Atrakcje turystyczne Holandii

W Holandii nie ma co nastawiać się na przepiękne widoki natury, to co tutaj najciekawsze zostało stworzone ręką ludzką. Kanały, wiatraki, dzieła sztuki, marihuana, prostytucja, każdy turysta znajdzie coś dla siebie.

Informacje praktyczne

W Holandii kilka rzeczy mnie zaskoczyło. Poniżej krótka lista.

  1. Mają niesamowicie rozbudowane autostrady. Nie mam tutaj na myśli zwykłych połączeń międzymiastowych, tylko, szczególnie w okolicy dużych miast, wielkie, klikupoziomowe zjazdy. Połapać się w tej plątaninie serpentyn bez GPSa jest bardzo ciężko. Na szczęście wszystkie drogi są darmowe.
  2. Amsterdam jest strasznie drogi. Począwszy od cen pokojów w hotelach / motelach (od 100 zł za osobę za noc w pokoju wieloosobowym) aż do cen jedzenia. Porównując z resztą kraju, Amsterdam wychodzi spokojnie 2 razy drożej.
  3. Nie opłaca się płacić kartą! To pierwszy kraj, w którym zaskoczyły mnie dodatkowe opłaty za użycie karty. Prawie w każdym przypadku doliczano 0,5 €, a czasami procentową wartość całego rachunku (5 – 10%). Widać takie mają prawo. Raczej wątpię, by ktoś  mnie naciągał, bo sprzedawcy sami informowali, że płacąc gotówką nie będę dodatkowo „zchargowany”.
  4. Nie wszystkie karty płatnicze działają! To akurat jest najbardziej zaskakujące. Szczególnie płacąc za parkingi często mamy 2 albo 3 maszynki, każda z nich obsługuje inny rodzaj karty. Wielokrotnie miałem sytuację, że moja karta była odrzucana. Od razu pojawiały się czarne myśli, że już przepieprzyłem cały hajs i jak ja wrócę do domu. W takich sytuacjach warto się rozejrzeć, bo najczęściej gdzieś obok jest inna maszynka, która naszą kartę obsłuży. Czasem zdarzy się tak, że np. karty Visa w ogóle nie są obsługiwane, wtedy trzeba znaleźć jakiegoś ciecia, u którego będzie można zapłacić gotówką. Wrócę jeszcze do punktu 2. Czasami dodatkowa opłata za kartę dotyczy tylko kart Visa, czasami tylko MasterCard, ale najczęściej obu.
  5. Parkingi są płatne wszędzie. Mam tutaj głównie na myśli wręcz absurdalne sytuacje, gdy podjeżdżam pod jakąś atrakcję turystyczną, dajmy na to wiatraki i oprócz biletu wstępu muszę jeszcze zapłacić za parking, który przecież powinien być za darmo, skoro i tak płacę za wstęp. Może bym nie narzekał, gdyby te opłaty były symboliczne, ale najczęściej były to kwoty 5 – 10 € i to za godzinę! Z tego powodu zwiedzanie Holandii wychodzi drożej niż się na pierwszy rzut oka może wydawać.
  6. Opowieści o tłumach rowerzystów nie są przesadzone. Rowerów są tu miliony, a sami bicykliści chyba zawsze mają pierwszeństwo, a przynajmniej jeżdżą tak jakby mieli.

Amsterdam


Jedzenie

Kuchnia holenderska bardzo dużo zapożycza z kuchni belgijskiej. Z tego powodu raczej nic oryginalnego tutaj nie znajdziemy. Co ciekawe, ze względu na kolonialną przeszłość, bardzo popularne są potrawy azjatyckie, w szczególności indonezyjskie. Mi mówiono, że Holendrzy najwięcej zajadają się naleśnikami i, że to jest dla nich takie narodowe danie. Mocno się tutaj rozczarowałem. Tak jak w Belgii frytki są na każdym kroku, tak w Holandii naleśniki absolutnie nie rzucały się w oczy. Teoria o narodowym daniu w moich oczach trochę upadła.

Marihuana

Są jednak trzy przysmaki typowo holenderskie, których warto spróbować. Pierwszym z nich jest stroopwafel, czyli „wafle z syropem”. Są to po prostu dwa okrągłe wafle sklejone ze sobą warstwą karmelopodobną. W rzeczywistości to nadzienie to mieszanina syropu, brązowego cukru i masła. Przepyszne to jest! Jak ktoś jest słodką dziurką, to będzie miał problem, żeby się powstrzymać. Holendrzy ponoć często jedzą stroopwafel (stroopwafle?) z kawą. Procedura jest prosta, na kubek gorącej kawy kładą wafel i pozwalają, żeby pod wpływem pary się rozpuścił i wpadł do do środka. Cena może zaskoczyć. W miejscach turystycznych za 2 wafle zapłacimy 1,8 €. Warto poszukać jakiegoś zwykłego marketu, tam za 10 wafli wyłożymy tylko 1,4 € i to jest już jak najbardziej akceptowalna kwota.

Stroopwafel

Drugi smakołyk to jenever, czyli holenderski gin, o dość gęstej (jak na gin) konstystencji. Są dwa rodzaje jenever, młody i stary. Ten młody jest ponoć lepszy. Nie mam porównania, bo próbowałem tylko tego pierwszego. Koszt to ok. 2,5 – 3 € za shota. Czy warto? Spróbować można, ale jakoś szczególna uczta dla podniebienia to to nie jest.

Jenever

Trzeci to sery! Nie każdy wie, że Gouda i Edam to nie tylko nazwy serów, ale też nazwy holenderskich miast, w których są one wytwarzane. W tych miastach, w konkretnych dniach (środa w Edamie i czwartek w Goudzie), odbywają się specjalne targi serowe, które przenoszą nas w przeszłość.

Sery

P+R w Amsterdamie

Park&Ride’y nie są tak do końca darmowe. Tyczy się to całej Holandii, ale to w Amsterdamie dokładnie przestudiowałem procedurę korzystania z P+R. Pierwsze ważne info: najlepiej ulokowany jest P+R RAI, ale znajduje się on koło jakiegoś centrum wystawowego i w przypadku, gdy jest jakiś event, cały parking jest zamknięty. Z tego co słyszałem jest to dość częsty przypadek. Sam niestety tak trafiłem, że event akurat się kończył, więc bramki były już otwarte, ale cały system biletów resetował się dopiero następnego dnia, co oznaczało, że zapłaciłbym za parking 24 €. Na szczęście przy próbie wykupienia biletu parkingowego jakiś ziomek mi całą sytuację wytłumaczył. Jeżeli w ciągu pół godziny wyjedziemy z parkingu, to nic nie trzeba płacić. Tak też zrobiłem.

Amsterdam

Ostatecznie zaparkowałem przy Stadionie Olimpijskim. 24 godziny kosztują 1 €, ale tylko jeżeli skorzystamy z komunikacji miejskiej, by dostać się do centrum! Oznacza to, że musimy kupić bilet i w ramach jednego przejazdu metrem, autobusem albo tramwajem dojechać na przystanek, który znajduje się w ścisłym centrum. Przystanek, z którego musimy odjechać to ten znajdujący się najbliżej P+R. Bilet kasujemy przy wejściu i przy wyjściu z komunikacji! To droga w jedna stronę. Jeszcze powrót. To samo, trzeba wsiąść na przystanku w ścisłym centrum i dojechać na przystanek położony najbliżej P+R. Wtedy przy płaceniu za parking maszyna poprosi nas o bilet, jeżeli wszystko zrobiliśmy dobrze zapłacimy 1 €, jeżeli źle 24 €. Brzmi trochę skomplikowanie, ale w praktyce okazuje się dość logiczne, nawet ja tego nie spieprzyłem.

Amsterdam

Co zwiedzić w Amsterdamie?

Stolica Holandii nie ma zbyt wielu zabytków, które rozgrzałyby aparaty turystów. Jednak jest to miasto wyjątkowe. Kanały, setki rowerów, a do tego marihuana i prostytucja budują niesamowity klimat tego miasta.

1. Rijksmuseum

Absolutnie najważniejszy punkt zwiedzania Amsterdamu. W tym muzeum zgromadzono najcenniejsze dzieła holenderskich artystów. Te najważniejsze, przy których gromadzą się prawdziwe tłumy to słynny autoportret Van Gogha i crème de la crème, czyli „Nocna Straż” Rembrandta. Muzeum jest naprawdę spore. Gdybyśmy chcieli zatrzymywać się przy każdym obrazie czy rzeźbie, to spokojnie cały dzień możemy tutaj spędzić. Szybkie przejście z zahaczaniem tylko o najważniejsze dzieła sztuki zajmuje ok. godziny. Oczywiście można też sprintem, pyk pyk pyk na drugie piętro, „Nocna Straż” i do domu. Wtedy 10 minut wystarczy. Bilet wstępu kosztuje 17,5 €.

Nocna Straż

Przed muzeum mamy najsłynniejszy (lekko przesadzam) napis w Europie. Zrobienie sobie zdjęcia tak, żeby był w całości widoczny jest niemożliwe. Tłumy turystów, wspinających się na poszczególne literki, skutecznie w tym przeszkadzają.

Amsterdam

2. Dom Anny Frank

Już na starcie ważna informacja: bilety trzeba rezerwować przez Internet!!! Nie ma możliwości kupienia ich w kasie. I co równie ważne, jeżeli ktoś myśli, że kupi bilet na szybko przed wejściem, może się niemiło zdziwić. Bilety są zazwyczaj wyprzedane na kilka dni wprzód. Ja o tym nie wiedziałem, więc dom Anny Frank obejrzałem tylko z zewnątrz. Niemniej jednak, myślę, że warto. To druga, najważniejsza atrakcja Amsterdamu.

Dom Anny Frank

3. Dzielnica Czerwonych Latarni

No nie oszukujmy się, każdy kto przyjeżdża do Amsterdamu tutaj zagląda. Miejsce bardzo… klimatyczne. Cała dzielnica to ulokowane nad kanałem kamieniczki. W oknach, niczym w witrynach sklepowych, pokazują swe wdzięki skromnie ubrane prostytutki. W dzień dzielnica nie robi wielkiego wrażenia i jeżeli nie rozglądamy się na boki, to możemy nawet nie zauważyć, gdzie przez przypadek zawędrowaliśmy. W nocy natomiast wszystko świeci na czerwono, a tłumy przechadzających się tam i z powrotem turystów są aż zadziwiające. Właśnie patrząc przez pryzmat tłumów, to to jest najchętniej odwiedzana atrakcja turystyczna nie tylko Amsterdamu, ale całej Holandii 🙂 W okolicy mamy oczywiście muzeum prostytucji, muzeum erotyczne i takie tam…

Dzielnica Czerwonych Latarnii

Teraz trochę informacji praktycznych 😀 Każda dziewczyna stojąca w oknie, a raczej w całkowicie przeszklonych drzwiach, zachęca do skorzystania z jej usług machaniem rękami, zalotnym oblizywaniem ust, pukaniem w szybę, a wręcz otwieraniem drzwi i podejmowaniem prób zagadania do nieśmiałego turysty. Za szybą dziewczyny mają swoje własne pokoiki. Niektóre po prostu w tych pokoikach stoją, więc widać z tyłu łazienkę i najważniejszy element wystroju, czyli łóżko. Inne z kolei tylko stoją w drzwiach, a pokoje mają gdzieś na górze. Wszelkie igraszki odbywają się w prezerwatywie. Ceny są praktycznie wszędzie takie same. 50 € kosztuje seks zwykły, tyle samo seks oralny, 200 € trzeba zapłacić za seks analny. Te kwestie są nienegocjowalne, z tego co słyszałem w innych miastach wygląda to trochę inaczej. Amsterdam najwyraźniej wprowadził pewne regulacje ze względu na turytów. Całość jest ograniczona czasowo – maks 20 minut. Przy czym, jak ktoś się pospieszy i skończy po 2 minutach, to sorry, usługa została wykonana, klient powinien być zadowolony. Dziewczynom nie wolno robić zdjęć! Słyszałem, że takie próby kończą się roztrzaskaniem aparatu, a nawet pobiciem delikwenta. To są chyba jednak tylko plotki. Dziewczyny mają w szybach zasłony i jak tylko widzą, że ktoś sięga po aparat od razu, szybkim ruchem zasłaniają cała szybę. Niedoszły fotograf zostanie co najwyżej opieprzony z góry na dół, przez inne prostytutki i tyle. Nie widziałem, by ktoś dostał po mordzie, a widziałem dużo turystów, którzy zdjęcia próbowali robić. Słyszałem też, że do Dzielnicy Czerwonych Latarni nie mają wstępu kobiety. Też nie prawda. Kobiety chodzą tam tak samo jak i mężczyźni podziwiając wdzięki prostytutek. Niektóre robią to z niesmakiem, inne z zaciekawieniem, a jeszcze inne (i tych chyba było najwięcej) głośno i bardzo chamsko komentując to co widzą.

Dzielnica Czerwonych Latarnii

4. Kościoły

Mimo iż wszystkie przewodniki turystyczne wspominają, że wartymi odwiedzenia w Amsterdamie są kościoły, to moja opinia jest zupełnie inna. Nie warto! Po pierwsze architektonicznie, czy artystycznie niczym specjalnym się nie wyróżniają. Po drugie np. Oude Kerk został już przerobiony na muzeum, Nieuwe Kerk też się nie da zwiedzić, bo w środku są organizowane jakieś bezsensowne wystawy. Zostaje jeszcze Westerkerk, który mimo iż w środku jest nudny jak 150, to przynajmniej ma wieżę, na którą można wejść za 8 €, by pooglądać Amsterdam z góry.

Westerkerk
Westerkerk

5. Plac DamPałac Królewski

No w zasadzie nic nadzwyczajnego. Zwykły plac i zwykły pałac, którego nie da się zwiedzić (albo może nie dało się jak ja byłem, bo w środku przebywała akurat królowa). Tak czy siak, jest to najważniejszy plac w całym mieście, a i królewskie włości zawsze warto zobaczyć.

Plac Dam

6. Begijnhof

Grupa zabytkowych budynków, siedziba zakonu (a może raczej religijnego stowarzyszenia kobiet) beginek. W centralnym miejscu mamy mały ogródeczek. Podobnie jak z kościołami i placem Dam, nic nadzwyczajnego. Można po drodze podejść, zobaczyć, ale żeby specjalnie tracić czas i traktować to jako pozycję obowiązkową, to trochę przesada.

Begijnhof

7. Kawiarnia Hoppe

Hoppe podaję jako przykład, bo jest uznawana za najbardziej kultową. Tak naprawdę możemy sobie wybrać dowolną „brązową kawiarnię”. Tego typu miejsca to też symbol Amsterdamu. Określenie „brązowa kawiarnia” wzięła się z koloru ścian, które zbrązowiały od dymu papierosowego. Jest ich całkiem sporo w stolicy.

Brązowa kawiarnia

8. Ons’ Lieve Heer op Solder

Podaję niejako z obowiązku. Ukryty w kamienicy kościół, w którym gromadzili się wierni, unikający prześladowań za wiarę. Nie wiem, czy warto, bo trochę się zagapiłem i trafiłem tutaj jak już było zamknięte. Wydaje się jednak, że miejsce jest dość ciekawe i również jest uznawane za jedno z najważniejszych w Amsterdamie, dlatego o tym wspominam 🙂

9. Coffee Shop

Być w Amsterdamie i nie zapalić marihuany to duże niedopatrzenie. Coffee Shopy to najzwyklejsze w świecie puby, w których zamiast przy piwie ludzie siedzą przy jointach. Atmosfera, wystrój, lada, wszystko wygląda jak w normalnym barze. Kupić można całą saszetkę suszu i samemu sobie skręcić, albo można kupić już gotowego jointa (ceny zaczynają się od 3 €), usiąść na stołku i w oparach dymu obejrzeć mecz. Warto jednak pamiętać, że marihuana w Holandii nie jest tak do końca legalna. Za palenie na ulicy grozi mandat. Posiadanie zbyt dużej ilości przy sobie (powyżej 5g), to również złamanie prawa.

Coffee Shop

Coffee Shop

Co zwiedzić w Holandii?

Gdy już stolicę mamy z głowy, możemy wybrać się za miasto. Poniżej kilka pozycji, które uchodzą za absolutnie najważniejsze miejsca do odwiedzenia poza Amsterdamem.

1. Kinderdijk

Tutaj koniecznie trzeba przyjechać! Położone nad kanałami wiatraki robią spore wrażenie. Szczególnie, że było to moje pierwsze zetknięcie się z tymi holenderskimi cudeńkami. Jest ich tutaj bardzo dużo, są bardzo malowniczo ulokowane, świetnie wychodzą na zdjęciach. Zwiedzać można na jeden z trzech sposobów. Można wsiąść na łódkę, która przewiezie nas kanałami, można wypożyczyć rower i zrobić sobie małą przejażdżkę, albo można klasycznie, czyli piechotą. Parking tutaj jest dodatkowo płatny i kosztuje 5 €, bilet wstępu to 8 €. Kasy otwierają się o godzinie 9. Ja byłem tutaj przed 8, a ponieważ całość nie jest ogrodzona i jest dostępna jako miejsce wypoczynku dla miejscowych, to udało mi się zwiedzić całość za darmo (cebula mode on). 🙂

Kinderdijk

2. Port w Rotterdamie

Nie wiem, czy jest to aż tak ciekawe miejsce, aczkolwiek jest to największy port w całej Europie, więc jak się jest w pobliżu to chyba warto. Tutaj przeładowywane są praktycznie wszystkie cytrusy jakie trafiają na rynek europejski.

Port w Rotterdamie

3. Plaża w Scheveningen

Ponoć najładniejsza plaża w Holandii. Okazja, żeby zobaczyć Morze Północne.

Scheveningen

4. Keukenhof

Zdecydowanie miejsce warte polecenia. Tak mi się wydaje, bo nie dostałem się do środka 🙂 Jest to park pełen tulipanów, ale żeby móc podziwiać te kwiaty, trzeba przyjechać w sezonie. Końcówka maja to za późno. Co ciekawe, gdy tulipany nie kwitną, cały park jest zamknięty dla zwiedzających.

5. Muiderslot

Bardzo ładnie położony zamek. Żeby się do niego dostać, trzeba zaparkować gdzieś w mieście, co oczywiście wiąże się z opłatą, bo darmowych miejsc nie ma wcale.

Muiderslot

6. Zaanse Schaans

To powinno być numero uno! Wiatraki, oczywiście! Ale za to jakie! Jeszcze lepsze miejsce niż Kinderdijk. Tak ślicznych wiatraków nie widziałem jeszcze nigdzie. Cała miejscowość jest przeurocza. Niezwykle klimatyczne domki, malowniczo położone wiatraki, no i pełno turystów. Na miejscu jest możliwość kupienia wyrobów lokalnych rzemieślników, np. serów. Wstęp nie kosztuje nic. Trzeba jednak zapłacić za parking całe 10 €.

Zaanse Schans

7. Palais Het Loo

Kolejne miejsce, które widnieje na liście wartych do zobaczenia. Jest to dawny pałac królewski, teraz pełniący funkcje już tylko turystyczne. Na mnie wrażenia nie zrobił. Akurat tak trafiłem, że był remont pałacu, więc jedyne co mogłem to pooglądać go z zewnątrz i połazić po królewskich ogrodach. Absolutnie bez szału. Jeżeli ktoś miałby jechać specjalnie, to nie polecam. Wstęp kosztuje 7,5 €, do tego trzeba doliczyć 2,5 € za godzinę za parking. To właśnie tutaj nie mogłem zapłacić za postój, bo moja karta akurat nie była obsługiwana i musiałem szukać kogoś u kogo zapłacę gotówką. Przez to spóźniłem się dosłownie 3 minuty i musiałem zapłacić kolejne 2,5 € za następną godzinę. Nie polecam.

Palais Het Loo

Jeden komentarz

  1. Pingback: Amsterdam – rozpusta i rowery – Mark Dmowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *