Turystyka postapo, czyli na wycieczkę do Czarnobyla

Czarnobyl stał się w ostatnich latach prawdziwą atrakcją turystyczną Ukrainy. Można się tam wybrać na kilkugodzinną wycieczkę prosto z Kijowa, ale można też spróbować skorzystać z usług naszych rodzimych biur podróży. O tym, która opcja lepsza i czy w ogóle warto przeczytacie poniżej.

Czarnobyl i Prypeć

Mówi się, że elektrownia była w Czarnobylu, a to nieprawda. Czarnobyl leży 29 km od elektrowni i ucierpiał stosunkowo nie bardzo. Wiejące wtedy wiatry rozniosły radioaktywny pył głównie na Białoruś. W 1970 r. zbudowano miasto Prypeć, specjalnie dla pracowników elektrowni. Łącznie mieszkało tam nawet 45 tys. osób. W porównaniu z większością obywateli ZSRR, mieszkańcy Prypeci żyli jak pączki w maśle. Średnia płaca wynosiła 3 razy więcej niż średnia krajowa. Każdy miał samochód, mieszkania były urządzone w ładniejszych i wygodniejszych blokach. Dzieci chodziły do ładnych i stosunkowo dobrych szkół, działały obiekty sportowe, a nawet wielki park rozrywki. Po wybuchu w wielkiej tajemnicy w ciągu kilku godzin wywieziono wszystkich mieszkańców, głównie na Syberię. Musieli oni zostawić cały swój dobytek.

Koło młyńskie



Co tam się wydarzyło?

25 kwietnia 1986 roku planowano przeprowadzić testy bezpieczeństwa na wypadek utraty zasilania. Testy te powinny zostać przeprowadzone przed oddaniem do użytku 4. bloku reaktora, dwa lata wcześniej, jednak to oznaczałoby, że budowa nie zostanie zakończona w terminie. Testy więc zignorowano. Ponownie jednak nie ustrzeżono się presji czasu. Sukces miał zostać odtrąbiony kilka dni później, na pochodzie 1 maja.

Ośrodek wczasowy
Ośrodek wczasowy.

O przyczynach katastrofy napisano już wiele, przytoczę tutaj tylko kilka najważniejszych:

  1.  Analizy bezpieczeństwa były niekompletne. Wiele przypadków opisywano jako mało prawdopodobne, więc w ogóle ich nie analizowano.
  2. Doświadczenie przygotował elektryk bez konsultacji ze specjalistami bezpieczeństwa.
  3. Brak obudowy bezpieczeństwa. Każdy reaktor powinien być obudowany specjalną, betonową kopułą, by w razie awarii niebezpieczne związki nie wydostały się na zewnątrz. Budowa takiej kopuły jest bardzo droga. Prawo radzieckie pozwalało na jej pominięcie, jeżeli uzna się, że reaktor jest wystarczająco bezpieczny. Właśnie z tego prawa skorzystano w Czarnobylu.
  4. Zastosowanie radzieckiej myśli technicznej, czyli reaktorów typu RBMK. Różniły się one dość mocno w swojej konstrukcji od wszystkich innych reaktorów używanych na świecie. Zastosowane rozwiązania były utrzymywane w tajemnicy, przez co specjaliści spoza ZSRR nie mogli zweryfikować planów konstrukcyjnych i wytknąć ewentualnych błędów. Nie wdając się w szczegóły reaktory RBMK zachowywały się inaczej w przypadku zaburzeń przepływu chłodziwa. Podgrzanie wody powodowało wzrost mocy i dalsze podgrzewanie się wody i dalszy wzrost mocy… Ponadto opuszczenie prętów bezpieczeństwa również skutkowało chwilowym, ale bardzo gwałtownym wzrostem mocy. Taka, a nie inna budowa, była najprawdopodobniej związana z możliwością uzyskania produktów ubocznych, które mogły być wykorzystywane do konstrukcji bomb atomowych. I to właśnie takie bomby prawdopodobnie konstruowano w zakładach Jupiter (oficjalnie składano tam komputery).
  5. Test miał być zrobiony w dzień. Niestety, w tym czasie inna elektrownia przestała nagle dostarczać energię dla Kijowa (powstało wiele teorii spiskowych dookoła tego wydarzenia). Stąd elektrownia w Czarnobylu musiała opóźnić testy, żeby nie pozostawić stolicy całkowicie bez prądu. Dopiero o godz. 23 przyszła zgoda na przeprowadzenie eksperymentu. Zmiana dzienna, która znała procedury była już w domu, zmiana popołudniowa właśnie kończyła pracę, a zmiana nocna zaczynająca pracę o północy miała przejąć kontrolę w zasadzie w połowie całej akcji.
  6. Głównym operatorem był Leonid Tuptunow, inżynier z 3-miesięcznym stażem. Ze względu na brak doświadczenia, zredukował on moc cieplną zdecydowanie za dużo, co spowodowało wydzielanie się ksenonu i dalszy spadek mocy. Ponieważ nikt nie wiedział, co jest przyczyną takiego zachowania (błędy konstrukcyjne się kłaniają), zaczęto usuwać pręty kontrolne. Kolejne kroki spowodowały, że reaktor znalazł się w skrajnie niestabilnym stanie. Wskutek długotrwałej pracy w takim stanie, wyłączono jeszcze układy awaryjnego wyłączania reaktora, żeby przypadkiem nie zaskoczyły i nie przerwały eksperymentu.
  7. Operatorzy kilkukrotnie zastanawiali się nad przerwaniem testów, gdyż nie rozumieli takiego, a nie innego zachowania reaktora. Jednak przerwanie doświadczenia oznaczałoby brak pochwały, a wręcz bardzo możliwą karę, przesunięcie na gorszą posadę, a nawet utratę pracy. Zwykłe poczucie niepewności to było za mało, by wykręcić się przed naciskami z góry.

Prypeć

O godz 1:23:04 wyłączono turbiny napędzające pompy odpowiedzialne za przepływ wody chłodzącej. Wzrosła produkcja pary (podgrzanie wody), a więc zaczęła też rosnąć moc reaktora. O godz. 1:23:40 próbowano uruchomić procedurę awaryjną poprzez zrzucenie prętów bezpieczeństwa. Ponownie błędy konstrukcyjne dały o sobie znać, nastąpił bardzo gwałtowny wzrost mocy. Doszło do stopienia rdzenia.

Prypeć

O godz 1:23:58 nastąpił wybuch, który wysadził warzącą 1200 ton osłonę pokrywającą reaktor. Kolejna eksplozja zniszczyła budynek 4. reaktora, co pozwoliło na dostanie się tlenu do grafitowych bloków (kolejny błąd konstrukcyjny) i w efekcie nastąpił ich zapłon. Własnie ten pożar, którego nie dało się ugasić przez 9 dni, wyrzucił do atmosfery najwięcej izotopów promieniotwórczych.

Prypeć

Skutki katastrofy

Pierwsi strażacy gaszący pożar zostali dosłownie spaleni przez promieniowanie. Do wywozu gruzu i złomu początkowo używano robotów, jednak promieniowanie było tak silne, że maszyny bardzo szybko się psuły. Zaczęto więc wysyłać roboty biologiczne, czyli ludzi. Praktycznie wszyscy uczestniczący w akcjach gaśniczych zmarli niedługo potem. Nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i zagrożenia.

Roboty
Roboty służące do usuwania skutków katastrofy.

Po wybuchu władza tuszowała całą sprawę. W ramach propagandy gazety informowały o wrogich spiskach i histerii na Zachodzie, o antyradzieckiej akcji i prowokacyjnych plotkach. Okoliczni mieszkańcy byli zdumieni, gdy pojawili się pierwsi zagraniczni dziennikarze w kombinezonach, hełmach i gumowych rękawiczkach. Oprowadzała ich ukraińska tłumaczka w letniej sukience i klapkach.

Maski likwidatorów
Maski likwidatorów.

Łącznie z okolicznych miast i wsi wywieziono 350 tys. osób. Prawie wszyscy mieli zniszczone struktury komórkowe, zmodyfikowany materiał genetyczny, chore tarczyce. Kobiety w ciąży nie miały szans urodzić zdrowe dzieci. W Internecie można znaleźć zdjęcia Pierpaolo Mittica, dokumentujące różne mutacje dzieci urodzonych po katastrofie w Czarnobylu. Niestety, większość jego albumów jest płatna.

Lalka

Zdecydowanie najmocniej ucierpiała Białoruś. Nawet 70% wszystkich związków promieniotwórczych spadło właśnie tam. Skażone jest 23% kraju, ale i tak na tych terenach cały czas mieszkają ludzie. Promieniowanie jest w tym kraju największą przyczyną ujemnego przyrostu naturalnego. W ciągu 10 lat śmiertelność na Białorusi zwiększyła się o kilkanaście procent. Według niektórych źródeł, ze starości umiera tylko 1 osoba na 14, reszta to często ludzie przed 50. rokiem życia.

Szpital
Szpital.

O tym, jak gigantyczne znaczenie dla całej kuli ziemskiej miała ta katastrofa, niech świadczy fakt, że po wybuchu podwyższone promieniowanie obserwowano nawet w tak odległych krajach jak Chiny, Indie, Japonia, USA czy Kanada. Niektóre związki, które rozprzestrzeniły się na cały świat, będą się jeszcze rozkładać przez 200 tys. lat.

Prypeć

Jak tam teraz jest?

To może niektórych zdziwić, ale w elektrowni, która jest przecież całkowicie nieczynna, pracuje 2200 osób. Co oni tam robią? Cały czas usuwają skutki awarii i zabezpieczają teren. Słynny sarkofag wciąż nie jest skończony (ale ma być w tym roku). Plany przewidują, że wszystkie prace zakończą się w 2065 roku, prawie 80 lat po awarii!!! Nie da się jednak ukryć, że sposób prowadzenia prac sugeruje, że nawet do 2165 roku robota nie będzie skończona. Czarnobyl, jak żadne inne miasto na Ukrainie, jest wręcz przesiąknięte radzieckim podejściem do wszystkiego. Ludzie mają mentalność typowego ZSRR. Na porządku dziennym jest kolesiostwo, korupcja i kablowanie na współpracowników. Wiele prac zostało wykonanych byle jak, np. jakaś część sarkofagu została wybudowana tak, że po kilku dniach się zawaliła. Trzeba było ją rozebrać i zbudować na nowo. Takich przykładów jest więcej. Ciekawostka, największą grupę obcokrajowców pracujących przy budowie sarkofagu stanowią polscy alpiniści.

Sarkofag
Sarkofag nad reaktorem numer 4.

Ale wracając do pytania, jak tam teraz jest? Cóż… Jest zielono i szaroburo. Zielono, bo przyroda zaczyna pochłaniać coraz większe przestrzenie, a ponieważ człowiek jej nie przeszkadza, to idzie jej naprawdę nieźle. Szaroburo, bo większość budynków ma właśnie taki, smutny, radziecki wygląd. Wszelkie bloki są już mocno zniszczone, ogołocone przez stalkerów. Niektóre, jak np. szkoła podstawowa, grożą zawaleniem. Czarnobyl praktycznie niczym już nie różni się od zwykłych miast, oprócz tego, że mnóstwo budynków jest opuszczonych i całkowicie zarośniętych. Obecnie w mieście mieszka ponad 100 osób. Po części są to samosioły, a po części ludzie, którzy tam pracują. W Czarnobylu funkcjonuje nawet sklep. Prypeć z kolei jest miastem całkowicie wymarłym. Nie licząc jednej babci, która nie dała się wysiedlić, nie mieszka tam nikt i najprawdopodobniej nigdy nie będzie.

Dom w Czarnobylu
Dom w Czarnobylu.

No i najważniejsze pytanie: czy po wizycie w Czarnobylu wyrośnie mi trzeci sutek? Jeżeli nie będziesz łazić byle gdzie, to na pewno nie. Dla porównania promieniowanie w Warszawie wynosi ok. 0,25 µSv/h. Na prawie całym terenie Strefy Wykluczenia mieliśmy ok. 0,18 µSv/h. Mniej niż w, bezpiecznej przecież, Warszawie! Tak niskie promieniowanie nie obowiązuje jednak wszędzie. Zbadanie całego terenu co do kamyszka jest praktycznie niemożliwe. Zdarzają się miejsca, gdzie promieniowanie skacze. Słynny chwytak to ok. 100 µSv/h.

Chwytak
Chwytak.

Na skraju Czerwonego Lasu otrzymamy dawkę ok. 5-10 µSv/h. W głębi sięga ona nawet do 200 µSv/h. Podziemia szpitala i słynne kalosze to ok. 120 µSv/h. Z kolei podziemia Jupitera (chyba nie da się tam już obecnie wejść) to aż 2000 µSv/h.

Kalosze
Kalosze w podziemiach szpitala. Jedno z miejsc zakazanych.

Dla lepszego zrozumienia podam, że dawka niebezpieczna to ok. 250 000 µSv. Dawka bardzo niebezpieczna (prawie pewna choroba popromienna i konieczność poddania się transfuzji krwi) to 1 000 000 µSv, a dawka śmiertelna to od 4 000 000 µSv w górę. To oznacza, że żeby doznać choroby popromiennej musielibyśmy przebywać w samym centrum Czerwonego Lasu ponad 208 dni przez przerwy. Dodam jeszcze tylko, tak dla jasności, że do Czerwonego Lasu nikt was nie wpuści 🙂

Czerwony Las
Promieniowanie mierzone w autobusie obok Czerwonego Lasu.

Bezpieczeństwo

No właśnie. Wycieczka do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia, to nie jest taka tam sobie wycieczka do Mielna. Tu panują pewne zasady, za złamanie których jest się wyrzucanym ze Strefy.

  1. Obowiązkowe jest noszenie długich spodni, długich rękawów i pełnych butów bez względu na to, czy na dworze jest akurat milion stopni czy nie.
  2. Buty (ani spodnie) nie mogą mieć żadnych frędzelków, na których mógłby osiadać pył.
  3. Zabronione jest chodzenie po trawie. Generalnie zawsze powinniśmy chodzić tylko po chodnikach, ulicach itp.
  4. Nie wolno siadać na ziemi, nie wolno też niczego na ziemi kłaść.
  5. Przed sikaniem myjemy ręce.
  6. Nie wolno jeść niczego, co nie było szczelnie zapakowane. Czyli np. można jeść różne batony, ale już jedzenie winogron odpada.
  7. Oczywiście nie wolno jeść niczego, co znajdziemy po drodze.
  8. Gdy wokół nas wznieci się kurz, natychmiast zasłaniamy usta i nos ręką.
Dom Kultury Energetyk
Dom Kultury Energetyk.

Za każdym razem opuszczając Strefę (albo np. wchodząc do stołówki) przechodzimy przez bramki dozymetryczne. Jeżeli bramka zapika mamy pecha. Jeżeli okaże się, że np. na naszym plecaku jest jakiś radioaktywny pył, nie będzie żadnej dyskusji, plecak (wraz z całą zawartością!) zostaje w Strefie. I nie są to głupie ostrzeżenia, często zdarza się, że ktoś wraca do domu bez butów. Generalnie wszystko, czego nie uda nam się wyczyścić, a pika na bramkach, Strefy nie opuści już nigdy.

Bramka dozymetryczna
Bramka dozymetryczna.

Sam na własne oczy widziałem radioaktywny kamyk, który leżał sobie koło drogi. Zwykły, malutki kamyczek. Wszędzie dookoła promieniowanie maks 0,2 µSv/h, a przy tym kamyczku skakało do 100 µSv/h. Gdyby się położyło plecak w takim miejscu, byłaby lipa. Jeszcze większa lipa by była, jakby się takiego kamyczka dotknęło.

Fotel ginekologiczny

Na wycieczkę do Czarnobyla

Jest taka możliwość, ba!, ostatnio to największa atrakcja Ukrainy. Trzeba jednak pamiętać, że Czarnobylska Strefa Wykluczenia zmienia się i to mocno. Obostrzeń i zakazów jest coraz więcej. Na chwilę obecną swobodna, legalna eksploracja jest już praktycznie niemożliwa. Coraz więcej budynków jest zarośniętych i poniszczonych. Moim zdaniem im szybciej wybierzemy się na wycieczkę tym lepiej! Póki jeszcze jest co oglądać i póki jeszcze w ogóle można.

Mural

Jak to wygląda w praktyce? Po pierwsze do Strefy Wykluczenia nie dostaniemy się na własną rękę. Znaczy się, możemy… Nawet sam w Strefie spotkałem prawdziwych stalkerów, czyli ludzi przebywających tam nielegalnie. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku, gdy nas złapią, to czeka nas minimum wysoka kara (z roku na rok coraz wyższa, ponoć ostatnio dobija ona do 1000 zł). Możemy się wykręcić łapówką (ale oficjalnie nikt w łapę nie bierze), ale równie dobrze możemy też trafić do aresztu. Poznałem trzech stalkerów z Polski, którzy w ciągu trzech dni zostali złapani dwa razy. Za pierwszym razem wykręcili się łapówką, za drugim razem cudem uniknęli aresztu, ale zostali wypędzeni na tyle skutecznie, że trzeci raz nie próbowali włazić do zony. Co robią tam stalkerzy? Ponoć, oprócz samego swobodnego zwiedzania zony, bardzo dużo piją i ćpają. Bodajże 3 lata temu z Oka Moskwy spadł stalker (oczywiście, zginął na miejscu), który był całkowicie naćpany.

Sala gimnastyczna

Można próbować załatwiać sobie pozwolenia, ale jest to pieruńsko żmudne i w praktyce i tak dostaniemy jakiegoś przewodnika, który będzie wszędzie z nami łaził. Znaczy się o ile w ogóle dostaniemy wspomniane pozwolenia, bo szanse na to są prawie zerowe (no chyba, że mamy jakieś wyjątkowo wyjątkowe znajomości).

Prypeć

Tak naprawdę jedyna opcja, by legalnie zwiedzać zonę, to pojechać tam z wycieczką zorganizowaną. Jest bardzo wiele firm w Kijowie oferujących takie atrakcje. Koszt to minimum 100$, ale absolutnie nie polecam. Czemu? Taka wycieczka wygląda tak, że najczęściej o godz. 9 rano jest zbiórka. Autobusem dowożą cię do Strefy Wykluczenia i tym samym autobusem cię po niej wożą. Raz na jakiś czas pozwolą ci wysiąść popykać trochę fotek i tyle. Wszędzie, absolutnie wszędzie chodzi się z przewodnikiem. O wchodzeniu do budynków nie ma mowy. No dobra, z tego co się orientuję to Cafe Pripyat, basen, szkołę średnią i przedszkole we wsi Kopaczi można zwiedzić od środka, ale i tak przewodnik prowadzi nas za rączkę. Po ok. 5-6 godzinach zwiedzania wsiadamy w autobus i wracamy do Kijowa. Wystarczy, żeby pochwalić się znajomym w jakim to hardkorowym miejscu się było, ale nie wystarczy, by faktycznie uznać zonę za zwiedzoną. Poza tym co to za radość, gdy prawie nigdzie nie można wejść…

Znak

Dlatego też z całego serca polecam polskich przewodników, chłopaków ze Strefy Zero. Oni robią to już od 12 lat i zwiedzanie z nimi zdecydowanie nie wygląda tak, jak z innymi grupami. Po pierwsze spędzamy w Strefie Wykluczenia kilka dni, a po drugie mamy olbrzymią wolność.

Eksperymentalna ferma norek
Eksperymentalna ferma norek.

Jak wygląda zwiedzanie Czarnobyla ze Strefą Zero

Niestety, większości tego, co doświadczyłem, opisać nie mogę. Po prostu chłopaki robią swoją robotę doskonale, ale często w sposób, na który nikt inny pozwolić sobie nie może. Z drugiej strony, może jak za dużo nie napiszę, to kogoś zachęcę, by sam spróbował na własnej skórze 🙂

Znak

Co nieco jednak zdradzę. Zabawa zaczyna się pod Pałacem Kultury w Warszawie, gdzie wsiada się w autobus i wyrusza w drogę do Kijowa. Autobus jest klimatyzowany, a w trakcie długiej, kilkunastogodzinnej podróży, najczęściej puszczane są ze 2-3 filmy wprowadzające w temat i klimat Czarnobyla. Droga powrotna wygląda tak samo. Niestety, bardzo często na granicy stoi się dość długo (my staliśmy 4 godziny). Można oczywiście dołączyć po drodze, np. ja dołączyłem dopiero w Kijowie. No właśnie. Każdy wyjazd czymś się różni i jest inny od pozostałych, jednak praktycznie zawsze w planach jest zwiedzanie Kijowa. W naszym przypadku czasu było bardzo mało i jak ktoś nie zwiedził stolicy Ukrainy wcześniej, to mógł mieć problem, by zobaczyć coś więcej niż Majdan. Potem znowu wsiadamy w autobus i jedziemy ok. 3 godzin do Sławutycza. Jest to miasto praktycznie w całości zamieszkane przez pracowników elektrowni. Sławutycz ma swój, trochę mroczny klimat. Działa tam kilka sklepów i supermarketów całodobowych, gdzie za śmieszne pieniądze kupimy np. fajki. Wieczory najczęściej spędza się jednak w restauracji / pubie Stary Tallin. Od razu uprzedzam, obsługa jest tam bardzo wolna. My czekaliśmy prawie godzinę na nasze zamówienie.

Wnętrze elektrowni
Wnętrze elektrowni. Droga z kolejki przez kontrolę paszportową i bramki dozymetryczne na dwór.

W Sławutyczu śpimy w prywatnych domach (albo jak ktoś zapłacił dodatkowo, to w hotelu). Jednemu się trafi lepiej, innemu gorzej. Nasz gospodarz mówił tylko po rosyjsku i był strasznie nerwowy, gdy ktoś łamał zasady panujące w jego domu, np. nie można było wchodzić na piętro w butach. Jeżeli ktoś nawet przez przypadek, bo zapomniał, zrobił kilka kroków po schodach w butach, gospodarz od razu wyskakiwał ze swojego pokoju wrzeszcząc coś po rosyjsku, z czego rozumiałem tylko „chuj”.

Prypeć

Każdego dnia ze Sławutycza dojeżdżamy kolejką pod samą elektrownię. Jest to typowa, stara kolejka, którą jeżdżą normalni pracownicy elektrowni do roboty. Rano dużo z nich śpi lub gra w karty, a w drodze powrotnej większość jest pijana 🙂 Biletem jest pozwolenie na wejście do Strefy Zero.

Kolejka ze Sławutycza
Kolejka ze Sławutycza.

W stołówce pracowników elektrowni każdego dnia jemy śniadanie, obiad i kolację. Stołówka ma coś w sobie z taniego baru mlecznego, ale przyznać trzeba, że posiłki są bardzo obfite i dobre, ja przynajmniej nie narzekałem.

Czarnobyl stołówka

Jeśli chodzi o zwiedzanie, to do najważniejszych miejsc jesteśmy dowożeni autobusem, który raczej przypomina ukraińskie marszrutki. Jeżeli nie ma wokół nas innych grup turystów najczęściej dostajemy wolną rękę. Można wchodzić do budynków, można wchodzić na dachy, można wchodzić do miejsc, do których tak naprawdę nikt wstępu nie ma. Szczegółów, jak wspomniałem wcześniej, podać jednak nie mogę 🙂 Na koniec dodam tylko, że zobaczymy absolutnie wszystko, co najważniejsze, poeksplorujemy samodzielnie, przeżyjemy wspaniałą przygodę. Moim zdaniem absolutnie warto! Nawet nie ma się co zastanawiać.

Oko Moskwy
Oko Moskwy. Jedno z miejsc, na które absolutnie nie można wchodzić.
Oko Moskwy
…i widok z góry 🙂
Oko Moskwy
A to jeszcze dodam widok na Oko Moskwy z bardzo daleka.
5 blok reaktora
A co mi tam, pokaże jeszcze wejście do 5. bloku reaktora, czyli kolejnego z miejsc absolutnie zakazanych.

Zachęcam, by jechać jak najszybciej. Póki jeszcze można i póki jest sens. Strefa Wykluczenia się zmienia i pojawia się coraz więcej ograniczeń. Sami odczuliśmy to na własnej skórze. Kilka dni przed wyjazdem kierownik elektrowni cofnął nam pozwolenie na zwiedzanie budynku 4. reaktora. Szkoda olbrzymia, ale to tylko pokazuje, że warto się pospieszyć, zanim całkiem zamkną Strefę Zero.

Czarnobyl

2 komentarze

  1. Dziękuję za podesłanie namiarów z YT na stronę. Mam jeszcze parę pytań
    1. Czyli do elektrowni nie mieliście wstępu? 2. Ile godzin tak orientacyjnie spędziłeś pod ,,okiem Moskwy” a ile w Prypeci? Ile ogólnie dni w strefie
    3. Czy byliliście na jakimś składowisku pojazdów skażonych. 4. Jak sytuacja ma się z używaniem dronów ( pozwolenie, ktoś używał w grupie). 5. Czy z obiadu można było zrezygnować na rzecz dłuższego zwiedzania np Prypeci? 6. Czy na koniec był powrót do Kijowa i nocleg w hotelu Turist a następnego dnia pakowanie i zwiedzanie do wieczora .

    1. Jeśli chodzi o czasy odwiedzania poszczególnych miejsc i czas w Kijowie, to nie masz co zwracać uwagi na mój przypadek, bo każdy wyjazd ma to inaczej rozplanowane. My w zonie byliśmy 2 dni, zwiedzaliśmy od ok. 6:30 do 21:30.
      1. Byliśmy podobno pierwszą grupą w historii, której odmówiono wejścia do elektrowni. Tak jak pisałem, prawo w strefie jest płynne 🙂 Zresztą, na pewno posłuchasz wielu historii od swojego przewodnika, nie chcę Ci psuć zabawy 🙂 Nastaw się na to, że cały obszar nie wyszedł jeszcze mentalnie ze Związku Radzieckiego 😀 I raczej nie obawiaj się, że nie wejdziesz do 4. bloku. Nasz przypadek był tutaj wyjątkiem.
      2. Pod Okiem byliśmy coś koło 2-3 godzin. W Prypeci 1 cały dzień. Jeżeli jedziesz na dłuższą niż 2 dni wycieczkę, to pewnie tego czasu będziesz miał więcej. Dużo zależy od grupy i nie bójcie się sugerować przewodnikom, że chcecie gdzieś pojechać, czy gdzieś zostać dłużej. To Wy decydujecie, a przewodnik co najwyżej sugeruje… Inna sprawa, że przewodnik wie, gdzie warto, a gdzie nie 🙂 Naprawdę, profesjonalizm chłopaków jest momentami bardzo imponujący.
      3. Tak byliśmy. Składowisko kombajnów, składowisko robotów, składowisko jeszcze tam czegoś. Trochę tego było.
      4. Dronów nie wolno. Ale w Zonie prawie nic już nie wolno, a jak widziałeś na moim filmie da się 🙂 Napisz do SO, zapytaj. Jeżeli się zgodzą, to spoko, jeżeli nie, to nawet nie próbuj. Możesz mocno żałować, jeżeli Cię złapią i przy okazji rozwalisz wycieczkę całej ekipie. Zawsze wykonuj polecenia przewodników! Jeżeli na coś nie ma zgody, to nie ma!
      5. Nie można. Generalnie nie możesz przebywać nigdzie bez przewodników. Najczęściej ogranicza się to do tego, że oni stoją koło autobusu, a Ty sobie biegasz, gdzie chcesz. W przypadku przewodników z innych firm, jesteś prowadzony za rączkę i oglądasz tylko to, co Ci pokażą. Na pewno spotkasz niejedną taką grupę. Wtedy możecie mieć problem. Bo takie zachowanie jest zakazane i jak ktoś zobaczy, że sobie biegacie samopas, to będzie się burzył i policję wzywał. Może brzmi to strasznie, ale nic się nie bój 😀
      6. W naszym przypadku nie. Nie wiem jak to wygląda przy dłuższych wyjazdach. W naszym przypadku na zwiedzanie Kijowa praktycznie w ogóle nie było czasu. Zresztą, Kijów średnio polecam. Najpiękniejsze miasto na Ukrainie to Lwów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *