11 miejsc, które trzeba zobaczyć w Azerbejdżanie

Zwiedzanie Azerbejdżanu do łatwych nie należy. Samo znalezienie jakichkolwiek informacji o tym, co można tutaj zobaczyć należy uznać za wyzwanie. W Internecie brakuje takich informacji nie tylko na stronach polskojęzycznych, ale także tych po angielsku. Nawet jeżeli uda nam się uzyskać jakieś wskazówki, to najczęściej znalezienie danego miejsca w mapach Google’a jest awykonalne. Jest to związane chociażby z tym, że wiele miejsc ma wiele różnych nazw.

Najlepszy przykład to Rezerwat Kyzyłgadzki – jest to nazwa wzięta z jedynego polskojęzycznego przewodnika turystycznego po Azerbejdżanie, jaki wpadł mi w ręce. Są jeszcze dwie inne popularne nazwy: Gizil – Agach i Qızılağac. Wioska Xinaliq ma kilkanaście różnych nazw. Odnalezienie się w tym wszystkim jest trudne, szukanie informacji o tych miejscach jest trudne, znalezienie ich na mapie jest trudne, wszystko jest trudne. Dlatego mam nadzieje, że niniejszy wpis Wam trochę pomoże.
Co zobaczyć w Azerbejdżanie? Poniżej najciekawsze moim zdaniem atrakcje. Wszystkie nazwy podane są w formie umożliwiającej znalezienie największej liczby wyników po wpisaniu w Google’a. Dodatkowo, wszystko jest podlinkowane i prowadzi do dokładnego miejsca w mapach Google’a.


1. Centrum Kultury Heydara Alijewa

To chyba najciekawsze miejsce w Baku. W środku jest klimatyzacja i maszyny z darmową wodą! Ale oczywiście nie to jest najważniejsze (mimo, iż jest to niewyobrażalny plus) 🙂 Budynek zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz jest wyjątkowo interesujący, cały utrzymany w bieli. W środku znajdziemy mnóstwo wystaw przedstawiających kulturę i historię Azerbejdżanu od najdawniejszych czasów aż po dzień dzisiejszy. Polecam, warto. Cena za wejście to 15 manatów, jest to najdroższa wejściówka, jaką przyszło nam kupić w tym kraju.

Heydar Aliev

Heydar Aliev

 

2. IceriseherPałac Szachów Szyrwanu i Baszta Dziewicza

Iceriseher to inaczej „Miasto Wewnętrzne”. Jest to nic innego jak po prostu bakijska starówka. Wchodząc tam ma się wrażenie, jakby trafiło się do zupełnie innego miasta. Niczym nie przypomina ona ani nowoczesnego Baku, ani też tego bardziej przemysłowego, postsowieckiego. Można rzec, że mamy tam zabytek na zabytku, wąskie uliczki, fragmenty murów obronnych. Całość została wpisana na listę UNESCO. Ceny też są tam niestety wyraźnie wyższe niż w jakiejkolwiek innej części i tak przecież drogiego Baku. I jest to chyba jedyne miejsce, gdzie można spotkać turystów. Praktycznie wszyscy, oprócz kelnerów z różnych knajpek, to uczestnicy wycieczek zorganizowanych.

Centrum Baku

Na terenie Iceriseher znajdują się dwa obowiązkowe punkty zwiedzania. Pierwszym z nich jest Pałac Szachów Szyrwanu. Jest to zbudowana w XV w. rezydencja władców Szyrwanu, kraju, który istniał tutaj w IX – XVI w. W środku nic nadzwyczajnego nie znajdziemy, ale w kilku miejscach są rozstawione wentylatory, także mimo wszystko polecam 🙂 Wstęp kosztuje zaledwie kilka manatów.

Drugim obowiązkowym punktem jest Baszta Dziewicza, Qiz Qalasi. To co, uznaje się za pewne, to czas budowy, ok. VIII w. p.n.e. Co do jej przeznaczenia, jest wiele hipotez i legend. Jedna z wersji mówi, że było to obserwatorium astronomiczne. Inna z kolei, że była ona elementem świątyni zorostriańskiej. Jest też legenda, według której została ona zbudowana przez jednego z szachów, który zakochał się w swojej córce i chciał ją pojąć za żonę. Dziewczyna, delikatnie mówiąc, nie była tym zachwycona, więc jej warunkiem była własnie budowa wysokiej wieży. Im wyższą wieżę szach budował, tym jeszcze wyższej domagała się córka. W końcu władca stracił cierpliwość i rozpoczął przygotowania do wesela. Wtedy jego córka rzuciła się z rozpaczy z wieży do morza. Najbardziej prawdopodobne jest jednak po prostu przeznaczenie obronne. Na terenie Azerbejdżanu znajdują się też inne wieże, mające w nazwie „dziewicza” i oznacza to mniej więcej „niedostępna”, „nieuległa”. Na szczycie znajduje się punkt widokowy. Za kilka manatów można tam wejść po schodach. My odpuściliśmy, kolejka była zbyt długa, a upał wręcz niemożliwy.

3. Meczet Bibi-Heybat

To, co obecnie możemy podziwiać, to rekonstrukcja meczetu zburzonego przez bolszewików. Został on odbudowany w 1990 r. Pierwowzór z kolei pochodził z XIII w. i był celem wielu pielgrzymek. Znowuż mamy kilka legend dotyczących jego powstania. Według jednej z nich, rodzina imama Rzy uciekając przed prześladowaniami musiała opuścić granice kalifatu. Siostra imama wraz ze swym sługą Heybatem zamieszkała we wsi Szych, położonej w pobliżu. Ów sługa mówił na swoją panią Bibi. Ponieważ cieszyli się wielkim szacunkiem, na ich cześć zbudowano ten meczet. Inna wersja mówi, że meczet został nazwany od ciotki mężczyzny imieniem Heybat. W tamtych czasach nie było dobrze widziane używanie damskich imion, a „ciotka” po azersku to „bibi”.

Meczet Bibi Heybat

Wejście do środka jest całkowicie darmowe. Trzeba tylko zdjąć buty i włożyć je do specjalnej szafki. We wnętrzu, w głównym pomieszczeniu znajduje się nagrobek upamiętniający tutejszych imamów. Stąd można się spodziewać dużej liczb rozpaczających i płaczących osób. Z drugiej strony równie duża liczba osób będzie sobie robić selfie, także tego… Nie ma się specjalnie co spinać. Uszanujmy, że jest to święte miejsce, ale nie bójmy się, że robienie zdjęć będzie źle odebrane.

4. Atesgiah

Inaczej „dom ognia”, świątynia czcicieli ognia. Pamiętajmy, że cały półwysep Abszeroński śpi na gazie ziemnym, stąd czasem zdarzają się dziwne zjawiska, takie jak niegasnący ogień. To jedno z takich miejsc, gdzie od wieków palił się „wieczny ogień” i wokół tego wyrósł cały kult. Początkowo mieszkało tutaj kilkudziesięciu pustelników, prowadzących ascetyczny tryb życia. Dręczyli oni swoje ciało w celu oczyszczenia duszy. Kapłani dzień i noc pilnowali ognia, nie pozwalając mu zgasnąć. We wczesnym średniowieczy powstała tutaj zorostriańska świątynia ognia. Po wkroczeniu Arabów, i wraz z postępującą islamizacją, kult powoli zamierał. Odrodził się w XV w. za sprawą Hindusów, którzy do Indii zawozili wieści o niegasnących ogniach, co pociągnęło za sobą napływ pielgrzymów i ponowny rozkwit kultu.

Atesgiah

Samo miejsce jest stosunkowo nieduże i raczej rozczarowuje. Sprawia wrażenie zaniedbanego, bez większego pomysłu na zachwycenie turysty. Niemniej jest to ponoć pozycja obowiązkowa przy zwiedzaniu Baku i jego okolic. Wstęp kosztuje 5 manatów.

Atesgiah

5. Gobustan

Jedna z najczęściej opisywanych atrakcji Azerbejdżanu. Jest to nic innego jak park narodowy obejmujący teren pełen pagórków, wąwozów i skał. Co w tym nadzwyczajnego? Otóż na skałach zachowało się w doskonałym stanie ok. 4000 petroglifów pochodzących nawet sprzed 12 tysięcy lat! Jest to jedno z niewielu takich miejsc na świecie. Rysunki pokazują styl życia ludzi pierwotnych, zwierzęta, tańce, sceny pracy. Mężczyźni są przedstawieni jako myśliwi z łukami, wysocy, umięśnieni. Kobiety z kolei mają uwydatnione biodra i piersi. Na terenie Gobustanu są wyznaczone ścieżki, którymi można się poruszać. I lepiej nie z nich nie schodzić, bo pomiędzy kamieniami czają się jadowite węże! Jedyny mankament jest taki, że obszar udostępniony dla zwiedzających nie jest specjalnie duży. Może więc zostać pewien niedosyt, chciałoby się zobaczyć trochę więcej. Wstęp kosztuje 4 manaty. Można jeszcze dodatkowo wykupić przewodnika, który po angielsku lub rosyjsku wszystko nam doskonale wytłumaczy.

Gobustan

Gobustan

Na terenie Gobustanu jest jeszcze jedna ciekawostka: Gaval-dash, śpiewający kamień. Wystarczy postukać jakimś innym kamieniem, by z Gaval-dasha odezwał się melodyjny dźwięk. W zależności od wilgotności powietrza, można uzyskać inne brzmienie. Został on odkryty przez naukowców, dzięki plotkom przekazywanym z pokolenia na pokolenie wśród tutejszych pasterzy.

Gaval-dash

6. Wulkan błotny

Jest to jedna z tych atrakcji, której prawie na pewno nie doświadczymy nigdzie indziej na świecie. Wulkanów błotnych jest w Azerbejdżanie sporo i można w nich przebierać. Niektóre z nich nawet jeszcze trochę bąblują. Niestety żadnego takiego nie udało mi się znaleźć. Szukanie informacji o czynnych wulkanach błotnych w Internecie to droga przez mękę. Wiarygodnych informacji, najlepiej z zaznaczeniem na mapie, praktycznie nie ma. Na każdy wulkan można się wdrapać, a czasem nawet wjechać samochodem. Często na zboczu położona jest jakaś wioska, a na szczycie jest wielkie wysypisko śmieci. Krater takiego wulkanu to nic innego jak wielki okrąg pełen zastygłego błota.

Moja propozycja to wulkan Bozdag – Guzdek, położony koło wsi Guzdek. Jego potoczna nazwa to Krwawa Góra. Wzięła się ona stąd, że w wyniku jego wybuchu zginęło wielu ludzi, a cała wioska została zalana błotem.

Wulkan błotny

7. Yanar Dag

Inaczej „płonąca góra”. Naturalne, płonące od wieków ognie w miejscu, w którym ulatnia się gaz ziemny. Jest to bardziej ciekawostka. Na pewno nie jest to tak spektakularne, jak opisują to w Internecie. Nie pamiętam ceny za wstęp, pewnie było to koło 5 manatów. Pamiętam za to, ze byłem rozczarowany i uznałem, że cena była za wysoka jak na dostarczoną rozrywkę.

Yanar Dag

8. Xinaliq

Niezwykła wioska. Jej mieszkańcy stanowią odrębną grupę etniczną, która mówi językiem niespotykanym nigdzie indziej na świecie. Według naukowców, wieś powstała jeszcze przed naszą erą, a obyczaje ludności i ich tradycje przetrwały do naszych czasów. Tutejsi mieszkańcy uważają się za potomków Noego w linii prostej. Według legendy, jeden z jego synów, Jafet, pozostał w tym rejonie i założył tutaj osadę. Co ciekawe, ponoć w okolicy wioski do dziś można znaleźć muszle i skamieniałe szkielety ryb, co świadczy o tym, że kiedyś faktycznie był tutaj potop.

XInaliq

Sama wioska jest mało atrakcyjna, choć faktycznie ma niezwykły klimat. Nie wchodziliśmy głębiej, starając się uszanować jej mieszkańców. Tak czy siak warto się tutaj wybrać, głównie dlatego, że dojazd i widoki po drodze są niesamowite. Jest to zdecydowanie najbardziej fascynujący i najpiękniejszy rejon Azerbejdżanu. Absolutnie numer jeden! Trzeba tam pojechać! Uprzedzam jednak droga do Xinaliq, nie jest łatwa. Dużo zależy od samochodu, my się naszą Ładą strasznie męczyliśmy.

Kaukaz Azerbejdżan

Kaukaz Azerbejdżan

Północny Azerbejdżan

9. Dżuma meczet w Samaxi

Wiadomo, Dżuma meczet trzeba odwiedzić 🙂 Samaxi to już rejon, gdzie turysta jest zjawiskiem niespotykanym, trzeba się więc liczyć z tym, że wszyscy będą na nas dziwnie patrzeć. Niemniej jednak do meczetu można wejść bez problemu.

Samaxi Dżuma meczet

10. Laza

Kolejne miejsce po Xinaliq, które samo w sobie może nie jest piekielnie fascynujące, ale dojazd i widoczki po drodze wynagradzają wszystko. Po drodze miniemy jeszcze Qabalę, czyli taką azerską Szwajcarię, centrum sportów zimowych.

Laza

Laza

Qabala

11. Naftalan

Miasto, słynące z ropy naftalanowej, która jest znana z leczenia najróżniejszych chorób nerwowych, ginekologicznych, urologicznych, skórnych, stawów, mięśni itd. itp. Już w starożytności tysiące ludzi, nawet z odległych Indii, szukały tutaj ratunku. Do różnych krajów wyruszały stąd całe karawany wielbłądów objuczone zapasami maści naftalanowej. Podczas wojny z Rosją, żołnierze japońscy mieli przy sobie jej zapasy, której używali do leczenia ran. Nawet Argonauta Jazon leczył się tą maścią!

Czuć tutaj zupełnie inny klimat, miasto sprawia wrażenie całkiem bogatego. Pełno jest świerków. Na ulicach, co niespotykane nigdzie indziej, są porozstawiane kramy z tandetnymi zabawkami i innymi pamiątkami. Jest to też jedyne miejsce, gdzie, bez najmniejszych problemów, można znaleźć dużo osób mówiących płynnie po rosyjsku.

Naftalan

Jedyny powód, by się tam wybrać, to w celu nakupienia zapasów maści naftalanowej. Nie ma jednak sensu szukać jej na ulicznych targowiskach. Najlepiej po prostu pójść do apteki. Małą tubkę kupimy już za 50 gapików. Większe i bardziej uniwersalne mogą kosztować maksymalnie 20 manatów.

Co jeszcze można zobaczyć?

Tutaj opisuję miejsca, do których z różnych powodów nie dotarliśmy, a które mogą okazać się całkiem ciekawe.

Lahic – wioska słynąca z wyrobu broni i naczyń.

Forteca Gelersen – Gorersen – ruiny twierdzy, która przez wieki broniła dostępu do miasta Szeki.

Arcivan – miejscowość słynąca z tego, że znajduje się w niej źródło siarkowej wody leczniczej. Taką wodę można podpalić. Tutaj akurat dotarliśmy, ale źródła nie znaleźliśmy, a nikt z mieszkańców nie rozumiał naszego języka migowego 🙁

Park Narodowy Hirkan – lasy hyrkańskie, czyli wilgotne, deszczowe lasy strefy umiarkowanej. Miejsce znane z dużej ilości drzew żelaznych. Tutaj dotarliśmy późnym wieczorem i nie było czasu, żeby szukać wejścia do parku.

Khazar Islands – wciąż w budowie. Sztuczne wyspy, na których powstanie futurystyczne miasto na milion osób, tor Formuły 1 oraz Azerbaijan Tower, budynek mający ponad kilometr wysokości, więcej niż Burj Khalifa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *