Argentyna – informacje praktyczne

Argentyna to drugie co do wielkości państwo Ameryki Południowej. Z północy na południe ma ponad 3,5 tysiąca kilometrów. Jest to kraj bardzo urozmaicony turystycznie. Możemy przebywać w klimacie subtropikalnym, ale równie dobrze możemy spędzić czas podziwiając lodowce, albo wspinając się w wysokich górach. Argentyna jest ciekawa!

Transport

Argentyna jest też przede wszystkim wielka i podróżowanie między tymi najciekawszymi miejscami może zająć mnóstwo czasu. Jak się do tego zabrać? Spokojnie, zacznijmy od początku. Najpierw trzeba do Argentyny się dostać. Już tutaj tanio nie będzie. Na chwilę obecną z Polski nie ma żadnego bezpośredniego lotu do Buenos Aires. Najwięcej połączeń mamy z Rzymu (Aerolineas ArgentinasAlitalia) i Madrytu (Air EuropaAerolineas ArgentinasIberia). Ja skorzystałem z usług Alitalii. Startowałem z Berlina. Miałem 2 godziny na przesiadkę w Rzymie i lot do Buenos. Trzeba mieć z tyłu głowy, że Argentyna jest drogim kierunkiem. Tanie loty zdarzają się ultra rzadko. Najczęściej zapłacimy około 3000 zł za lot w jedną stronę. Owszem, da się dorwać okazję nawet poniżej 2000 zł, ale wtedy lot trwa dwa dni (albo i więcej), bo po drodze jest sto przesiadek. Mi się udało, bo zapłaciłem 2800 zł za podróż tam i nazad, ale poprzedzone to było kilkumiesięcznym przeglądaniem ofert i szukaniem promocji. Trafiła się chyba jedyna w całym roku.

Misiones

Po całej Argentynie poruszać się można na kilka sposobów:
1. Wynajętym samochodem – opcja bardzo droga. No dobra, ceny samego wynajmu są w miarę standardowe, bo małe, kompaktowe autko spokojnie dorwiemy za 30$ za dzień. Benzyna też jest tańsza niż w Polsce. Zasada jest taka – im dalej na północ, tym więcej trzeba zapłacić za litr. Na Ziemi Ognistej jest to około 3 zł. W regionie Misiones już prawie 4,5 zł. Czemu więc twierdzę, że drogo? Jeżeli chcemy oddać samochód w innym miejscu niż wzięliśmy, zapłacimy naprawdę chorą opłatę dodatkową, rzędu kilku tysięcy złotych. Ok, przyznaję, że nie przeryłem całego Internetu, ale wszystkie firmy z różnych zakątków Argentyny wyznawały tę samą zasadę – oddajesz w innym mieście, to płać.
2. Pociągiem – a figa! Pociągów nie ma. Znaczy się, są w aglomeracji Buenos Aires i może jeszcze w jakichś innych miejscach, ale generalnie kolei w Argentynie nie ma.
3. Samolotem – najlepsza i najszybsza opcja podróżowania na duże odległości. Argentyna ma bardzo gęstą siatkę połączeń wewnątrz kraju. Najpopularniejsze linie lotnicze to Aerolineas Argentinas i  LATAM. Próżno jednak szukać lotów za kilka, czy kilkadziesiąt złotych. Tanie latanie kosztuje kilkaset złotych, więc wcale takie tanie nie jest.
4. Autobusem – fantastyczna opcja! Po Argentynie kursuje mnóstwo autobusów nocnych. Standard jest na najwyższym poziomie Wygodne fotele, telewizory, obiad, wino. Wszystko w cenie. Brakuje tylko wifi (żadna firma nie oferuje) i gniazdek z prądem (jest tylko w Via Tac). Autobusy są do bólu punktualne! Wyobraźcie sobie, że jedziecie ponad 17 godzin i na dworzec wjeżdżacie z dokładnością co do minuty! Autobusami jeździłem w Argentynie bardzo dużo i NIGDY żaden się nie spóźnił! Ceny też nie są najgorsze, ale jeżeli będziemy jeździć często to trochę się tego uzbiera. Ja wydałem łącznie na autobusy coś koło 1500 zł, ale przejechałem nimi prawie cały kraj. Bilety można kupować na busbud, ale uwaga! Bilet trzeba mieć wydrukowany! Nie ma opcji, że pokażemy bilet na ekranie telefonu. Na każdym dworcu jest możliwość kupienia biletu w kasie. Polecam ten sposób zaopatrywania się w bilety, bo od razu dostajemy wersję papierową i często cena w kasie jest niższa o ok. 100 – 200 peso od tej podanej na busbudzie. Nie ma też obaw, że zabraknie miejsc. Ja zawsze kupowałem bilet na ostatnią chwilę w kasie i zawsze miejsce było.

Karta Sube

Lądując na lotnisku i chcąc się dostać do centrum, wszyscy, absolutnie wszyscy będą nas odsyłać do okienka Tienda Leon. Oferują oni przejazd autobusem aż do portu. Koszt to 350 peso. Znacznie tańszą opcją jest zakup karty Sube, ale gdzie można ją kupić koło lotniska to się nie dowiedziałem. Sube bardzo się przydaje. Dzięki niej można jeździć po całej aglomeracji Buenos Aires metrem, autobusami i pociągami. Działa ona także w wielu okolicznych miasteczkach. Bez niej nie wsiądziemy do komunikacji, jest więc obowiązkowa. Nabyć ją można we wszystkich Kiosko, oraz miejscach oznaczonych napisem Subte. Karta działa na doładowania, czyli tyle ile hajsu wpłacimy, tyle mamy na koncie. Wchodząc do komunikacji trzeba kartę odbić. Jeden przejazd w aglomeracji kosztuje 15 peso z groszami. Nie ważne, czy jedziemy jeden przystanek, czy milion. Za odbicie karty zawsze zapłacimy tyle samo. Wyjątkiem są autobusy międzymiastowe. Tu ceny są różne. I ciężko znaleźć jakiś sensowny cennik na dworcach. Na przykład za dojazd z Campany do Buenos zapłaciłem ponad 100 peso.

Ushuaia

Przystanki w Buenos Aires są co kilkanaście metrów. Z tym, że każdy przystanek to inny numer autobusu. Na przystankach nie ma rozkładu (a raczej jest bardzo rzadko). Nie ma też dokładnej trasy, więc nie wiemy, gdzie tak naprawdę pojedziemy. Najczęściej podane są tylko cztery najważniejsze przystanki na drodze autobusu, więc jak ktoś zna miasto to może się domyślić, jak dany autobus jedzie, no ale jak się miasta nie zna… To można polegać na mapach google! Rozkłady jazdy w mapach google działały doskonale i to głównie dzięki nim się nie pogubiłem w tym wielkim mieście. Mając kartę Sube dojedziemy z samego centrum Buenos do lotniska z dwoma przesiadkami. Zapłacimy więc nieco ponad 45 peso. Opłaca się bardziej niż Tienda Leon 🙂

Buenos Aires

Internet w Argentynie

Internet działa bardzo dobrze we wszystkich większych miastach. Natomiast w szczerym patagońskim polu na jakikolwiek zasięg nie mamy co liczyć. Jest to trochę przerażające, bo w razie jakby coś się stało, możemy mieć problem, żeby się z kimkolwiek skontaktować. Załatwienie sobie argentyńskiego numeru jest proste. Na lotnisku Ezeiza wystarczy wyjść z hali odlotów i iść przed siebie, aż zobaczymy mały kiosk z napisem Telecom. Tam kupimy kartę. Najwyraźniej panie mają już przygotowaną ofertę dla turystów, bo za 550 peso dostajemy kartę operatora Personal z 3 GB Internetu, pół godziny rozmów za granicę i jedną godziną rozmów z numerami argentyńskimi. Drogo nie? Wydaje mi się, że są znacznie tańsze opcje, bo 55 zł za taką słabą ofertę to trochę przesada. No, ale w najbliższym otoczeniu lotniska nic innego nie dostaniemy. Cała procedura wydawania karty trwa. Biurokracji przy tym jest mnóstwo. Spokojnie liczcie się z tym, że spędzicie w tym małym budyneczku co najmniej pół godziny.

Estancia

Ceny

Najlepszą walutą, jaką można wziąć do Argentyny, są dolary. Tylko je wymienimy w każdym kantorze. Z tym, że kantor najpierw trzeba znaleźć, a nie w każdym dużym mieście się takowy znajduje. Dla mnie szokiem był fakt, że w tak turystycznej miejscowości jak Bariloche, nie ma ani jednego kantoru! Potwierdził to nawet pan z recepcji hostelu, w którym spałem. Co w takiej sytuacji? Trzeba pójść na najbardziej turystyczną ulicę (albo tę, gdzie jest najwięcej sklepów) w danym mieście, stanąć w miejscu i nasłuchiwać. Zawsze kręci się tam ktoś od czasu do czasu krzyczący „cambio!”.  U takiego człowieka zawsze można pozbyć się dolarów dostając w zamian pesosy. Kurs wymiany rzadko kiedy jest korzystny, dodatkowo ziomeczki zawsze próbują troszkę oszukać. Trzeba więc uważać, ale jak się nie ma innej możliwości, to co zrobić. Oczywiście, najlepiej pieniądze wymieniać w banku. Tam zawsze jest najlepszy kurs. Niestety, biurokracja jest jeszcze większa niż w kantorach, a kolejki ustawiają już godzinę przed otwarciem placówki.

Andy

Gdy już mamy pieniądze to chcielibyśmy coś kupić. Muszę Was zmartwić, Argentyna to nie jest tani kraj. Ba! To jest bardzo drogi kraj! Chociaż w zależności od tego, gdzie się znajdziecie, możecie się ze mną nie zgadzać. Ceny są bardzo zróżnicowane i nie ma żadnej większej reguły. Najtańszym miastem dla mnie była Comodoro Rivadavia. Tam w supermarkecie za równowartość 30 zł nakupiłem sobie jedzenia na dwa dni. Ale to tylko wyjątek. Bardzo drogie są wszelkie marki europejskie i amerykańskie. Big Mac – 240 peso, 1,75 l coli – 90 peso, gotowa kanapka w osiedlowym sklepie –  120 peso, duża czekolada Milka – 420 peso, paczka Lays 100 gram – 80 peso, chleb – 70 peso, piwo w sklepie – 100 peso, najtańsze wino – 150 peso, 1,5l wody mineralnej – 30 peso. Najtaniej wychodzą duże sklepy typu Carrefour. Niestety, takie obiekty należą do rzadkości. We wszystkich małych sklepikach i Kiosko ceny są bardzo wysokie. Hostele są w bardzo różnych cenach. Najtańszy pokój 8-osobowy w hostelu w centrum Buenos Aires kosztuje minimum 300 peso za noc. Mniej niż w Polsce zapłacimy za papierosy, mate, benzynę i wołowinę.

Misiones

Jedzenie

To właśnie ta ostatnia jest tutaj podstawą pożywienia. Szukać należy lokali mających w nazwie asado (czyli w skrócie wołowina, steki itp), albo parilla (czyli wołowina z grilla). Zresztą szukać nie trzeba, bo są prawie na każdej ulicy. Porządny stek w dobrej restauracji to koszt ok. 200 – 250 peso. Owszem można też kupić za 600 peso, tylko po co? Wołowina tutaj jest naprawdę doskonałej jakości, a ponieważ jest dużo tańsza niż w Polsce, to warto się najeść na zapas 🙂 Do mięsa zawsze dostaniemy chleb i to w zupełności wystarczy by się najeść. Ja zawsze dodatkowo brałem frytki i wychodziłem z restauracji przeżarty. W Buenos Aires jest bardzo duża społeczność włoskich imigrantów. Stąd królują tutaj restauracje podające pizze, spaghetti oraz milanesy. To ostatnie to włoska potrawa dostosowana do kuchni argentyńskiej. Wielki kotlet zapiekany z szynką, serem i sosem, podawany najczęściej z ziemniakami. Koszt to znowu około 230 peso. Oprócz wołowiny i kuchni włoskiej, na ulicach królują empanady, czyli takie pierożki z wołowiną w środku. Żeby zabić głód trzeba zjeść minimum dwie. Koszt to ok. 20 – 30 peso za sztukę.

Empanady

Oprócz mięsa podstawą diety Argentyńczyków są słodycze! Różnego rodzaju ciastkarni jest tu prawdziwe zatrzęsienie! Chociaż same ciastka nie są aż tak słodkie jak te w Polsce. Dominują tutaj caras sucias – takie okrągłe ciastka posypane czymś czarnym i medialunas – słodkie rogaliki. Bardzo często są one serwowane na śniadanie w motelach. Jednak prawdziwym hitem jest dulce de leche. Jest to coś w rodzaju karmelu, mega słodki sos o bardzo charakterystycznym smaku. Jest to przepyszne, ale wpychane absolutnie wszędzie, gdzie się da. Dulce de leche jest w ciastkach, batonach, czekoladach, w motelach podawane na śniadanie z chlebem. Naprawdę uwielbiam ten smak, ale po trzech tygodniach spędzonych w Argentynie miałem go już serdecznie dość.

Dulce de leche

Do picia tylko mate. Serio, mam wrażenie, że oni nie piją nic innego 🙂 Ludziom spacerującym po mieście zawsze towarzyszy termos z gorącą wodą i mate. Buenos Aires jest tutaj wyjątkiem. Poza stolicą, mate jest absolutnie napojem numer jeden. Warto sobie kupić zapas i przywieźć do Polski. Tutaj za pół kilo zapłacimy równowartość 70 peso, a myślę, że da się kupić jeszcze taniej. Argentyńczycy twierdzą, że mają świetne wina. No ja bym się mocno kłócił. W porównaniu do win gruzińskich to te argentyńskie to są sikacze. Może przesadzam, bo nie są aż tak złe, ale nie traktowałbym ich jako coś, co koniecznie trzeba spróbować i się zachwycać.

Argentyna

Z owoców dominują pomarańcze i banany. Szczerze to mnie owoce jakoś nie zachwyciły. Pomarańcze znacznie soczystsze są w basenie Morza Śródziemnego. Te argentyńskie smakują prawie jak te „polskie”. Bardzo też liczyłem na banany, bo wszyscy mówią, że banan w Ameryce Południowej smakuje zupełnie inaczej… Może trzeba jechać do Paragwaju albo Ekwadoru, bo te w Argentynie smakują praktycznie identycznie jak te w Polsce.

Wołowina

Autostop i bezpieczeństwo

Autostop w Argentynie nie działa! Tylko na Ziemi Ognistej nie miałem problemu. Cała reszta kraju to totalna tragedia. Stanie po kilka godzin to standard. Zdarzało mi się nawet stać cały dzień, po czym wieczorem, wściekły na cały świat, szedłem na autobus. A czemu?

Patagonia

Bo nie jest zbyt bezpiecznie. Mi się nic nie stało, nikt nie chciał mnie okraść ani zabić. Południe i centrum kraju określiłbym jako bardzo bezpieczne. Natomiast północ już niekoniecznie. Każde duże miasto ma swoje dzielnice, po których najlepiej w ogóle nie chodzić. Buenos Aires jest uznawane za najgorsze po względem przestępczości miasto w kraju. Panuje atmosfera zaszczucia. Mało jest miejsc, gdzie ludzie zachowują się swobodnie. Nawet nie zdawałem sobie często sprawy, że chodzę po ulicy, po której nie powinienem chodzić. Zawsze ktoś miejscowy podchodził i mówił „tutaj schowaj aparat”, albo „najlepiej idź stąd”. Na wylotówce z Mendozy łapałem stopa pięć godzin. Facet, który się zatrzymał poinformował mnie, że stałem w miejscu, w którym regularnie dochodzi do napadów, dlatego nikt się nie zatrzymywał. Podobne sytuacje miałem w prawie każdym większym mieście. Te, w których trzeba mocno uważać to Mendoza, Cordoba, Corrientes, Santa Fe, Rosario i Buenos Aires. W każdym z nich są ulice mniej i bardziej bezpieczne.

Cordoba

Podstawowa zasada to nie łazić po mieście nocą. Druga zasada to nie łazić po ulicach, po których nikt nie chodzi. Trzecia zasada to w każdym innym miejscu mocno pilnować swoich dokumentów i portfela. Podobno bardzo często do kradzieży dochodzi w hotelach. Ekipie sprzątającej ciężko coś udowodnić, dlatego najważniejsze, najcenniejsze rzeczy ZAWSZE trzeba mieć ze sobą. Plecak warto nosić na brzuchu. I unikać dzielnic, gdzie mieszkania dalekie są od najlepszego standardu. Nie dajmy się jednak zwariować. Argentyna to nie Brazylia. Napady z bronią w ręku i wyrywanie torebek w biały dzień w normalnych dzielnicach należą do rzadkości. Można pojechać do Argentyny bez obaw, tylko trzeba na siebie uważać. Ale to przecież zasada, która jest aktualna w każdym obcym kraju.

Buenos Aires

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *