Orla Perć – moje wrażenia

Orla Perć to najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny szlak w Polsce. Statystycznie co roku ktoś na Orlej traci życie, a wiele osób doznaje mniejszych lub większych urazów. Helikoptery Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wylatują codziennie do źle przygotowanych turystów. Czasem aż ciężko uwierzyć w historie opowiadane przez ratowników. To wszystko sprawia, że Orla Perć ma status trochę kultowej, którą każdy amator górskich wędrówek chce zaliczyć. Ja też chciałem.

Szlak

Cały szlak zaczyna się na przełęczy Zawrat i ciągnie się przez Kozi Wierch, Granaty aż do przełęczy Krzyżne. Mimo iż szlak nie jest długi (nieco ponad 4 km) to przejście całości latem może zająć 8 godzin. Osoby bardzo wprawione dają radę nawet w 5 godzin. Ja potrzebowałem 7,5 godziny. Idąc na Orlą warto wiedzieć co nas czeka. Szczególnie z tego powodu, że wchodząc na szlak nie ma już odwrotu, pierwszy fragment od Zawratu aż do Koziej Przełęczy jest jednokierunkowy i nie można zawrócić! Żeby było ciekawiej, to właśnie ta część trasy jest najtrudniejsza. Na tym odcinku jest też słynna drabinka, która faktycznie robi wrażenie, ale trudna wcale nie jest. Jak ktoś kiedyś chodził po drabinie, to wie czego się spodziewać 🙂 Problematyczne jest samo podejście do niej, gdy widzimy kilkusetmetrową przepaść pod stopami, ale potem już jest z górki, że tak sobie zażartuję. Do Koziej Przełęczy, zgodnie ze znakami, powinniśmy dojść w 1 h 10 min, w praktyce zajmuje to 2,5 h. Teoretycznie, jeżeli uda nam się dojść do Koziej Przełęczy, to można się puścić dalej, bo poziom trudności raczej nie wzrośnie. Tylko zmęczenie będzie dawać się we znaki, sprawiając, że dalsza wspinaczka nie stanie się nagle przyjemniejsza.



Gdy uznamy, że jednak nie damy rady, uciec można w kilku miejscach:

  • Kozia Przełęcz – szlak prowadzi do Doliny Pięciu Stawów lub w drugą stronę do Doliny Gąsienicowej
  • Kozi Wierch – szlak do Doliny Pięciu Stawów
  • Buczynowa Strażnica, Żlebem Kulczyńskiego – do Doliny Gąsienicowej
  • Zadni Granat – do Doliny Gąsienicowej
  • Skrajny Granat – do Doliny Gąsienicowej

Dolina Pięciu Stawów

Schronisko

Ponieważ przejście Orlej zajmuje trochę czasu, to startowanie z Zakopanego jest poronionym pomysłem, z góry skazujemy się na porażkę, no chyba, że ktoś ma wyjątkową kondycję. Najczęściej baza wypadową jest schronisko. Ponieważ aż cztery szlaki dojściowe do Orlej startują w Dolinie Gąsienicowej, to najlepszym wyborem wydaje się być schronisko Murowaniec. Niestety, jest to już bardziej hotel niż schronisko stąd nie oferuje ono miejsc na podłodze, co oznacza, że jeśli nie mamy rezerwacji, to tam nocy nie spędzimy. A rezerwować trzeba z półrocznym wyprzedzeniem. Drugim wyborem jest tzw. „piątka”, czyli schronisko w Dolinie Pięciu Stawów. Za miejsce na podłodze zapłacimy 20 zł. Recepcja zamyka się o godz. 21, co oznacza, że jak dotrzemy do schroniska odpowiednio późno to nie zapłacimy nic. W praktyce trzeba być na miejscu o godz. 18-19, żeby zająć sobie miejsce. W ciągu tygodnia jeszcze jako tako jest luźno, ale w weekend ludzi jest cała masa i w zasadzie tylu, ilu w środku, to śpi na dworze. Schronisko oferuje wszystko to co potrzebne: prysznic, mały sklepik z wodą, słodyczami, piwem oraz kuchnię, gdzie można zjeść gorącą zupę i dobry obiad. Ceny są przyzwoite. Obiad to koszt ok. 20 zł. Zupa 6-9 zł. Dojście stąd na Zawrat zajmuje 2 godziny.

 

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów
Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów

Subiektywne wrażenia

Jest na pewno ciężko. Co prawda w Tatrach są szlaki o podobnej skali trudności, to jednak leżą one po słowackiej stronie. W Polsce próżno szukać miejsca, które dostarczyłoby większych wrażeń. Najczęściej mówi się, że problemem jest ciągła ekspozycja i gigantyczne przepaście. Na mnie nie robiło to większego wrażenia, ale osoby z lękiem wysokości albo lękiem przestrzeni mogą doznać szoku. Kłopot mogą sprawiać trudności techniczne. Łańcuchów jest dużo, ale moim zdaniem są trochę losowo rozmieszczone. Czasami są w miejscach, gdzie spokojnie można się bez nich obejść, ale za to brakuje ich w miejscach, gdzie bardzo by się przydały. Dobrze jest mieć już wcześniejsze obycie z łańcuchami, bo niektóre podejścia wymagają sporych umiejętności albo siły w rękach.

Orla Perć

Dla mnie Orla Perć była przede wszystkim męcząca. Straciłem na jej przejście mnóstwo sił, o czym najlepiej świadczy fakt, że trasę z Krzyżnego do schroniska szedłem 3,5 h, gdzie normalnie powinno się ją przejść w 2 h. Jeżeli ktoś chciałby spróbować, ale nie wie czy da radę, to polecam wybrać się jednym ze szlaków dojściowych, np. na Granaty i przejść do końca. Omijamy w ten sposób najtrudniejszy odcinek, a jednak mamy okazję posmakować, czym ta Orla może być. Myślę, że sporo osób tak robi. Od Zawratu do Koziego Wierchu na szlaku jest bardzo mało ludzi. Sporo osób dochodzi do Koziego Wierchu szlakami dojściowymi i potem wraca, stąd na szczycie jest mały tłum, ale potem na Orlej znowu pustki. Dopiero od Granatów faktycznie robi się trochę gęściej.

Orla Perć

Ponieważ pytano mnie, czy raki są potrzebne, to odpowiadam, że nie. Przynajmniej latem nie. Aczkolwiek mnóstwo osób idzie w kaskach i w uprzężach. W zasadzie tylko ja wybrałem się bez żadnego zabezpieczenia. 🙂 I myślę, że zarówno kask jak i uprząż to dobry pomysł. Kamyczki mogą pospadać nam na głowę, gdy ktoś nad nami źle stanie, a uprząż daje po prostu poczucie pewności i bezpieczeństwa, ale mocno spowalnia marsz. Ja na ogół wyprzedzałem ludzi, którzy tracili na łańcuchach mnóstwo czasu na ciągłe wpinanie się i wypinanie.

Orla Perć

Bardzo niebezpiecznie jest we wszelkich zacienionych żlebach. Właśnie jedno takie miejsce mocno mi utkwiło w pamięci, Żydowski Żleb zwany też pieszczotliwie Honoratką. Było to jedno z pierwszych poważniejszych miejsc na szlaku. Wąski żleb, bardzo mało miejsca na nogi i łańcuchy prowadzące w dół. Ciemno, mokro i ślisko. Jak dla mnie najtrudniejsze i najbardziej niebezpieczne miejsce na cały szlaku. Orla na dzień dobry pokazała mi, że lekko nie będzie 🙂

Dolina Gąsienicowa

Tak czy siak, nie jest to szlak nie do przejścia. Uważam, że każdy w miarę sprawny fizycznie człowiek da radę. Trzeba tylko zachować zdrowy rozsądek i przed wyjściem obejrzeć filmy na YouTube prezentujące trudności jakie nas czekają. Trzeba wiedzieć, gdzie się idzie, bo można się bardzo zdziwić, a w najgorszym przypadku stracić życie i to wcale nie jest czcze gadanie. Na koniec dodam, że tego samego dnia, którego ja przeszedłem Orlą, o godz. 22 ktoś nadał sygnał SOS z Granatów. Nie chcę oceniać, bo nie znam szczegółów, ale jeżeli ktoś wybrał się tam o godz. 18, to sam prosił się o kłopoty. Nie róbcie tak. To nie góry zabijają, tylko ludzka głupota.

Krzyżne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *