Wyspa – impreza, czyli Malta na weekend

Malta to doskonała opcja na przedłużony weekend. W ciągu kilku dni można tam zwiedzić każdy kamień i przy okazji poczuć trochę słońca, podczas gdy w Polsce dopiero topnieje śnieg. Jest to doskonały kierunek także dla tych, którzy nie mają zbyt grubego portfela. Co chwilę pojawiają się promocje, dzięki którym za niewielkie pieniądze można spędzić przyzwoite wakacje.

Loty i promocje

Polecam szukać na fly4free. Malta jest kierunkiem, gdzie różnego rodzaju okazje pojawiają naprawdę często. Nam udało się trafić ofertę, w ramach której za lot w dwie strony i cztery noclegi bez wyżywienia zapłaciliśmy 420 zł. Śmieszna cena, co nie? Z lotniska do stolicy kursują autobusy. Od razu przestrzegam, że cała wyspa, a w szczególności jej największe miasta, jest strasznie zakorkowana. Dojazd z Valletty na lotnisko może zająć nawet 1,5 godziny. Nie popełnijcie tego błędu, co my i wyjdźcie z hotelu nieco wcześniej, żeby uniknąć przebiegania przez bramki dosłownie na dwie minuty przed ich zamknięciem.

Burlington Apartments

Niestety niska cena czasem pociąga też za sobą niski standard. Ponoć większość hoteli na Malcie ma standard znacznie niższy niż wskazują na to gwiazdki. My, zgodnie z wybraną przez nas ofertą, trafiliśmy do Burlington Apartaments. Od razu też uprzedzam, żeby pytać miejscowych, gdzie znajduje się biuro (bo z recepcją niewiele to miało wspólnego), bowiem jest ono w zupełnie innym budynku, na końcu ulicy, w ogóle w żaden sposób nieoznaczone. Niby ***, a standard słaby. Największe bolączki? Wifi tylko w jednym miejscu budynku, tylko na jednym pietrze. Taki specjalny kąt z dwoma kanapami, ale chętnych zazwyczaj więcej niż miejsc do siedzenia. No i największa tragedia: problemy z zasilaniem. W naszym pokoju nie działało ŻADNE gniazdko. Z kolei w pokoju u naszych znajomych działało jedno gniazdko, ale za to nie działał żaden sprzęt gotujący będący na wyposażeniu (czyli czajnik i mikrofalówka :)). Windy w budynku są tak wątpliwej jakości, że znacznie pewniej czuliśmy się korzystając ze schodów. No i lokalizacja też słaba, bo to samo centrum Paceville. Niby fajnie, bo centrum, bo miasto, bo morze blisko, ale Paceville jest najbardziej imprezową dzielnicą w całym kraju i to słychać… przez całą noc.

Burlington Apartments

Jak podróżować po Malcie?

Pierwsze ważne info: tam jest ruch lewostronny! Jak ktoś planuje wynajęcie samochodu musi mieć to na uwadze. Druga sprawa: uliczki są straszliwie wąskie, miejsc do zaparkowania praktycznie nie ma, połowa dróg jest jednokierunkowa i wszędzie są nieznośne korki (a przynajmniej w promieniu 10-15 km od stolicy). Moim zdaniem auto to zły pomysł.

Sliema

Rower to także zły pomysł. Wbrew pozorom Malta jest stosunkowo pagórkowata, pełna zjazdów, ale też i podjazdów. Osoby ze słabszą kondycją mogą paść na twarz. Tym bardziej, że wynajęcie roweru nie jest takie proste. Ja znalazłem dwie firmy w Vallettcie oferujące wynajem roweru, niestety jak przyszło co do czego, to nikt nie odbierał telefonu. Wpadliśmy więc na pomysł wynajęcia rowerów miejskich. W stolicy pełno jest stacji NextBike. Wynajęcie na cały dzień to koszt 16 EUR, ale podróżowanie rowerem miejskim po takim terenie to prawdziwa katorga. Dość wspomnieć, że nie widzieliśmy nikogo jadącego na rowerze oprócz nas. A jak się komuś wydaje, że Valletta jest mała, to pamiętajcie, że tam jest kilka miast niejako połączonych w jedną wielką aglomerację. Ze względu na milion wąskich, małych uliczek wydostanie się z miasta potrafi zająć dobre dwie godziny. Serio. A te dwie godziny to i tak tylko jak się zacznie olewać znaki i zacznie się jeździć drogami jednokierunkowymi pod prąd. Wiem, że na mapie się wydaje, że to chwila moment i jest się na wsi. Nic bardziej mylnego.

Malta

Autostopem? Zapomnij! Odległości między miasteczkami są tak niewielkie, że idea łapania stopa jest całkowicie niezrozumiała. Co najwyżej przejeżdżający kierowca da ci znak, że cie nie weźmie, bo i tak zaraz skręca.

Najlepsza opcja? Autobus! Broniłem się przed tym rękami i nogami, ale, pomijając Vallettę, to naprawdę najlepszy sposób podróżowania po Malcie. Bilet zimą kosztuje 1,5 EUR, latem 2 EUR i uprawnia do siedzenia w autobusie bite dwie godziny, co z kolei wystarcza, by przejechać prawie całą wyspę z jednego końca na drugi. Tanio, w miarę szybko i wygodnie.

Na koniec wspomnę jeszcze o „tramwaju” wodnym, kursującym pomiędzy Sliemą a Vallettą. Koszt? 2 EUR. Lepszej opcji do przemieszczania się pomiędzy tymi dwoma miastami nie ma.

Tramwaj wodny

Co jeść na Malcie?

Może zacznę od tego, gdzie nie jeść. Valletta, Sliema, St. Julian, Paceville to są miejsca mocno oblegane przez turystów. Z tego też powodu ktoś może sobie wyrobić błędną opinię, że Malta jest droga. No bo, jeżeli byle obiad kosztuje 16-20 EUR i ciężko znaleźć coś tańszego… Wystarczy wyjechać na wieś, albo do jakiegoś mniejszego miasta. Tam za 1,5 EUR można najeść się do syta, bowiem właśnie tyle kosztuje prawdziwy hit Malty – timpana. Jest to taka zapiekanka z makaronu i mięsa. Należy wystrzegać się kupowania jej w restauracjach, bo tam zazwyczaj cena jest wielokrotnie wyższa. Timpany należy szukać w takich małych sklepikach, które mają część produktów powystawianych za ladą. Najlepiej podejść i się zapytać. Timpana jest na miejscu odgrzewana i serwowana na wynos. Porcja jest na tyle duża, że nasza damska część wycieczki nie była w stanie dojeść do końca. Było to nasze podstawowe danie, bo tanie, sycące i bardzo smaczne. Czasem można też spotkać wersję, która zamiast makaronu ma ryż. Wygląda praktycznie tak samo, zasada podania jest ta sama, nawet cena jest w zasadzie taka sama.

Lasagne
Nie mam zdjęcia timpany, więc wrzucam zdjęcie lasagne.

Maltańskich słodyczy jest niewiele. Najpopularniejsze są mqaret – ciastka nadziewane farszem. Oryginalnie farsz powinien być z daktyli, ale różnie z tym bywa. Mqaret są smażone w głębokim oleju i podawane na ciepło. Najczęściej można je dostać od ulicznych sprzedawców. Co ciekawe, nie widziałem ich w Vallettcie, ani żadnym z przyległych miast. Rzucały się w oczy dopiero na prowincji, albo w odleglejszych miastach, takich jak Mdina.

Do picia polecam Kinnie. Malta jest chyba jedynym miejscem, gdzie można tego spróbować. To tutejszy odpowiednik Coca-Coli. W smaku czuć specyficzną pomarańczową goryczkę, dlatego ponoć nie każdemu smakuje. Ja piłem litrami, pycha. Z alkoholi nie polecam niczego, bo nic mi nie smakowało 🙂

Kinnie

Wyspa – impreza

Nie wiem, czy to efekt małego kraju, czy południowego, gorącego charakteru jej mieszkańców, ale zdecydowanie jest to najbardziej imprezowy kraj w jakim byłem. Każdego wieczoru autobusy jadące z różnych jego zakątków wypełniają się młodzieżą sunącą w kierunku stolicy. Najbardziej hałaśliwe i pełne imprezowiczów jest miasto St. Julian’s, a w szczególności jego dzielnica Paceville. Muzyka w klubach to najczęściej kawałki, które były bardzo popularne w Polsce jakieś 2 – 3 lata wcześniej, poprzerabiane na techno modę. Jeżeli dla kogoś wymarzone wakacje to spędzanie całego dnia na plaży, a wieczorem szaleństwo w klubach, Malta będzie idealna.

Malta

Co zwiedzić?

Na Maltę jedzie się głównie, żeby poczuć trochę słońca. Kwiecień to trochę na to za wcześnie. Przede wszystkim mocno wieje, a woda jest jeszcze pioruńsko zimna. Można zatem skorzystać i troszkę pozwiedzać. Parę miejsc warto odwiedzić.

1. Valletta

Stolica sama w sobie jest interesującym miastem, pełnym wąskich uliczek, połączonych ze sobą schodami. Wystarczy pospacerować, by poczuć jej klimat. Niestety, stolice mają to do siebie, że zazwyczaj sporo tam turystów i ceny są mocno zawyżone. Zwiedzanie Valletty w Niedzielę Palmową może skończyć się tym, że trafimy na jeden z kilku pochodów upamiętniających przybycie Jezusa do Jerozolimy.

Valletta

2. Katedra św Jana Chrzciciela.

Jeden z najważniejszych zabytków na wyspie. Wnętrze robi spore wrażenie. Wstęp kosztuje jakąś symboliczną opłatę, ale w trakcie Mszy Świętej można wejść za darmo. Msza oczywiście odbywa się w języku maltańskim, a więc całkowicie niezrozumiałym. W jej trakcie nie można zwiedzać. Są specjalni ochroniarze, którzy wypraszają turystów łażących i pstrykających fotki. Trzeba korzystać z kilku minut zaraz po mszy, kiedy ludzie opuszczają katedrę. Później, niestety też zostaniemy wyproszeni, albo trzeba będzie zapłacić za zwiedzanie.

Katedra św Jana

3. Pałac Wielkiego Mistrza.

Kolejna wielka atrakcja. Wstęp płatny, ale ile i, czy warto, to Wam nie powiem. Akurat jak tam byliśmy to w Pałacu odbywał się jakiś ważny szczyt Unii Europejskiej i cały rejon był obstawiony panami w garniturach zazdrośnie strzegącymi dostępu do budynku.

4. Fort św Elma.

Podobnie jak wyżej. Ze względu na szczyt UE, zwiedzanie było tego dnia niemożliwe. Aczkolwiek wspominam o tym, bo myślę, że mogłoby to być całkiem ciekawe.

5. Dolne Ogrody Barrakka i Górne Ogrody Barrakka.

Bardzo fajne, kameralne miejsce, z którego można podziwiać Grand Harbour, fort św. Anioła i całe miasto po drugiej stronie zatoki. Szczególnie klimatyczne wieczorem, gdy wszystko jest pięknie oświetlone. Mi bardziej do gustu przypadły Dolne Ogrody, ale warto samemu ocenić.

Wybaczcie fatalną jakość.

6. Mdina.

Stolica państwa za czasów panowania Arabów. Miasto – twierdza. Ciekawy przykład zabytku, w którym wciąż mieszkają ludzie i życie toczy się normalnie, jak w zwykłym mieście. Punktem obowiązkowym zwiedzania jest katedra, ale można też po prostu pospacerować po wąskich uliczkach, tutaj każdy budynek to zabytek.

Mdina

7. Golden Bay.

Większość plaż na Malcie to skały, dlatego podaję przykład plaży piaszczystej 🙂 Jedyne piaszczyste plaże jakie jeszcze kojarzę, choć osobiście nie byłem to Paradise Beach i, chyba największa, Mellieha Bay. Przypominam jednak, że w kwietniu woda jest przeraźliwie zimna i plaże są kompletnie puste.

Mdina

8. Blue Grotto.

Ponoć kolejna z atrakcji typu „trzeba zobaczyć”. Błękitna Grota to nic innego, jak grota wyrzeźbiona w skale przez uderzenia morskiej wody. Nieopodal w miejscowości Grotto znajduje się przystań, z której wypływają na zwiedzanie łodzie pełne turystów. Niestety, jeżeli fale tego dnia są zbyt duże, to turyści muszą obejść się smakiem, tak jak my. Mimo wszystko polecam odwiedzić to miejsce, bo widoczki są tutaj jedne z fajniejszych na wyspie.

Blue Grotto

9. Hagar Qim.

A w zasadzie Hagar Qim i Mnajdra. To dwie megalityczne budowle, pełniące prawdopodobnie funkcje świątynne. Pochodzą one z ok. 3700 – 3000 r. p.n.e. Bilet wstępu kosztuje 10 EUR. W cenie mamy zwiedzanie małego muzeum, przedstawiającego historię tego miejsca, oraz małe kino, w którym pokazany jest film „5D”, który ma nas przenieść w klimatyczne czasy prehistoryczne. Zarówno muzeum jak i kino są bardzo wątpliwej jakości i w zasadzie mogłoby ich nie być. A same świątynie? Cóż… Wielkie bloki kamienne poustawiane jeden na drugim. Jak kogoś interesuje archeologia, to będzie zachwycony. Dla mnie 10 EUR to trochę za drogo, żebym czuł się zadowolony.

Hagar Qim
Hagar Qim

10. Klify Dingli.

Najwyższy szczyt Malty 🙂 Poza tym to także fajne miejsce widokowe. Niedaleko są całkiem niezłe skałki, po których można połazić i porobić zdjęcia na tle klifów. Wystarczy iść tam, gdzie jest dużo ludzi. Ewidentnie jest to miejsce chętnie odwiedzane przez zakochane maltańskie pary.

Dingli Cliffs

Jeżeli komuś mało wrażeń, może wybrać się na sąsiednią wyspę, Gozo. Między Cirkewwa a Mgarr kursuje co kilkanaście minut mały prom. Gozo ponoć wygląda tak jak główna wyspa, tylko, że jest bardziej zielona. Nie wiem, nie byłem.
Latem, gdy ciepłe morze zachęca do kąpieli, warto wybrać się na Comino. To tutaj pomiędzy skałami znajduje się prawdziwa rajska laguna, ponoć bardzo tłumnie odwiedzana przez turystów. Ponownie, nie wiem, nie byłem, tylko słyszałem 🙂

Tam w tle widać Gozo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *