżanie na pobocze jest passé.
  • Pogaduszki na ulicy  – jak już się ktoś zatrzymał na ulicy, to cholernie pewne jest, że zaraz obok ktoś inny się zatrzyma, żeby sobie pogadać.
  • Używanie kierunkowskazów w każdej możliwej sytuacji, bez zastanowienia – np. kierunkowskaz w prawo, może oznaczać, że dany kierowca będzie skręcał w prawo, ale równie dobrze, może oznaczać zamiar skrętu w lewo, chęć nagłego zatrzymania się, albo zwyczajnie, nic nie oznacza. Należy przyjąć, że w 90% przypadków w ten sposób sygnalizuje się chęć dokonania jakiejś akcji, jakiejkolwiek. To taki znak „uważaj, bo coś zaraz wywinę”.
  • Nagłe włączanie się do ruchu – najczęściej poprzedzone jazdą poboczem. Zwyczajnie, jak widzicie, że ktoś z prawej chce włączyć się ruchu, to na bank się nie zatrzyma, tylko skręci i będzie jechał poboczem tak długo, aż zrobi się dla niego miejsce na ulicy.
  • Jazda pod prąd – rzadziej spotykane wykroczenie, ale wciąż popularne. Zdarza się szczególnie na autostradach, a głównymi aktorami są nie tylko zwykli obywatele, ale także często policja.

Łada Niwa

Pociąg Baku – Tbilisi

Z Baku do Tbilisi najłatwiej dostać się pociągiem nocnym. Odjeżdża on codziennie o godz. 21:50. Na miejscu jesteśmy o godz 10:50. Aktualny rozkład jazdy tutaj. Bilety kupujemy na dworcu w Baku, przy czym musimy mieć przy sobie wszystkie papiery, takie jak paszport, czy wiza. Pani w okienku wszystko bardzo dokładnie weryfikuje, stąd trochę to trwa. Bilet kosztuje ok. 40 USD. W pakiecie łóżko do spania. Po drodze, na granicy pobudka i ponowne sprawdzanie papierów. Zanim wszystkie wagony zostaną obskoczone, minie trochę czasu.

Jak wszędzie w Baku, w pociągu jest gorąco. Straszliwie gorąco. Dopóki pociąg nie ruszy i nie zrobi się przewiew, to człowiek siedzi i się roztapia.

Pogoda

Azerbejdżan z jedenastu stref klimatycznych, ma dziewięć. To oznacza, że pogoda bywa różna w zależności od tego w jakim zakątku kraju się znajdujemy. Północ, okolice Quby są wyjątkowo przyjemne. Jest tam zauważalnie chłodniej niż w innych rejonach. Muszę uprzedzić, że Baku i cały półwysep Abszeroński są nieznośnie gorące. My byliśmy w pierwszej połowie września, temperatury w okolicach Baku były bardzo ciężkie do wytrzymania. Ja na ogół nie lubię jak jest zbyt gorąco, więc ktoś inny może czuć się tam jak ryba w wodzie, ale naprawdę, tak źle nie odczuwałem upału jeszcze nigdy i nigdzie. Stąd moje ulubione miejsce w stolicy Azerbejdżanu, to Centrum Kultury Heydara Alijewa. W środku jest klimatyzacja i darmowa woda! Raj, mówię wam, raj!

Celilabad Rayonu
Każdy rejon ma swój charakterystyczny symbol.

Ceny

To chyba najprzyjemniejsza część. Azerbejdżan jest śmiesznie tani! Zacznijmy od cen paliwa. Litr kosztuje ok 1,9 zł. Gdyby tylko Łada nie paliła ponad 12 litrów, byłoby miodzio. Ceny w sklepach sprawiają, że nagle człowiek czuje, że stać go na wszystko. Zakładaliśmy, że będziemy sobie kupować sami gotować, ale przy tak niskich cenach, byłoby to głupotą. Najtańszy obiad jaki zjedliśmy kosztował nas 3 zł. I nie byliśmy po nim głodni! Najdrożej zapłaciliśmy 14 zł. Średnio można przyjąć, że za obiad płaciliśmy ok 6-8 zł. I często nie byliśmy w stanie dojeść do końca.

Chipsy
Azerskie chipsy.

Oczywiście podane powyżej ceny nie dotyczą Baku, które ceny ma bardzo europejskie, takie nawet bardziej zachodnio-europejskie. Przykład? W jednej knajpie za szklankę lemoniady zapłaciliśmy 14 zł. Równowartość 3 – 4 dobrych obiadów na prowincji.

Sprzedawcy garnków
Każdy rejon, to inne produkty sprzedawane przy drodze.

Co prawda, my spaliśmy głównie pod namiotem, ale jedną noc spędziliśmy w naprawdę godnym polecenia hotelu, Sah Sarayi, koło Lenkoran. Cena za jedną noc: 50 zł. Było to ciekawe doświadczenie, bo cały parter został wynajęty na wesele. Ja po wyprawie do Azerbejdżanu stałem się fanem perskiej urody. Tamtejsze dziewczyny są prześliczne, a gdybyście widzieli, jak wyglądała panna młoda…

Hotel Sah Sarayi.

Języki obce

Angielski jest bezużyteczny. No, może w Baku znajdzie się parę osób, które będzie umiało sklecić kilka bardzo prostych zdań. Przy ogarnianiu podstawowych potrzeb to w zupełności wystarczy. Poza stolicą jednak osób ze znajomością choćby jednego słowa po angielsku nie znaleźliśmy w ogóle. Trochę sobie myślę, że może ludzie coś tam jednak umieją, tylko boją się, że coś powiedzą źle.

Rzeka

Drugim językiem, którego próbowaliśmy był rosyjski. Tutaj było już znacznie lepiej, co oznacza, że najczęściej na całą wieś była przynajmniej jedna osoba, która coś po rosyjsku potrafiła powiedzieć. W większych miastach było łatwiej. Najczęściej udawało nam się zamienić parę słów z młodymi ludźmi, którzy coś tam jeszcze pamiętali ze szkoły. Jedynym miastem, w którym nie było żadnego problemu z rosyjskim, był Naftalan, ale to wiadomo, uzdrowisko, gdzie częstymi gośćmi są pewnie rosyjscy kuracjusze.

Miasto

Bariera językowa potrafi być straszną przeszkodą w zwiedzaniu. Brak jakichkolwiek oznaczeń turystycznych i problemy z dogadaniem się sprawiają, że do wielu miejsc ciężko dotrzeć. Przykładowo, w Arcivan jest źródło wody, którą można podpalić. Fajne, ciekawe zjawisko, tylko jak na migi wytłumaczysz komuś, że szukasz wody, która płonie?

Szyb naftowy

Jedzenie

Jadąc autostradą, albo jakąkolwiek inną główną drogą co kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów trafia się na różne knajpki, w których, w całkiem niezłych warunkach, można się porządnie najeść.

Knajpa

Jeśli chodzi o zatrucia pokarmowe, absolutnie nie ma się czego obawiać. Trzeba tylko jeść rękami 🙂 Jedzenie azerskie jest dobre, pikantne, dobrze przyprawione. To czego bardzo brakuje to mięso. Jego najczęstsza forma, to po prostu kość w zupie. Popularnymi daniami typowo mięsnymi są kebab i szaszłyk. Różnią się jednak mocno od tego, co znamy w Polsce. Tutaj kebab to taka długa kiełbasa, podawana z chlebem i warzywami. Jak ktoś chce może sobie z tego ukręcić prawdziwą tortille. Szaszłyk to z kolei coś, co wygląda i smakuje prawie jak nasze żeberka, tylko mięsa jest trochę mniej.

Szaszłyk.
Szaszłyk. Wyjątkowo obfity w mięso.

Kuchnia azerska to połączenie chleba i warzyw. Standardowym dodatkiem do dania są ogórki i pomidory, które są wyjątkowo smaczne. Chlebów mamy dwa rodzaje. Lawasz – przypomina znaną nam torillę. W sklepie za ok. 1 zł można kupić cały worek, który je się kilka dni. Drugim chlebem jest tandir, bardzo przypominający pieczywo wykorzystywane w Polsce do pit. To właśnie chleba i warzyw na stole ląduje najwięcej i to własnie tym najbardziej się człowiek najada.

Soki

Z dań wartych polecenia wymienię dwie. Zupa bozbasz – mięso to po prostu kość, którą można w zasadzie wyrzucić, za to sama zupa jest aromatyczna i bardzo smaczna. No i moja ulubiona: dołma – to takie gołąbki w papryce. Mam tutaj na myśli, że papryka jest nadziewana farszem, który znamy z naszych polskich gołąbków. Całość jest tak zrobiona, tak przyprawiona, że uszy się trzęsą. Pycha!

Zupa Bozbasz.
Zupa Bozbasz.

Tradycją azerską jest picie czaju, czyli herbaty. Podawana jest ona w dzbanku, a jej picie potrafi trwać nawet pół godziny. Ot, takie leniwe siedzenie przed domkiem i siorbanie z sąsiadem. Warto spróbować, kosztuje to ok. 1 zł, a szansa, że ktoś z ciekawości się dosiądzie, by pogadać, całkiem spora.

Tradycyjny czaj.
Tradycyjny czaj.

Turyści

Nie ma.

No dobra, rozwinę temat. W Baku, jak najbardziej turyści są i to całkiem sporo, ale stolica Azerbejdżanu jest jakby wzięta z innej planety i niewiele ma wspólnego z resztą kraju. W pozostałych jego regionach, znalezienie turysty graniczy z cudem. My spotkaliśmy tylko trzech: Hindusa, Pakistańczyka i… Polkę 🙂 Swoją drogą, Polkę spotkaliśmy w górach, w najbardziej odludnym miejscu, w jakim byliśmy. Oprócz naszej trójki w promieniu kilkunastu kilometrów nie było żywej duszy. Brak turystów oznacza, że i Ty możesz być atrakcją turystyczną! Wszędzie, gdzie się pojawialiśmy, budziliśmy duże zdziwienie i zainteresowanie.

Kaukaz

Ludzie

Azerbejdżan to kraj islamski, szyicki. To oznacza, że ludzie są niesamowicie otwarci, ciekawscy, przyjacielscy i pomocni. Z tak dużą ilością serdeczności i bezinteresownej pomocy nie spotkałem się jeszcze nigdzie indziej na świecie! Przytoczę kilka historii, które nam się przytrafiły.

W którymś momencie popsuła nam się Łada. Zatrzymaliśmy się na jakiejś polnej drodze, na totalnym zadupiu, pół kilometra od najbliższej wioski. Pierwszy samochód, jaki koło nas przejeżdżał, od razu się zatrzymał. Facet nie potrafił powiedzieć ani jednego słowa po angielsku, czy rosyjsku, a i tak za wszelką cenę chciał nam pomóc. Minęło chyba z pół godziny, zanim na migi wytłumaczyliśmy mu o co chodzi. Wyjął z bagażnika jakieś narzędzia i coś tam zaczął grzebać. Koniec końców auta nie naprawił, ale pomógł na tyle, że udało nam się skontaktować z firmą, od której wynajęliśmy samochód.

Kaukaz

W Szamachach chcieliśmy wejść do meczetu, ale nie do końca wiedzieliśmy, czy wypada, czy w ogóle możemy. Poszliśmy za jakąś staruszką, ale ona się zatrzymała i zaczęła machać rękami, że nie wolno. Ok, uznaliśmy, że jako niewierni powinniśmy się trzymać z daleka. Jednak wspomniana staruszka po chwili się cofnęła i zaczęła rękami pokazywać, że mamy iść gdzieś z boku. Okazało się, że ona wchodziła wejściem dla kobiet, które z oczywistych względów powinniśmy omijać, a wskazywała na główne wejście, którym mogli wchodzić mężczyźni. Tym samym weszliśmy do środka, trafiliśmy akurat na jakieś obrządki. Usiedliśmy jednak z boczku i nikt nie miał do nas żadnych pretensji.

Kaukaz

W Baku policja jest na każdym skrzyżowaniu. Nas zatrzymano dwa razy, w obu przypadkach widzieliśmy, że zatrzymywano nas ze względu na niecodzienną karnację. Za każdym razem policjant chciał sobie po prostu pogadać i popytać jak nam się podoba, i co tu w ogóle robimy.

Kaukaz

W Qubie na samych jej peryferiach weszliśmy do małej knajpki, w której nikogo nie było. Myśleliśmy, że może nie powinniśmy wchodzić, ale po chwili pojawił się właściciel. Nie znał żadnego słowa po angielsku, ani żadnego po rosyjsku. Kazał nam jednak poczekać, a sam gdzieś pobiegł. Okazało się, że gdzieś na drugim końcu miasta mieszkał, ktoś, co trochę znał rosyjski, więc tego kogoś przyprowadził (i przy okazji pół miasta, żeby sobie popatrzyli na przybyszów z Europy) i dzięki temu udało nam się zamówić najlepszą dołmę, jaką mieliśmy przyjemność jeść.

Jezioro

We wszystkich miejscach publicznych takich, jak centra handlowe przy wejściu są bramki i odbywa się sprawdzanie, czy nie wnosisz przypadkiem bomby. Z tego co widziałem, panie w burkach są bardzo skrupulatnie sprawdzane. Nas wszędzie (z wyjątkiem lotniska) wpuszczano bez jakiegokolwiek sprawdzania.

Gobustan

Za każdym razem jak trafialiśmy na kogoś, co choć trochę znał rosyjski, to od razu ten ktoś chciał sobie pogadać. Gdy padało stwierdzenie, że jesteśmy z Polski, od razu w odpowiedzi słyszeliśmy: Warszawa? Gdy mówiliśmy, że nie, że Poznań, od razu padało: Lech Poznań! I to wszędzie, nie ważne, czy w wielkim mieście, czy na zabitej dechami wsi w górach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *