Argentyna – miejsca, które mogę polecić (i te, których nie polecam)

Argentyna jest wielka. Nie da się jej zwiedzić w trzy tygodnie. Potrzeba co najmniej dwóch miesięcy, żeby poznać wszystkie ciekawe zakątki. Tym razem przedstawię Wam kilka miejsc, z tych które odwiedziłem, a o których myślę, że warto napisać parę słów.

1. Ziemia Ognista

Bardzo zimne i wietrzne miejsce. Gdy w Buenos Aires było koło 30 stopni, na Ziemi Ognistej temperatura rzadko przekraczała 10. Silne, lodowate wiatry sprawiały, że odczuwalna temperatura była jeszcze niższa. Niemniej jednak jest to wspaniałe miejsce. Tutaj jest zdecydowanie najmniejsza przestępczość i bardzo łatwo można złapać autostop. To tutaj znajduje się Ushuaia, najbardziej na południe wysunięte miasto na świecie. Nie jest ono samo w sobie jakoś szczególnie interesujące, ale krajobraz dookoła jest urzekający. No i można zrobić sobie zdjęcie przy znaku oznaczającym, że dotarło się na koniec świata. Bo Ushuaia to naprawdę koniec świata! Dalej na południe są już tylko niezamieszkałe na stałe wysepki, wielkie morze i Antarktyda.

Ziemia Ognista

Z Ushuaii można wybrać się na trekking w góry. Podobno tutejsze szlaki urzekają widoczkami. Można też w porcie wsiąść na statek i wybrać się w rejs na Falklandy. Oprócz tego można wybrać się w poszukiwaniu lwów morskich, pingwinów i wielorybów, a nawet da się znaleźć firmy oferujące wycieczki na Antarktydę! Ceny są jednak mocno odstraszające. Może rejs w poszukiwaniu lwów morskich nie jest aż tak drogi, bo da się wyrwać za ok. 100 dolarów, to już wyprawy na Falklandy i Antarktydę są naprawdę drogie.

Ziemię Ognistą polecam. Nie jest tam przyjemny klimat, ale widoczki są miejscami bardzo islandzkie. Mi podobały się szczególnie okolice Ushuaii i Lago Fagnano. W ciągu jednego dnia możemy dotrzeć do parku narodowego El Calafate, gdzie będziemy mieli okazję podziwiać jedne z największych lodowców na świecie. Nie wiem, czy warto, bo ja sobie odpuściłem z braku czasu. Zresztą lodowce widziałem już na Islandii więc nie był to dla mnie punkt obowiązkowy podróży.

Ushuaia

2. Punta Tombo

Za to zdecydowanie miejsce obowiązkowym było Punta Tombo! Znajduje się tam największa na świecie kolonia pingwinów magellańskich. Całe pół miliona pingwinów! Oczywiście nie siedzą tu one cały rok… W sierpniu zaczynają pojawiać się pierwsze samce, we wrześniu docierają samice. Przełom listopada i grudnia to okres, gdy wykluwają się młode. W kwietniu ostatnie osobniki opuszczają Punta Tombo. Najlepsze miesiące na odwiedzenie tego miejsca to od listopada do lutego.

Punta Tombo

Jak tam wygląda? Otóż cały obszar to park narodowy, teren chroniony. Za wejście musimy zapłacić 400 peso. Pingwiny mają swoje norki w ziemi na olbrzymiej wielohektarowej przestrzeni. Pomiędzy tymi norkami jest wyznaczone kilka ścieżek dla turystów. Poruszać można się tylko po tych ścieżkach… Natomiast pingwiny łażą, gdzie chcą. Mają totalnie wyrąbane na ludzi. Podejść można naprawdę blisko, a pingwin albo wcale nie zareaguje, albo zacznie się z zainteresowaniem przyglądać. Mega fajne miejsce. Jadąc do Argentyny większość osób bardzo chce zobaczyć pingwiny i myślę, że jest to miejsce do tego idealne!

Pignwiny

Zaraz obok Punta Tombo znajduje, znacznie mniej popularna, Isla Escondida. Bardzo malownicze wybrzeże, gdzie można spotkać malutkie kraby, małże i słonie morskie.

Isla Escondida

3. Bariloche

Bariloche to największy kurort narciarski w kraju. Miasto żyjące z turystów. Jedyne miejsce w całej Argentynie, gdzie udawało mi się spotkać ludzi znających język angielski na poziomie komunikatywnym. Miasto położone jest nad bardzo malowniczym jeziorem. Ponieważ zostało ono założone przez szwajcarskich imigrantów, stąd alpejski klimat jest tutaj wyjątkowo dobrze odczuwalny. Nawet starówka jest zbudowana w stylu przypominającym szwajcarskie miasteczka. Bariloche jest doskonałym miejscem na wypady w góry. Zaraz obok znajduje się park narodowy Nahuel Huapi słynący z pięknych widoków.

Bariloche

Nie polecam jednak samego miasta. Polecam drogę z Bariloche w kierunku Mendozy. Niestety, mądry Polak po szkodzie. Przejechałem tę trasę autobusem i bardzo tego żałuję. Zachęcam by wynająć tutaj samochód i samemu się przejechać. Widoczki są zachwycające, a miejsc do rozbicia się z namiotem na dziko jest mnóstwo! Wyobraźcie sobie góry, krystalicznie czystą, szeroką rzekę i małą polanę tuż przy brzegu. Jeżeli kiedyś wrócę w ten rejon na pewno biorę auto i namiot!

Andy

4. Ruiny San Ignacio i  region Misiones

Region Misiones to miejsce, gdzie czułem się najlepiej w całej Argentynie. Z daleka od bezkresnych pól Patagonii, z tropikalnymi lasami, egzotycznymi zwierzętami i bardzo gościnnymi ludźmi. Jest ciepło, kolorowo, i za 20 peso można zjeść lokalny przysmak Chipas (wymawia się „cipa”, serio). Są to takie bułki z manioku, wypełnione serem i czymś jeszcze. Bardzo dobre i bardzo sycące (i bardzo tanie). Tutaj ziemia jest czerwona, a na polach pełno jest kopców termitów.

Termity

Misiones to rejon, gdzie osiedlało się najwięcej imigrantów z Polski, co widać, bo przy wjeździe do niektórych miejscowości można zobaczyć polskie napisy „Witamy!”. Niestety, jak wszędzie na północy Argentyny, trzeba uważać, bo przestępczość jest stosunkowo wysoka.

San Ignacio

San Ignacio to miejscowość, w której zabawiłem chyba najdłużej i to wcale nie daleko, że przez 2 dni nie mogłem złapać stopa (chociaż to też), ale przede wszystkim jest to bardzo urocza miejscówka. Największą atrakcją są tutejsze ruiny pojezuickie. Wyobraźcie sobie rozwalające się budowle pośród dżungli. Brzmi super? W praktyce, aż tak zachwycające nie są, ale ponieważ znajdują się po drodze do Iguazu, to warto tę chwilę tutaj spędzić. Wstęp kosztuje 230 peso. Można chodzić po całym terenie swobodnie. Miejsca, gdzie wejść nie można są specjalnie ogrodzone, ale jest ich bardzo mało.

San Ignacio

5. Wodospady Iguazu

Tego miejsca chyba nie trzeba reklamować. Jeden z 7 cudów świata natury jest faktycznie zachwycający. Myślę, że więcej opisywać wodospadów nie trzeba. Przejdę od razu do kwestii praktycznych. Jadąc autobusem z jakiejkolwiek innej miejscowości dotrzemy do miasta Puerto Iguazu, które jest oddalone od wodospadów o 18 km. Można próbować oszczędzać i wybrać się na długi spacer, ale ja to raczej odradzam. Rejon Iguazu to tropikalna dżungla, a to oznacza, że jest tam dużo dzikich zwierząt. Co prawda stado motyli raczej nam krzywdy nie zrobi, ale zabłąkana puma już jak najbardziej. Z Puerto Iguazu co kilkanaście minut rusza autobus, który dowozi turystów do parku narodowego. Koszt to 150 peso. Ostatni odjazd jest około godziny 15. Jednak, żeby było warto, to zdecydowanie trzeba wybrać się wcześniej.

Iguazu

Wstęp do parku narodowego kosztuje 700 peso. Jest to najdroższa wejściówka w całej Argentynie (a przynajmniej ja na nic droższego nie trafiłem). Obok kas jest zamykane pomieszczenie, gdzie można zostawić bagaż, ale trzeba sobie kupić kluczyk, a to dodatkowy koszt 180 peso.

Iguazu

Iguazu jest pełne turystów. Jest tam cała turystyczna baza z restauracjami, sklepami i innymi tego typu atrakcjami. Całość zamykana jest o godzinie 18. Po prostu ochrona chodzi po wszystkich szlakach i wygania turystów do wyjścia. Do wyboru mamy pięć różnych tras. Jedną z nich możemy przejechać małym pociągiem, który jedzie jednak strasznie wolno i, moim zdaniem, zyskuje się niewiele na czasie. Każda trasa to inny widoczek. I teraz naprawdę nie przesadzam, koniecznie trzeba wybrać się tutaj przed południem! Ja do parku chyżo wkroczyłem około godziny 15 i zdążyłem (prawie biegiem) zaliczyć tylko dwie trasy (za to te najdłuższe). Naprawdę można tutaj spokojnie spędzić cały dzień! Widoczki są super, a jeżeli dodam do tego fakt, że ścieżki przechodzą przez dżunglę pełną dzikich zwierząt, to zrobi się jeszcze bardziej super! Sam widziałem małpy, wielkie jaszczury i jeszcze jakieś inne zwierzaki, których nie potrafię nazwać. Podobno na szlaku można spotkać nawet pumę, chociaż jest to baaaaaaardzo rzadkie. Iguazu odwiedzić trzeba!

Lemur

6. Buenos Aires

W trakcie mojej podróży przestrzegano mnie przed Buenos Aires. Mówiono, że jest tam bardzo niebezpiecznie. Faktycznie, spacerując po stolicy ma się wrażenie wszechobecnego strachu. Ludzie noszą plecaki na brzuchach, mało kto wyciąga telefon na ulicy, wszyscy policjanci noszą kamizelki kuloodporne, prawie wszystkie samochody mają czarne szyby. Sam pierwszego dnia czułem się mocno zaszczuty. Z czasem trochę się rozluźniłem. Zwyczajnie trzeba unikać ulic, po których nikt nie chodzi, a w pozostałych miejscach mocno pilnować swoich kieszeni i toreb. Mi się nic nie stało i nie widziałem żadnej niebezpiecznej sytuacji.

Buenos Aires

No dobra, ale co w tej stolicy można robić? Nawet zaczepieni na ulicy mieszkańcy, nie bardzo wiedzieli. Poradzono mi, żeby tak sobie pospacerować i pooglądać, bo niczego konkretnego tam nie ma 🙂 Ja jednak znalazłem parę miejsc. Bardzo ładne i w miarę bezpieczne są dzielnice Palermo i San Telmo. Faktycznie nie ma tam nic wyjątkowego, ale sama zabudowa i klimat sprawiają, że spaceruje się bardzo przyjemnie.

Buenos Aires

Dla fanów piłki nożnej miejscem obowiązkowym powinna być La Bombonera, czyli stadion Boca Juniors. Można też wybrać stadion River Plate, ale ja preferuję Boca 🙂 Stadion można oczywiście zwiedzać. Jest kilka opcji, ta najbardziej popularna kosztuje 260 peso. W cenie mamy muzeum, kino, sale z trofeami i wejście na trybuny. Wiadomo, najlepiej byłoby pójść na mecz, do czego gorąco zachęcam! Mecze ligi argentyńskiej pełne są zaciętej walki, akcji, brutalnych fauli, po których zawodnik od razu wstaje, otrzepuje się i ciśnie dalej. Zupełnie inny futbol od tego europejskiego. Polecam! No i La Bombonera znajduje się w dzielnicy Boca, która swoim artyzmem i kolorowymi budynkami potrafi wzbudzić zachwyt. Tylko radzę uważać, Boca nie jest zbyt bezpieczna 🙂

La Bombonera

Dla fanów zabytków polecam Teatro Colon, ale z tego co zrozumiałem, bilet trzeba mieć zarezerwowany wcześniej. Nie można przyjść na zwiedzanie i kupić biletu w kasie. Zwiedza się tylko w grupach z przewodnikiem. Ja nie miałem rezerwacji i ostatecznie sobie odpuściłem. Dalej mamy Basilica Nuestra Senora del Rosario i Basilica de San Francisco. Ta druga jest w remoncie i będzie zamknięta jeszcze przez 3 – 4 lata. Ostatnim ważnym, historycznym miejscem jest Plaza de Mayo – wielki plac, na którym najczęściej dochodzi do strajków przeciwko władzy. Tutaj też w trakcie rządów junty protestowały matki zaginionych dzieci. Przy placu znajduje się otoczony wysokim płotem i pilnie strzeżony, różowy budynek, Casa Rosada. Jest to siedziba prezydenta Argentyny. Zwiedzanie tylko dla grup zorganizowanych. Dla pojedynczych turystów tylko w wyznaczone dni.

Buenos Aires

7. Tango

Będąc w Argentynie koniecznie trzeba zobaczyć prawdziwe tango! Okazji do tego jest mnóstwo w całym kraju, ale najwięcej miejsc przygotowanych dla turystów jest, oczywiście, w Buenos Aires. Tutaj wiele teatrów każdego wieczoru przygotowuje tzw. „tango show”. Ma to formę wystawnej kolacji, w trakcie której na scenie prezentowany jest pokaz. Oczywiście, takie pokazy odbywają się codziennie, późnym wieczorem. Polecam samemu wybrać sobie lokal. Ten najbardziej popularny (ale też najdroższy) to El Viejo Almacen. Mi było szkoda pieniędzy, więc wybrałem tańszą opcję – Tango Porteno.

Tango

Ceny lubią się mocno wahać. W momencie, gdy ja byłem w Buenos Aires najtańsza opcja kosztowała 35$. W momencie, gdy piszę te słowa, widzę, że można dorwać miejsce już za 25$. Najczęściej wybieranym typem biletu jest oczywiście Dinner, czyli pełen obiad. Opcji jest kilka, różnią się odległością od sceny i wykwintnością (oraz ilością) dań. Zapłacimy za to minimum 89$. O biedakach jednak też pomyśleli. Opcja Solo (czyli bez obiadu), to ta za 25$. Dostajemy wtedy tylko stolik, gdzieś daleko od sceny i nic poza tym. Jest jeszcze Solo VIP (właśnie na to się skusiłem), wtedy za 49$ dostaniemy przekąskę (dwie empanady) i darmowe wino przez cały wieczór. Darmowe wino! Już wiecie, dlaczego postanowiłem sięgnąć głębiej do kieszeni. Niestety, mój kieliszek bardzo często stał pusty, bo kelner nie kwapił się, by go uzupełniać. U osób, które miały wykupione opcje z obiadem, kieliszki nigdy nie stały puste. Dlatego moja rada, jeżeli nie chcecie tracić pieniędzy na obiad, to nie ma też sensu wydawać kasę na Solo VIP. Jeżeli chcecie tylko zobaczyć tango, to bierzcie najtańszą opcję.

Tango Porteno

Nie wiem, czy polecać Tango Porteno, bo nie wiem jak to wygląda w innych miejscach. Tutaj show miał trwać 1h 40 min. Zaczął się z 20 minutowym poślizgiem i skończył 20 minut przed czasem, także raczej tak sobie… Pokaz był bardzo ciekawy, niektórzy tancerze popisywali się naprawdę wielkimi umiejętnościami, ale wiele pokazów było nierównych. No i pod koniec zaczęto pokazywać jakieś nowoczesne tango z elementami muzyki elektronicznej… Dziwne to było… Naprawdę polecam pójść na tango show, ale może niekoniecznie do Tango Porteno. Jak ktoś odwiedzi inne miejsce, to niech napisze w komentarzu, czy było lepiej 🙂

Tango

8. Polo

Argentyna jest potęgą w polo! No to gdzie zobaczyć mecz jak nie w kraju gauczów?! Z polo też można zetknąć się w całym kraju, ale najlepszą areną do oglądania tego sportu jest, znajdujące się w Buenos Aires, Campo de Polo. Cała atmosfera wokół polo przypomina trochę F1 (chociaż nigdy nie byłem na F1 :)). Na mecze przychodzi cała śmietanka towarzyska Buenos Aires, panowie w eleganckich garniturach, panie w drogich sukniach. Mecze są trochę takim miejscem spotkań, do poplotkowania i pogadania o interesach. Miałem wrażenie, że w trakcie meczu zawarto niejedną umowę biznesową. Pod stadionem, po przejściu przez bramki, mamy mnóstwo drogich barów i restauracji. Wielkie firmy reklamują swoje produkty. Skąpo odziane hostessy rozdają za darmo colę. Takie klimaty.

Campo de Polo

Nie chcę Was zniechęcać, ale polo to nie jest najbardziej fascynujący sport na świecie 🙂 Mecze trwają bardzo długo. Jeden to minimum dwie godziny, a potrafi się przeciągnąć nawet do trzech godzin. A no tak.. Zapomniałem wspomnieć, że w cenie biletu mamy dwa mecze. Pierwszy odbywa się na małym stadionie, gdzie można usiąść na dowolnym miejscu, nie ważne jak drogi bilet się kupiło. Drugi mecz (lepszych drużyn) odbywa się na dużym stadionie, gdzie już nie można usiąść byle gdzie. Warto wziąć ze sobą mocny krem przeciwsłoneczny. Ten większy stadion nie ma w ogóle zadaszenia. Ja uciekłem nieco po połowie drugiego meczu, bo bym się dosłownie spalił.

Polo

Ostatnia kwestia – bilety. Przez Internet można kupić bilety w jakiś totalnie chorych cenach. Na stronach anglojęzycznych ceny zaczynają się od kilkuset dolarów. Najlepszą stroną hiszpańskojęzyczną jest Ticketek. Tam można kupić bilety za prawie normalną cenę. Wciąż jednak najtaniej wychodzi kupić bilet w kasie pod stadionem. Tam, za nie najgorsze miejsce, zapłaciłem 650 peso. I to jest cena jak najbardziej akceptowalna. Moim zdaniem nie ma sensu kupować lepszych miejsc, bo całe boisko jest tak wielkie, że nawet jak się siedzi na środku, to aż tak dużo się nie zyskuje. Polo polecam jako ciekawostkę.

Polo

9. Mendoza, Cordoba, Corrientes i inne miasta

Do tej pory opisywałem to co mi się podobało. Pora więc napisać co w Argentynie jest niezbyt urzekające. Miasta… Argentyńskie miasta mi się kompletnie nie podobały. Po pierwsze, zazwyczaj nie ma tam nic wartego uwagi, prawie całkowicie brak jakichkolwiek zabytków. Po drugie, jest brzydko, szaro, brudno i pełno bezdomnych na ulicach. Po trzecie, jest niebezpiecznie. Wielokrotnie miałem przypadki, gdy ktoś mnie ostrzegał, że szwendam się po nieprzyjemnej okolicy. No, ale skąd, nie znając miasta, miałem o tym wiedzieć? Jedynie Cordoba jest warta rozważenia, ale tylko ze względu na życie nocne i chyba najlepsze restauracje, jakie odwiedziłem w Argentynie.  Poza tym miasta są całkowicie nieciekawe. Im większe, tym bardziej niebezpieczne i brudne. Buenos Aires w zupełności wystarczy, by poczuć wielkomiejski zgiełk. Do Argentyny lepiej pojechać z nastawieniem na obcowanie z naturą, bo ona potrafi zachwycić.

Cordoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *