Czy warto pojechać do Urugwaju?

Na tytułowe pytanie można odpowiedzieć zarówno tak, jak i nie. Urugwaj jest najbezpieczniejszym krajem Ameryki Południowej. Nie musimy się tutaj obawiać napadów i kradzieży, co może być zachęcające dla osób chcących odwiedzić nowy kontynent, ale bez narażania się na zbyt duże ryzyko. Z drugiej strony, jest to kraj przypominający Europę, bez większych atrakcji w postaci zabytków, czy cudów natury. No i jest dość drogo.

Samoloty

Ameryka Południowa wciąż jest drogim kierunkiem. Tanich lotów praktycznie nie ma. Trzeba szukać okazji, a te pojawiają się bardzo rzadko. Standardowa cena za lot do Urugwaju to (z uwzględnieniem dużego bagażu) ok. 3000 – 3500 zł w jedną stronę. Owszem, da się znaleźć loty tańsze, ale wtedy musimy liczyć się z tym, że na lotniskach spędzimy kilkadziesiąt godzin, po drodze zaliczając 2 – 3 przesiadki. No i trzeba pamiętać, że Polska nie ma bezpośredniego połączenia z Montevideo. Najlepszą opcją jest lot do Buenos Aires, gdzie można wsiąść w prom, który przewiezie nas na drugi brzeg Rio de La Plata, czyli do Urugwaju. Przejdźmy do konkretów.

Urugwaj

Najwięcej połączeń pomiędzy Buenos Aires a Europą mamy z Madrytu (Air Europa, Aerolineas Argentinas, Iberia) i Rzymu (Aerolineas Argentina, Alitalia). Ja skorzystałem z usług Alitalii. Lot miałem z Berlina, ok. 2 godziny na przesiadkę w Rzymie i jazda dalej. Całość trwała 17 godzin, co jest bardzo dobrym wynikiem. Za lot w dwie strony z dużym bagażem zapłaciłem 2800 zł, co również jest bardzo dobrym wynikiem. Na taką okazję polowałem jednak dobre kilka miesięcy.

Buquebus

No dobra, dolecieliśmy. Co teraz? I czym jest ten Buquebus? Wszystkie loty międzykontynentalne lądują na lotnisku Ezeiza. Żeby dostać się do Urugwaju, najpierw musimy dostać się do portu. Najtańszą opcją jest posiadanie stołecznej karty Sube. Niestety, będąc na lotnisku zaczynamy od problemów z językiem, które będą nam towarzyszyć także w Urugwaju. Tutaj nikt nie mówi po angielsku! Nawet na lotnisku, osoby z obsługi potrafią powiedzieć maks. kilka słów. Wytłumaczenie takim ludziom, że chcemy kupić kartę na transport miejski i dowiedzenie się, gdzie można coś takiego załatwić, to prawdziwa męka. Tłumacząc, że chcemy się dostać do centrum, albo do portu, zawsze będziemy odsyłani do okienka Tienda Leon. Firma ta prowadzi przewóz autobusami z lotniska przez całe Buenos aż do portu. Koszt to 350 pesos, czyli 35 zł (kurs z grudnia 2018). Mając kartę Sube moglibyśmy to samo osiągnąć za ok. 4,5 zł.

Urugwaj

Buquebus, to nic innego jak prom kursujący pomiędzy Buenos Aires a kilkoma miastami w Urugwaju. Tienda Leon kończy swój kurs na minidworcu. Dotrzeć do miejsca, z którego wypływa prom można piechotą. Jest to mniej niż kilometr. Można też dopłacić 25 peso do swojego biletu i wtedy na wspominanym minidworcu można przesiąść się w osobówkę, która zawiezie nas do naszego celu. Z pomocą Buquebusa możemy dostać się do kilku najważniejszych miast w Urugwaju. Najczęstsze cele to oczywiście Montevideo i Colonia del Sacramento. Czytając różne blogi można dojść do wniosku, że taki bilet to ok. 30 – 40 zł w jedną strony. Cóż, czasy się zmieniają. Obecnie to ok. 2000 peso, czyli 200 zł. I mówię tutaj o najtańszej trasie, czyli do Colonii (tam właśnie płynąłem). Ale uwaga! Lifehack specjalnie dla moich czytelników! Jest sposób, żeby kupić bilet ok. 30% taniej! Wystarczy skorzystać ze strony urugwajskiej 🙂 Nie ma za co 🙂 Idei, jaka za tym stoi, nie rozumiem, ale naprawdę ceny różnią się bardzo mocno. Kupowanie biletu w porcie jest jeszcze o ok. 200 peso droższe niż przez Internet. Warto więc zrobić to wcześniej. I znowu uwaga! Bilet trzeba mieć wydrukowany! Mając tylko wersję cyfrową, na telefonie, na pokład nie wejdziemy.

Urugwaj

Buquebus działa trochę jak lotnisko. Trzeba być na miejscu minimum 2 godziny przed wypłynięciem, trzeba przejść odprawę, zdać bagaż, przejść kontrolę paszportowa itd. Hala… nazwijmy ją z braku lepszego określenia, halą odpływów… posiada dwa miejsca, gdzie możemy sobie za friko podładować telefon (oczywiście oba miejsca są oblegane). Hala zapełnia się ludźmi po brzegi, ale prom jest tak wielki, że i tak mnóstwo miejsc pozostaje wolnych. Najczęściej zajęte są te przy oknach. Ludzie ustawiają się w kolejce nawet półtorej godziny przed otwarciem bramki i tak sobie stoją. W ogóle zauważyłem, że Argentyńczycy uwielbiają stać w kolejkach. Na promie nie ma możliwości wyjścia na jakiś zewnętrzny pokład. Całą trasę pokonujemy trochę jak w wielkim autobusie. Uf. Tyle tekstu, a my dopiero dopływamy do brzegu!

Urugwaj

Pesosy, samochód i Internet, czyli pierwsze kroki w Urugwaju

Walutą Urugwaju jest oczywiście peso urugwajskie. Można je dostać w kantorach i bankach w największych miastach w kraju. Jeżeli chcemy być pewni, że uda nam się peso kupić, to najlepiej na wymianę wziąć dolary. W niektórych miejscach (kilka miejsc w Colonia del Sacramento i Montevideo) można płacić peso argentyńskimi, ale przelicznik na ogół jest mało korzystny. Generalnie jeżeli chcemy wymienić peso argentyńskie na urugwajskie, to zdecydowanie bardziej opłaca się to zrobić w Argentynie. A najbardziej opłaca się to zrobić w porcie Buquebusa w Buenos Aires, tam widziałem zdecydowanie najlepszy przelicznik. W Urugwaju peso argentyńskie jest traktowane źle i jego cena jest nawet o 40% gorsza niż po drugiej strony La Platy. Wspomnę tutaj o jeszcze jednej niespodziance, która mnie spotkała. Wziąłem ze sobą trzy karty: debetową, kredytową i Revoluta. Po przybyciu do Urugwaju przez pół dnia nie działała żadna z nich. Nie mogłem płacić w sklepach, nie mogłem wypłacać kasy z bankomatów, totalnie nic. Powodów nie poznałem, po prostu nagle kredytówka zabanglała, a pozostałych kart już wtedy nie wypróbowywałem, ale początkowo miałem mocno ciepło na sercu.

Urugwaj

Ponoć po Urugwaju najlepiej poruszać się autobusem. Pewnie tak. Ja jednak postawiłem na niezależność i wynająłem samochód. Skorzystałem z usług Thrifty (w Colonii to praktycznie jedyna opcja), a rezerwacji dokonywałem przez Expedię. Koszt to 13$ za dzień. Ekstra nie? Dorzuciłem do tego ubezpieczenie wypadkowe za bodajże 3 albo 4 dolce i byłem zadowolony. Na miejscu okazało się, że spoko, ale w takim przypadku oni muszą na mojej karcie kredytowej zablokować kwotę 5000$. Niestety, moja kredytówka takich sum nie obsługuje 🙂 No i było takie ojojojoj, to doliczamy 15$ za dzień i wtedy blokujemy tylko 800$. Miało być ultra tanio, a zaczęło się standardowo. Aaaa no i zanim z gościem się dogadałem, to minęło coś koło godziny. Serio. Bo ziomek po angielsku nic. W Urugwaju warto mieć Internet. Wtedy odpalamy google translate i jedziemy. Samochód odbieramy w porcie. Rezerwacja z Expedii twierdzi, że w centrum miasta. E-e. Tylko w porcie możemy odebrać auto, więc nie ma co się fatygować i iść pod adres, który nam przyjdzie na maila. Parkingi (prawie) wszędzie, w całym Urugwaju są za darmo. Niektóre drogi są płatne. Które? Praktycznie tylko te na wybrzeżu pomiędzy Colonia del Sacramento a Punta del Este. Przejazd od bramki do bramki kosztuje 90 peso, niby niewiele, ale bramek jest sporo, a grosz do gorsza i wiadomo jak to jest…

Urugwaj

Znowu oszczędzę Wam masę czasu. Mi około 2 godzin zajęło ogarnięcie się, gdzie mogę kupić kartę SIM do telefonu, najlepiej taka z Internetami i śmiesznymi kotami. Znaczy, jak znacie hiszpański to pewnie jest łatwiej 🙂 Swe kroki musimy skierować do sklepu Antel. Jest to jedyne miejsce w całym centrum Colonii, gdzie kupimy kartę SIM. Musimy oczywiście podpisać umowę, pokazać paszport i przejść całą procedurę. Na szczęście trwa to krócej niż w Argentynie. Koszt to 150 peso. W zamian mamy kartę aktywną na cały miesiąc. Dokładnych taryf nie znam, ale będąc w Urugwaju kilka dni, używając Internetu na okrągło i dzwoniąc codziennie do Polski na kilka minut, nie zajechałem karty do zera.

Urugwaj

Jedzenie, ceny, wrażenia ogólne

Zacznijmy od przyjemności. Jedzenie. Urugwaj, podobnie jak Argentyna, to gigantyczne płaskie tereny, na których wypasa się bydło. Z tego powodu króluje tutaj wołowina i jest to najtańsze co można zjeść w restauracjach. Porządny stek w dość wykwintnej restauracji to wydatek ok. 30 – 50 zł. Jednego razu wziąłem sobie coś co było określane jako „półmisek singla” (czy coś w tym stylu – mój hiszpański jest biedny). Było to osiem kawałków mięsa (stek, żeberka, jakieś kiełbasy i inne cuda), a zapłaciłem 55 zł. Mięso jest faktycznie bardzo dobrej jakości, ale jednak trochę się można poprzyczepiać. W Argentynie smakuje lepiej 🙂 Urugwajczycy chyba za bardzo nie potrafią żonglować przyprawami 🙂 Z rzeczy innych, to podobnie jak w Argentynie, jako przekąska dominują empanady, czyli takie pierożki z mięsem w środku. Są zauważalnie droższe niż w Argentynie. Tutaj ich koszt to najczęściej 50 peso, czyli koło 5 zł. Poza tym nic nadzwyczajnego, o czym warto wspomnieć, nie zauważyłem. Dominacja wołowiny jest bezdyskusyjna.

Urugwaj

Wiecie już, że wołowina jest tania. Poza tym jest drogo. I to nawet bardzo drogo. Wszystkie marki, które kojarzymy z naszych półek są aż przesadnie drogie. 1,5 litra coli to ok. 9 zł, czekolady potrafią kosztować 10 zł i więcej, lody od 8 zł w górę.  Benzyna kosztuje mniej więcej tyle co w Polsce, czyli w momencie jak ja tam byłem, za litr trzeba było zapłacić koło 5 zł. Porównując do Argentyny, Urugwaj wychodzi nieco drożej.

Urugwaj

Urugwaj to kraj baaaaaardzo liberalny. Legalna jest tam marihuana, ale nie liczcie na odwiedziny w coffee shopie. Trawkę mogą kupić tylko obywatele Urugwaju. Poza tym legalna jest aborcja, związki homoseksualne, jest totalny rozdział kościoła od państwa itd. Ciekawe jest podejście właśnie do związków homo. Tylu tęczowych flag nie widziałem jeszcze nigdzie. Są one wszędzie. Na ulicach, na masztach, namalowane na ścianach, po prostu wszędzie.

Montevideo

Będąc w Urugwaju w ogóle nie czuje się tego, że jest się na innym kontynencie. Jest bardzo europejsko. Bezpieczeństwo jest, moim zdaniem, na bardzo wysokim poziomie. Nigdy, ani przez chwilę nie czułem się zagrożony, nie bałem się, że mnie ktoś okradnie, czy napadnie. Styl jazdy tutejszych kierowców nie odbiega od tego, co mamy w Polsce. Nie ma wyprzedzania na trzeciego, nie ma przesadnego przekraczania prędkości, nie ma wymuszania czy wpychania się. Jeździ się bardzo dobrze. Tylko kraj trochę nudnawy… Życie kręci wokół kilku nadmorskich miejscowości. Wnętrze jest całkowicie nieciekawe. Zróbmy test. Wejdźcie na google maps i przesuńcie ludka w dowolne miejsce, oprócz miast i rejonów przybrzeżnych. Gwarantuje, że zobaczycie coś takiego: droga, po jednej stronie płot, za nim gigantyczne pole, po drugiej stronie płot, za nim gigantyczne pole. Tak wygląda cały Urugwaj, można wracać do domu. No chyba, że jednak chcemy trochę pozwiedzać. Tylko, czy jest tam coś ciekawego?

Urugwaj

Gdzie mi się podobało?

1. Cabo Polonio

Zdecydowanie najfajniejsze miejsce. Czytając różne blogi można mieć wrażenie, że jest to odcięte od świata miejsce, bez wody, bez prądu, gdzie żyje odcięta od świata społeczność urugwajskich amiszów. Z takim też nastawieniem tam jechałem… Cóż… Cabo Polonio to park narodowy, miejscowość faktycznie odcięta od świata. Ludzie tam wodę biorą z deszczówki, a prąd mają dzięki zastosowaniu paneli słonecznych i/lub wiatraków i agregatów, ale absolutnie nie jest to zamknięta społeczność. To zwyczajny nadmorski kurort! Pełno tam restauracji i hoteli (oczywiście w domkach). Jest tam też jedna latarnia. Dostać się samemu chyba nie można. Trzeba kupić bilet wstępu do parku (230 peso), zapłacić za parking (190 peso za dzień), a następnie poczekać na odjazd specjalnego, piętrowego, terenowego pojazdu, który sam w sobie jest fajną atrakcją. Samochód ten jedzie po strasznych wertepach i dość mocno trzęsie, o super zabezpieczeniach w podróży można zapomnieć 🙂 Klimat całej miejscowości jest niesamowicie wyluzowany. Ja spędziłem tam pół dnia. Myślę, że jadąc do Urugwaju na wypoczynek (w sensie plażing) można obrać za cel Cabo Polonio. Posiedzieć tam kilka dni, popływać w oceanie, posurfować. Naprawdę można tam się zrelaksować. Tłumów nie ma, hałasu też nie ma, jest po prostu mega przyjemnie. Tuż przy latarni jest duża kolonia lwów morskich. Można do nich podjeść dość blisko, ale nie za blisko, teren jest ogrodzony, ale i tak jest super! Cabo Polonio polecam!

Cabo Polonio
Lwy morskie

2. Colonia del Sacramento

Jest to najstarsze urugwajskie miasto, założone przez Portugalczyków. Centrum, ta najbardziej historyczna część, jest wpisana na listę UNESCO, jako jedyne miejsce w całym Urugwaju. Miasto ma swój urok. Ok, nie jest szczególnie interesujące, zabytków tam tyle, co nic (bo jedna zabytkowa ulica i postkolonialna brama wjazdowa), ale na mapie generalnie nudnawego Urugwaju jest swoistą perełką. Dużo tam turystów, restauracyjek, jest bardzo fajny klimacik, zupełnie inny niż w reszcie kraju. Mi się podobało, miasto idealne na pół dnia.

Colonia del Sacramento
Ta ulica to jedyne miejsce w całym Urugwaju wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

3. Fortaleza de Santa Teresa

Jeden z bardzo niewielu zabytków. Stara, postkolonialna forteca. Rozmachem ma się nijak do byle jakiego, europejskiego zameczku, czy pałacyku, ale nieczęsto ma się okazję oglądać budynki z czasów kolonialnych. Wstęp kosztuje 40 peso. W zamian mamy możliwość swobodnej eksploracji praktycznie wszystkich budynków wchodzących w skład fortecy. Nie jest tego jakoś szczególnie dużo, mniej więcej godzinka spacerkiem, żeby wszystko obejść. Pewnie, gdyby taka forteca leżała we Włoszech to bym w ogóle nie pomyślał, żeby wrzucać ją na listę miejsc do odwiedzenia, ale w Urugwaju zabytków po prostu brakuje.

Fortaleza de Santa Teresa

4. Casapueblo

Bardzo ciekawy, futurystyczny budynek. Oryginalnie była to letnia rezydencja urugwajskiego artysty Carlosa Vilaro, który zresztą sam całość zaprojektował. Obecnie cały budynek jest udostępniony do zwiedzania. W środku znajduje się muzeum, galeria sztuki, restauracja i mały hotel. Wstęp kosztuje 320 peso. Niestety, dotarłem tam dosłownie kilka minut po zamknięciu kas i do środka nie wszedłem. Jednak nawet z zewnątrz budynek robi wrażenie. Okolica to bardzo malowniczy cypel nad oceanem. Fajne miejsce i bardzo żałuję, że całość obejrzałem tylko z zewnątrz.

Casapueblo

5. Estadio Centenario

Legendarny stadion piłkarski w Montevideo. To tutaj odbył się pierwszy w historii finał mistrzostw świata w piłce nożnej. Stadion cały czas jest w użytku. Grają tutaj lokalne kluby piłkarskie oraz reprezentacja Urugwaju. Widać niestety, że dawno nie był remontowany. Plastikowe krzesełka przypominają polskie stadiony lat 90. Stadion można zwiedzać. Po prostu trzeba sobie zrobić spacer dookoła aż trafimy na jedne z wielu wielkich, stalowych drzwi. Bardzo możliwe, że będzie tam wywieszona kartka, że za zwiedzanie trzeba zapłacić 3 peso. Żeby wejść na stadion, trzeba takie drzwi po prostu popchnąć 🙂 Nie ma nikogo, kto by pobierał jakiekolwiek opłaty, nie ma nikogo, kto by pilnował stadionu. Podobnie jak ja do środka dostało się jeszcze dwóch turystów, tylko, że oni wchodzili inną bramą. Moim zdaniem jedyne miejsce w Montevideo, które jest warte odwiedzenia…

Estadio Centanario

Gdzie mi się nie podobało?

1. Montevideo

…bo cała stolica jest nudna i strasznie nieciekawa. W ogóle miasta w Urugwaju są strasznie nudne. Nie ma tam absolutnie nic oprócz bloków, hoteli i co najwyżej widoku na ocean. Stolica to jedyne miejsce, gdzie niektóre parkingi są płatne. Choć pewny nie jestem. Po prostu w kilku miejscach zauważyłem, że po zaparkowaniu podchodzi jakiś koleś i pobiera od ludzi opłaty, ale pojęcia nie mam, czy faktycznie była to opłata za parkowanie, czy może opłata za „życzliwe popilnowanie”. Wróćmy jednak do miasta. Całe centrum to gęsta zabudowa, wąskie uliczki, niczym się nie wyróżniające budynki. Najważniejszym punktem miasta jest Plaza Independencia. Tam znajdują się słynne Teatro Solis, Palacio Salvio i Edificio Ciudadela. Czy którykolwiek z nich wart jest większej uwagi? Wygooglajcie i sprawdźcie sami 🙂 No dobra… Jak nie chcecie się trudzić, to wyrażę swoją opinię: żaden z nich nie jest interesujący, ale możecie się nie zgadzać, ofkors.

Montevideo

2. Punta del Este

Prawdziwy hit Urugwaju! Miasto, gdzie na wakacje zjeżdżają nie tylko wszyscy Urugwajczycy, ale też połowa Brazylii, Argentyny i najbogatsi z najbogatszych: gwiazdy Hollywood. Każdy spotkany po drodze człowiek, gdy słyszał, że jestem turystą, od razu mówił: „a to musisz pojechać do Punta del Esta”. Musisz! A cóż tam jest takiego? Hotel na hotelu! I wielka plaża! Koniec. Nie wiem, jak dużo wiecie o moich upodobaniach, ale leżenie na plaży w Kołobrzegu nudzi mi się po około 20 minutach. A Punta del Este to taki Kołobrzeg w wersji ultra makro. Absolutnie nie dla mnie. Tym bardziej, że miałem pecha i akurat pogoda była straszliwie słaba i na plaży byłem całkiem sam. Strasznie wiało, było zimno i nie było tam nic, co zatrzymałoby mnie na dłużej niż ok. dwie godziny. Ale jeżeli ktoś lubi plażę i trafi na ładną pogodę, to może mu się spodobać. Aaaaa, no, zapomniałem dodać, że jest to najdroższe miejsce w całym Urugwaju. Cóż, tak to jest w tych luksusowych kurortach.

Punta del Este

3. Punta del Diablo

Tu mam mieszane uczucia. Punta del Diablo to mała miejscowość położona na plaży. Miejscowość typowo wypoczynkowa, z dużą bazą hoteli, ale bardziej w stylu domków jednorodzinnych niż wielkich piętrowców. Jest w tym miejscu jakiś urok, coś co sprawia, że człowiek czuje się całkiem dobrze. Jest cicho i spokojnie. Z tym, że jedyna atrakcja to po prostu plaża. Punta del Diablo to taka gorsza wersja Cabo Polonio. Chodzi mi tutaj tylko o ideę małego miasteczka na plaży, bo pod pozostałymi względami to Cabo Polonio bije tę mieścinę na głowę. Fajne na weekendowy wypoczynek, ale absolutnie niefajne, żeby wrzucać to na listę miejsc „od odwiedzenia, porobienia fotek i pojechania dalej”.

Punta del Diablo

Urugwaj może się podobać osobom lubiącym plażę i wodę. Poza tym większych atrakcji nie ma, a te które są można obskoczyć w 2 dni. Z czystym sercem polecam tylko Cabo Polonio, absolutnie najfajniejsze miejsce. Reszta zależy od preferencji i indywidualnych upodobań.

Urugwaj

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *