Liechtenstein – informacje praktyczne

Niewielu turystów trafia do Liechtensteinu, a przecież taki kraj jest sam w sobie małą (dosłownie) ciekawostką. Będąc w Austrii, czy Szwajcarii można poświęcić jedno leniwe popołudnie, by odwiedzić to malutkie, a przecież jakże bogate państwo.

Czy leci z nami pilot?

Nie leci. Liechtenstein jest jednym z pięciu państw na świecie, które nie mają lotniska. Najbliższy port lotniczy znajduje się w Zurychu. Tam można wsiąść w pociąg do Sargans. Trzeba jednak liczyć się z wysokimi cenami szwajcarskich pociągów! W Sargans trzeba się przesiąść w autobus, którym dotrzemy do Vaduz. Tak naprawdę, najlepszy sposób, by się dostać do Liechtensteinu to posiadać własny samochód. Jest jeszcze druga opcja: pociąg. Niestety, przez Liechtenstein przechodzi tylko jedna linia kolejowa. Pociąg kursuje na linii Buchs (Szwajcaria) – Feldkirch (Austria), co oznacza, że i tak jakoś do któregoś z tych miast trzeba się dostać.

Vaduz


Jak wygląda ten malutki kraj?

To, co rzuca się w oczy od początku to to, że cały Liechtenstein jest strasznie zakorkowany. Jak się przejeżdża, ma się wrażenie, że jest tylko jedna główna droga, oczywiście, jednopasmowa. W tym kraju chyba ani razu nie udało mi się wyprzedzanie, zwyczajnie był zbyt duży ruch. Miejsc parkingowych jest mało i praktycznie wszystkie są płatne. Na szczęście ceny parkingów nie są przesadnie zabójcze. W ogóle ceny nie są aż tak wygórowane jak można by się spodziewać. Mi najłatwiej było tutejsze ceny porównać do tych w Niemczech. Otóż, są one ok. dwa razy wyższe, czyli jest drogo, ale mogło być jeszcze drożej, przecież to jeden z najbogatszych krajów świata! 🙂 Dużej ilości knajpek i restauracji nie uświadczymy. Sklepów też jest raczej mało. Klimat całego państwa jest trochę jak u babci na wsi, przy czym wszyscy okoliczni rolnicy są poubierani w najlepsze garnitury i w pośpiechu biegają po wąskich uliczkach.

Cały kraj wygląda jakby był umieszczony na zboczu góry. Na dole jest Vaduz, potem wypasione, wielopoziomowe wille na zboczach i na szczycie małe wioski.

Vaduz

Znaczki pocztowe

To podobno główny powód, dla którego jedzie się do Liechtensteinu. Mimo iż mają razem ze Szwajcarią wspólny system pocztowy, to jednak drukują swoje własne znaczki, które w świecie filatelistycznym są nie lada gratką. Niektóre z nich osiągają bardzo wysokie ceny na rynku. W Vaduz znajduje się nawet Muzeum Filatelistyczne. Niestety, ja znaczków pocztowych nie zbieram, a o tym, że są one najczęściej tutaj kupowaną pamiątką, dowiedziałem się już po powrocie do Polski.

Charakterystyczne czarne tablice.
Charakterystyczne czarne tablice.

Co zwiedzić?

Tak naprawdę, to nic ciekawego tutaj nie ma 🙂

W Vaduz można zahaczyć o cztery „atrakcje”. Pierwsza z nich to ulica Städtle. Taki typowy deptak, który można przejść w kilka minut. Na niej mieści się m. in. budynek parlamentu. Druga „atrakcja” to tutejszy stadion piłkarski, jedyny w całym kraju. Niestety, nie można wejść na trybuny. W zasadzie murawę można zobaczyć tylko przez dziurę w wysokim płocie. Kolejną „atrakcją” jest spacer wzdłuż Renu i możliwość pooglądania szwajcarskich Alp.

Na deser zostawiłem to, co najciekawsze, prawdziwy symbol Liechtensteinu, zamek! Tutaj kolejne rozczarowanie. Otóż zamek jest własnością prywatną i z tego powodu nie jest udostępniony dla zwiedzających. Dowiedziałem się przypadkiem, że raz w roku, z okazji urodzin księcia, można wejść do środka, ale niestety, nie znalazłem nigdzie żadnego potwierdzenia. Mimo wszystko, polecam. Spacer z Vaduz aż na szczyt góry, gdzie ulokowany jest zamek, to możliwość objęcia wzrokiem prawie całego kraju 🙂

Zamek w Vaduz

Kolejnym miastem wartym odwiedzenia jest Malbun. Trzeba się jednak liczyć z bardzo długim podjazdem krętą drogą o średnim nachyleniu 8%. Nie jest to może strasznie dużo, ale droga faktycznie jest długa, więc hamulce mogą się spocić. Zimą Malbun to mały ośrodek narciarski, natomiast latem to miejsce, z którego rusza się na szlaki po okolicznych górach. My byliśmy w Liechtensteinie w maju. I tak jak w Vaduz było już pięknie, zielono, ciepło, tak w Malbun śniegu było po kolana. Sezon narciarski ewidentnie się skończył, ale o wyjściu na szlak nie było mowy.

Malbun

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *