Londyn – idealne miasto na city break

Londyn jest miastem, w którym można z powodzeniem spędzić przedłużony weekend, a i tak pewnie wszystkiego się nie zobaczy. Po pierwsze dlatego, że zawsze będzie coś, co, z braku czasu, się ominęło, a po drugie dlatego, że pieniądze szybko się skończą 🙂 Zapraszam do przeczytania mojej krótkiej relacji z pobytu w tym mieście.

 Logistyka

Zacznijmy od podstaw. Londyn ma pięć lotnisk: Heathrow, Luton, Stansted, Gatwick i Southend. Pierwsze z nich jest największym hubem w Europie i nie obsługuje żadnej taniej linii lotniczej. Luton, Stansted i Gatwick są bardzo popularne wśród podróżujących z Polski, ponieważ to właśnie tam latają Wizz Air (poprawka – Wizz Air nie lata na Stansted) i Ryanair.Szczególnie ten drugi przewoźnik ma mnóstwo połączeń z naszego kraju. Trzeba tylko uważać, bo pracownicy Ryanaira lubią się ostatnio skarżyć na złe warunki pracy i niskie płace, co skutkuje regularnymi strajkami. Na szczęście nie są one zbyt uciążliwe i zdarzają się rzadko. No, ale jednak się zdarzają. Wszystkie lotniska są dobre kilkadziesiąt kilometrów od centrum miasta. Na szczęście Anglia ma doskonałą komunikację publiczną. Dotarcie z lotniska na King’s Cross, St Pancras albo Victoria Station, czyli największe dworce, jest bardzo łatwe i intuicyjne. Połączeń jest mnóstwo. Na pewno nie będziemy czekać dłużej niż pół godziny na pociąg / autobus. Koszt zależy skąd dokąd się jedzie, ale można przyjąć, że powinno wyjść między 10 a 15 funtów.

Londyn Taxi

Poruszanie się po Londynie jest również bardzo łatwe. Naprawdę, komunikacyjnie jest to jedno z najlepiej zorganizowanych miast w jakich byłem. Podstawą jest metro, z gęstą siecią połączeń, doskonale opisane. Poszczególne linie mają swoje kolory. Mapy Google kolorują połączenia kolorami odpowiadającymi wspomnianym liniom. Także korzystając z map i idąc w gęstej sieci podziemnych korytarzy za odpowiednim kolorem ciężko się zgubić. Tu również należy się Londynowi pochwała. Jak szukać jakiś wad i na siłę się czepiać, to można wytknąć, że metro jest zawsze zatłoczone, a w godzinach szczytu, w ścisłym centrum, to aż do przesady. Kolejnym sposobem poruszania się po stolicy są słynne taksówki. Czy się opłaca i jak to jest, nie wiem, bo nie korzystałem. Po ulicach kręci się ich mnóstwo, wystarczy machnąć ręką i jazda. Pewnie wszyscy czekają aż wspomnę o piętrowych autobusach, no to teraz przyszła na nie pora. Piętrowych autobusów też jest mnóstwo, naprawdę. Mają w sobie trochę uroku, ale jazda nimi to udręka. Nie, że niewygodnie, ale wolno. W godzinach szczytu, w takim autobusie możemy odczuć, jak bardzo zakorkowany potrafi być Londyn i mocno się poirytować obserwując ludzi, którzy za środek transportu wybrali własne nogi, dzięki czemu notorycznie nas wyprzedzają.

Wadą londyńskiej komunikacji są ceny. Dokładne zasady można sprawdzić na stronie TFL, czyli tutejszego przewoźnika. Może to wyglądać trochę skomplikowanie, bo inne są ceny w zależności od strefy, a także pory dnia (drożej w godzinach szczytu), ale uznajmy, że jako turyści będziemy poruszać się tylko po centrum (które jest dość rozległe, bo cała aglomeracja też jest wielka), wtedy za jeden przejazd (nie ważne ile przystanków) zapłacimy 4,9 funta. Drogo, co nie? Prawie 25 zł za jeden przejazd! Wszystkie bilety kupujemy w specjalnych maszynach, które stoją przy każdym wejściu do metra. Władze Londynu starają się maksymalnie ograniczyć ilość papierowych biletów, dlatego wprowadzono coś takiego jak Oyster Card. Jak najbardziej opłaca się w ten kartonik zaopatrzyć! Wyrobienie karty kosztuje 5 funtów, ale jest to tylko depozyt, który odzyskamy, jeżeli zwrócimy kartę, gdy będziemy opuszczać Londyn. Odzyskamy też środki, jakie w tym momencie będziemy mieli na karcie, o ile nie będzie to kwota większa niż 10 funtów. Z Oyster Card za jeden przejazd zapłacimy 2,4 funta. Nadal drogo, ale już znacznie bardziej znośnie. Oysterkę możemy nabyć w różnych kioskach, czy punktach informacji turystycznej. Wyszukiwarkę takich punktów znajdziecie tutaj. Jeżeli ktoś potrzebuje dokładnych danych, co ile kosztuje i jak co działa, to odsyłam tutaj.

Anglia

Największe atrakcje Londynu

Stolica Wielkiej Brytanii jest mega ciekawa! Jest tam bardzo dużo do zobaczenia i będąc tam tylko na krótki weekend raczej ciężko wszystko zaliczyć. W takim wypadku trzeba wybrać tylko te najlepsze, najciekawsze atrakcje, ale nie ma co płakać, takie podejście pozwoli sporo zaoszczędzić. Zwiedzanie Londynu jest po prostu straszliwie drogie. Bilety wstępu prawie zawsze kręcą się wokół 30 funtów. Łatwo policzyć, że odwiedzając ledwie pięć miejsc wydamy aż 750 zł! Na szczęście są sposoby, żeby sobie z tym radzić. Po pierwsze bilety trzeba kupować przez Internet. Zawsze wtedy uszczkniemy 3 funty, a w skrajnym przypadku nawet 10. Po drugie, niektóre atrakcje można odwiedzić w pakiecie, np. bilety do London Dungeon, Madame Tussauds, czy na Big Bena kosztują po 30 funtów. Możemy jednak kupić bilet uprawniający nas do wejścia na wszystkie trzy atrakcje (trzeba tylko zadeklarować datę i godzinę odwiedzenia poszczególnych miejsc) i wtedy zapłacimy „zaledwie” 50 funtów. Do wyboru są jeszcze wizyta w Sea Life oraz Shrek’s Adventure. Pakiet wszystkich pięciu atrakcji to wydatek 63 funtów. Oczywiście sami możemy zadecydować, ile miejsc odwiedzamy, i które konkretnie. Więcej informacji znajdziecie na stronach internetowych poszczególnych miejsc. Poniżej krótka rozpiska najważniejszych atrakcji w kolejności od najciekawszej (moim zdaniem).

Picadilly Circus
W ścisłym centrum turystów jest zawsze bardzo dużo. Tutaj Picadilly Circus.

1. London Dungeon

Fantastyczne miejsce! Ulokowany tuż przy London Eye, London Dungeon to trochę muzeum, trochę park rozrywki, trochę teatr. Reklamują się jako najstraszniejsze miejsce w Londynie, ale bez przesady. Może, co najwyżej trzy albo cztery razy byłem zaskoczony tym co się wydarzyło, ale na pewno nie byłem przerażony. Musicie przygotować się na częste przebywanie w całkowitej ciemności i różne „niespodziewajki”. No i koniecznie trzeba znać angielski! Znajomość historii Anglii, Londynu, brytyjskiej literatury i kultury będzie dodatkowym, olbrzymim atutem, dzięki któremu zrozumiecie wiele aluzji i żarcików i na pewno będziecie doskonale się bawić. Po London Dungeon poruszamy się w dość dużej grupie. Przechodzimy pomiędzy pokojami, w których witają nas fantastyczni aktorzy. Ich zadaniem będzie trochę nas nastraszyć, ale przede wszystkim opowiedzieć (z dużą dawką humoru) jakąś historię. Poruszane tematy to np. spisek prochowy Guya Fawkesa, postać Sweeneya Todda, wielki pożar Londynu, czarna śmierć, postać Kuby Rozpruwacza, czy coś co na mnie zrobiło wielkie wrażenie zanim ogarnąłem jak działa (chociaż wtedy prostota i genialność rozwiązania sprawiły, że wrażenie tylko wzrosło), czyli labirynt wąskich uliczek Londynu. Wstęp kosztuje 30 funtów, chyba, że kupimy przez Internet i w godzinach mocno porannych, wtedy możemy zaoszczędzić 10 funtów, albo w pakiecie z innymi atrakcjami, tak jak wspominałem powyżej. Całość trwa dobre 90 minut i nie da się tego załatwić w szybszym czasie, bo drzwi do kolejnych pokoi otwierają się dopiero, gdy przedstawienie w aktualnym się skończy. Absolutnie polecam! Tutaj naprawdę nie warto żałować hajsu! W środku absolutnie nie można robić zdjęć pod groźbą przerwania wycieczki i wyrzucenia z budynku, a ponieważ wszystko jest pokryte dokładną siecią kamer, to poniżej macie zdjęcie tylko z zewnątrz :).

London Dungeon

2. Puby

Długo się zastanawiałem, co powinno wylądować na drugim miejscu. Później jednak stwierdziłem, że to właśnie w pubach spędziłem mnóstwo czasu, więc najwyraźniej mi się podobało. Angielskie puby są specyficzne, ZAWSZE pełne ludzi, drogie (piwo to średnio 5 funtów), ale mają niesamowity klimat. Typowy angielski pub to miejsce, gdzie się głównie stoi, miejsc do siedzenia jest mało, albo nie ma wcale. Co ciekawe, z piwem w ręku można stać też na chodniku przed pubem. Są tam zawsze specjalne, nazwijmy to z braku lepszego słowa, parapety, na których można postawić piwo albo ewentualnie się oprzeć. Widok popołudniowego Londynu będzie mi się kojarzył właśnie z tłumami ludzi stojącymi dookoła pubów. Co bardzo ważne, nie należy obawiać się zamawiania jedzenia w pubach! Zawsze jest ono wystarczająco dobrej jakości, na pewno o niebo lepszej, niż w typowym pubie w Polsce. Osobiście polecam pub Lamb & Flag – bardzo malutki, niesamowicie klimatyczny, jak ludzie wyjdą z pracy, życzę powodzenia z dopchaniem się do lady, oraz Shakespeare’s Head – ciut tańszy (piwo + taki sobie burger = 8 funtów), duży, ze sporą ilością miejsc siedzących, po południu jest nawet szansa dorwania własnego miejsca pod pupę (mi się udawało średnio co drugi raz, bez czekania dłuższego niż kilka minut).

Pub

3. St. Paul’s Cathedral

Kościołów, katedr i innych takich w swoim życiu widziałem już mnóstwo, ale mało z nich było taki pięknych jak Katedra św. Pawła. Wylądowała ona na trzecim miejscu, głównie dlatego, że wielkich oczekiwań względem niej nie miałem, a zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Przepiękne dzieło sztuki. Wstęp kosztuje 20 funtów, ale ile można tego hajsu przepierdzielać?! Katedra to przecież miejsce modlitwy i w przeciwieństwie do większości kościołów w Holandii, tutaj nadal świątynie nie wychodzą ze swej roli. Zatem, żeby zwiedzić za darmo, wystarczy przyjść w trakcie lub tuż przed mszą. Wtedy zostaniemy wpuszczeni za darmo, ale tylko do przedsionka. Żeby podejść aż pod ołtarz musimy zadeklarować chęć udziału w nabożeństwie. Warto nacieszyć oczy niekoniecznie robiąc z siebie cebulaka i wychodząc po kilku minutach, w końcu msza w takim miejscu to też świetne doświadczenie! Tylko, że wtedy raczej sobie nie pochodzimy po wszystkim zakamarkach a i zdjęć robić, delikatnie mówiąc, nie wypada (dlatego też ze środka nie mam żadnego).

St Paul's Cathedral

4. Westminster Abbey

Jestem głęboko poirytowany, bo ja za bilet zapłaciłem 27 funtów (bo online, normalnie w okienku byłoby 30), a teraz widzę, że w momencie pisania tych słów można przez neta dorwać bilety za 20 funtów. Ech. Trudno. Polecam to miejsce odwiedzać poza weekendem albo wcześnie rano. Widziałem jak wyglądała kolejka w sobotę koło godz. 13 i szczerze nie wiem, czy ci co byli na jej końcu dali radę się tego dnia dostać do środka. Od XI wieku jest to miejsce koronowania kolejnych królów Anglii. Opactwo jest spore, jego przejście zajmie mocno ponad godzinę. Przy wejściu dostajemy słuchawki i swego rodzaju palmtop, który przeprowadzi nas przez najciekawsze miejsca. Można powiedzieć, że całe opactwo to jeden wielki cmentarz. Będziemy spacerowali po lub pomiędzy grobami i grobowcami najznamienitszych postaci w historii Anglii, od królów, przez poetów i pisarzy (np. Charlesa Dickensa), aż po naukowców (np. Isaaca Newtona, czy Stephena Hawkinga). Oprócz tego mamy krzesło koronacyjne, jakieś kapliczki itd. Opactwo robi wrażenie. Irytuje tylko bezwzględny zakaz robienia zdjęć. Respektowany w oka mgnieniu. Spróbujcie wyciągnąć telefon z kieszeni to na bank zaraz obok się zmaterializuje ktoś, kto Wam pogrozi, że za robienie zdjęć dostaniecie kopa w tyłek. Kurde no, tyle kasy płace i jeszcze mam nie mieć z tego żadnej pamiątki?!

Westminster Abbey
Budynek jest tak wielki, że nie sposób objąć go na zdjęciu.

5. Muzeum Madame Tussauds

Muzeum figur woskowych. Fantastycznych figur! Przy niektórych da się zauważyć, że to tylko figury, a nie ludzie (np. moim zdaniem Emma Watson mogłaby być zrobiona lepiej), ale sam miałem sytuację, że wydawało mi się, że babka stanęła mi w kadrze i, że robi zdjęcie jednej z figur. Cierpliwie czekałem, aż mi się usunie, żeby się ustawić do jak najlepszego ujęcia. Dopiero po kilku sekundach się skapnąłem, że ona się nie rusza. Podszedłem bliżej, ale dopóki nie dotknąłem policzka, to na 100% nie byłem pewny, czy to rzeźba, czy człowiek (tak mam, Tomasz na imię ;/). Eksponatów jest mnóstwo, od gwiazd filmowych (Angelina Jolie jest w rzeczywistości bardzo drobniutka!), poprzez gwiazdy sportu, muzyki (Britney Spears miała jakby przesadzone piersi, chyba, że sobie jakąś operację zrobiła, o której nie wiem), polityki (Trump był chyba lekko skarykaturyzowany :)), różne postacie historyczne, aż do członków rodziny królewskiej (wszyscy, oprócz Królowej, są wyżsi ode mnie :/). Bardzo fajne miejsce, choć może się wydawać, że co może być ciekawego w oglądaniu figur z wosku? Przeleciały mi tam 2,5 godziny. Wstęp kosztuje 30 funtów. Wadą jest to, że jest mnóstwo, naprawdę mnóstwo ludzi i jak się chce zrobić zdjęcie jakiejś postaci to trzeba się cierpliwie naczekać zanim się odda „czysty strzał”. A no i ludzie są generalnie głupi. Niektórzy, jak widzą jakąś swoją ulubioną gwiazdą to całują jej figury albo robią sobie z nimi jakieś dziwne pozy… Nie dziwie się, że sławni i bogaci wszędzie chodzą z tabunem ochroniarzy.

Madame Tussauds

6. King’ Cross

Uwielbiam Harry’ego Pottera. Uwielbiam! Odwiedziny na King’s Cross, gdzie znajduje się peron 9 i 3/4 oraz sklep z gadżetami z książek J.K.Rowling to jak wizyta świętego Mikołaja z grupą młodych, długonogich Śnieżynek (najlepiej bez samego Mikołaja). Fantastyczne miejsce! Na peronie można sobie zrobić zdjęcie z wózkiem wbijającym się w ścianę, ale za jego wykonanie odpowiada specjalny fotograf, któremu pewnie się płaci. No i kolejka też jest spora. Zrezygnowałem. Wspomniany sklep dla fana Pottera to jak działka najlepszej heroiny dla narkomana. Czego tam nie ma?! Wszystko jest! Nawet gadżety, które pozwolą Wam stać się prawdziwymi czarodziejami! Sam widziałem jak koleś puszczał w powietrze Złoty Znicz, który nie był połączony z żadnym mechanizmem, żadnym sznurkiem, niczym, a i tak koleś nim sterował (niby gestykulował rękami, ale potem zdradził, że za uchem ma jakiś nadajnik, że jak przekręca głowę w prawo, to Znicz leci w prawo, jak w lewo, to w lewo). Różczki, swetry Rona w różnych rozmiarach, szaliki poszczególnych domów, figurki stworków, o matko i córko, a ile to kosztuje! Dla mnie prawdziwy Disneyland Londynu, ale właśnie ze względu na to, że nie kupiłem nic (naprawdę, ceny są mocno za wysokie) to mój żal (który wciąż jest duży) nie pozwolił mi przesunąć King’s Cross wyżej w rankingu. Nie bierzcie tam dzieci! Sprzedadzą Was i jeszcze wezmą na Was kredyt!

Peron 9 i 3/4

7. Budka telefoniczna

Ło matko, jak to głupio brzmi. Nie będę ukrywał, że słynne czerwone budki naprawdę tworzą klimat tego miasta. W ścisłym centrum, tam gdzie jest pełno turystów, budki są na każdym rogu (na niektórych rogach nawet po kilka budek). Zrobić sobie zdjęcie w takiej budce to obowiązek. Niektóre z nich nadal działają! No i są za darmo 🙂

Budka telefoniczna

8. Tower Bridge

W ogóle mosty w Londynie mają swój urok. Tower Bridge jest bardzo fotogeniczny. Polecam się przespacerować, a nuż się trafi, że będą go podnosić (raz na jakiś czas jest to konieczne, żeby przepuścić jakiś statek). Po fakcie dowiedziałem się, że podobno można wejść na jedną z wież, by podziwiać miasto. Ile to kosztuje, czy warto i czy faktycznie można, nie sprawdzałem.

Tower Bridge

9. London Eye

Powoli przechodzimy do atrakcji, które przy ograniczonym budżecie możemy sobie popodziwiać z zewnątrz, niekoniecznie zaglądając do środka. London Eye jest najlepszym przykładem. Bardzo ładnie wychodzi na zdjęciach, jest widoczny z zadziwiająco wielu miejsc, jest na pewno bardzo urokliwy, ale matko jedyna, 30 funtów za przejażdżkę?! To chyba najgorzej wydane przeze mnie pieniądze. Polazłem tam nocą (no ok, późnym wieczorem) nastawiony na to, że zrobię piękne zdjęcia oświetlonego Londynu i co? Okazuje się, że Londyn ma raczej niską zabudowę, nie jest jakoś mocno aglomeracyjnie oświetlony, Pałac Westminsterski widać słabo, a same gondole szyby mają albo brudne, albo zaparowane, albo w ogóle jakoś średnio przezroczyste. Niby fajnie, ale jednak nie. Przejażdżka trwa dość długo, to trzeba przyznać, koło kręci się bardzo powoli i spokojnie 20 minut możemy liczyć, że nam zejdzie. Gdyby bilet był tańszy o połowę, to może bym polecał, ale 30 funtów?! Chyba kogoś porąbało. W pakiecie kilku atrakcji, powiedzmy, że się opłaca.

London Eye

10. Tower of London

Kolejna z atrakcji, które można sobie odpuścić. Potężna twierdza – więzienie. Odwiedzając Tower pospacerujemy po pokojach, w których więzieni byli różni, mniej lub bardziej znani, „przestępcy”, obejrzymy różne wystawy, w tym np. kolekcję królewskiej biżuterii i inne bogactwa. Na mnie chyba największe wrażenie zrobiły wyżłobione w ścianach podpisy i obrazki, których twórcami byli ówcześni więźniowie. Kolejne miejsce, gdzie nie można robić zdjęć i jest to respektowane z całą surowością. Nie powiem, żebym kategorycznie odradzał, ale radość jaką daje odwiedzenie Tower wyceniłbym na mniej niż 27,5 funta, jakie przyjdzie zapłacić za wstęp.

Tower of London

11. Buckingham Palace

O, ktoś się zaraz pewnie oburzy, że jak to tak nisko w rankingu. Już tłumaczę. Pałac Buckingham jest domem obecnej Królowej. Jej obecność w pałacu sygnalizuje wywieszona na dachu flaga. Z oczywistych względów pałacu nie można zwiedzać… A figa! Bo można! Ale tylko w określonym czasie (najczęściej konkretne 2 – 3 tygodnie latem), gdy rodzina królewska wyjeżdża na wakacje. Wtedy właśnie niektóre części pałacu są udostępnione, żeby poddani mogli zobaczyć, jak to jest być na szczycie łańcucha pokarmowego. Chociaż z drugiej strony, okazuje się, że Królowa wcale tak łatwego życia nie ma. Prawie wszystkie jej (i jej rodziny) hobby, zachcianki itp. reguluje rząd, który dba o to, żeby żaden członek rodziny zbytnio nie narażał swojego życia i zdrowia oraz by przestrzegać tradycji i dobrze wyglądać marketingowo. Także w praktyce Królowa niewiele może i jak rząd się nie zgodzi to sorry. Wróćmy jednak do turystyki. Oprócz wspomnianego okresu, gdy można pałac zwiedzać, to największą atrakcją jest uroczysta zmiana warty. Nie odbywa się ona codziennie. Prawie zawsze można zakładać, że w niedzielę o 11 się trafi, ale lepiej sprawdzić aktualną rozpiskę tutaj. Warto przyjść dużo wcześniej, bo tłumy są straszne. Ja byłem dobrą godzinę przed, a i tak musiałem się już bić o jak najlepsze miejsce. Jeżeli macie jakiś większy plecak, albo walizkę, ochrona Was wyhaczy i każe iść do domu (albo do jakiegoś miejsca, gdzie można swój staff zostawić). Uroczysta zmiana warty to orkiestra, ludzie na koniach, podniosły nastrój itd. Tylko, że gówno się z tego widzi. Ja stałem prawie przy samej bramie, myślałem, że mam dobre miejsce. Widziałem nic. Naprawdę nie wiem, gdzie trzeba stanąć (chyba przy samym płocie), żeby cokolwiek widzieć. Zmiana warty trwa ponad godzinę. Raz na jakiś czas słychać, że orkiestra coś gra, ktoś przed nosem przejdzie i tyle. Niby warto doświadczyć, ale nie nastawiajcie się na świetne widowisko.

Pałac Buckingham
Pałac w normalny dzień, późnym popołudniem.

12. Westminster Palace

Charakterystyczny budynek nad samiutką Tamizą, to miejsce urzędowania brytyjskiego parlamentu. Z zewnątrz wychodzi bardzo ładnie na zdjęciach, ale tylko od strony Tamizy :). Swoją drogą Most Westminsterski to chyba najbardziej zatłoczony most w Londynie. Ilość turystów jest ogromna. Jest tam też dużo (bardzo dużo) różnych Bułgarów, czy innych Rosjan grających z ludźmi w 3 karty (w wersji z piłeczką). Jak się tam postoi dłużej to człowiek zauważy, że zaskakująco często wygrywają ludzie ze wschodnim akcentem, a pozostali mają mocno kulawe szczęście 🙂 Dobra, wracamy. Pałac Westminsterski można zwiedzać, ale tylko w ściśle określonych (różnych) dniach. Odsyłam na stronę, gdzie jest dokładny rozkład jazdy. Ja niestety miałem pecha, bo trafiłem na okres kłótni o Brexit i przez prawie trzy tygodnie jakie spędziłem w Londynie, pałac można było zwiedzać tylko w jednym dniu. Poszedłem tam o godz. 12 i mi powiedzieli, że wszystkie bilety już poszły. Więc nie wiem, czy polecać 🙂

Pałac Westminsterski

13. Big Ben

Ciężko mi polecać coś, co jest w remoncie i tego nie widać 🙂 Poza remontem podobno można wejść na szczyt wieży. Trzeba się uzbroić w cierpliwość, ponoć prace mają się skończyć w 2021 roku.

Big Ben
No to Pałac Westminsterski z drugiej strony. Big Ben jak widać w rusztowaniach.

14. Trafalgar Square

Bardzo duży plac pełen lokalnych artystów, na którego środku stoi potężna kolumna Nelsona. Miejsce fajne, żeby zaznać trochę street artu i undergroundowej kultury. Zawsze pełno ludzi, ale oprócz posiedzenia i wrzucenia paru pensów jakiemuś grajkowi, zbyt wiele do roboty tu nie ma. W sumie mógłbym do jednego worka jeszcze wrzucić Picadilly Circus, ale tam to jednak dużo mniej się dzieje.

Trafalgar Square

15. Westminster Cathedral

Bardzo często mylona z Opactwem Westminsterskim (mi też się to przytrafiło). Największa i najważniejsza świątynia katolicka w Anglii. Wstęp za darmo, ale w środku niczym nadzwyczajnym się nie wyróżnia.

Westminster Cathedral

16. Downing Street 10

Bardziej jako miejsce symbol. Nie ma szans, żebyście się tam dostali 🙂 Dostępu broni potężna brama i mały oddział policji, ale przez kraty można dostrzec słynne drzwi i poczekać, aż premier (nie wiem, czy w momencie publikacji tego postu będzie nim jeszcze Theresa May :D) się wyłoni. Też sporo ciekawskich turystów, czasem jakieś strajki antybrexitowców albo muzułmanów (nie pojąłem, jakie były ich postulaty), ale poza tym do odhaczenia i pójścia sobie gdzieś indziej.

Downing Street 10
Mniej więcej tyle zobaczycie.

17. Muzeum Sherlocka Holmes’a

Trochę mam wyrzuty sumienia, że stawiam to muzeum tak nisko. Ma ono dwie zalety – bardzo fajny, klimatyczny wystrój i prześliczną panią przewodnik. Całość to są trzy piętra w kamienicy, niby mieszkanie samego Sherlocka Holmesa. Na każdym piętrze jest jeden albo dwa pokoje do zwiedzania. Obejrzenie wszystkiego zajmuje 20 minut maks, a wstęp kosztuje 15 funtów. No jakoś się to nie kalkuluje. Ale najbardziej wkurzyło mnie to, że wszystko zrobione jest tak, jakby Sherlock był postacią prawdziwą. Nawet koleś, który nas oprowadzał, mówił „o to jest fajka, którą Sherlock palił, o to jest biurko na którym pisał, a tu widzicie zwęglone papiery z tej i tej sprawy, którą Sherlock rozwiązał, o a tutaj prawdziwy strój żony Sherlocka”. Wyszedłem stamtąd tak otumaniony, że szybko musiałem sprawdzić, czy ja mam dałna, czy może w tym muzeum robili ze mnie idiotę. Pozwolę sobie zacytować wikipedię „Sherlock Holmes – postać fikcyjna, bohater powieści i opowiadań kryminalnych sir Arthura Conana Doyle’a.” No kaman!

Muzeum Sherlocka Holmesa

18. Greenwich Observatory

Obserwatorium znajduje się w rozległym parku, który idealnie nadaje się na spacery i, z którego jest ładny widok na całe miasto. Budynków podchodzących pod „Obserwatorium” jest kilka. Niektóre z nich są dostępne za darmo, ale nie oferują absolutnie nic interesującego. Za wejście do głównego budynku trzeba zapłacić 15 funtów. Nie skorzystałem i chyba dobrze zrobiłem, bo słyszałem narzekanie ludzi, którzy stamtąd wychodzili, że taki pieniądz za możliwość zrobienia sobie zdjęcia na słynnej linii oddzielającej wschód od zachodu, to jednak gruba (a raczej droga) przesada. Tym bardziej, że zdjęcie z linią można sobie zrobić za darmo, dokładnie pod miejscem, gdzie fotki pstrykają ci bogacze, co to śpią na pieniądzach i nie żal im wyrzucać funtów w błoto. Owszem, to nie to samo, widoku nie ma itd, ale kurde, serio 15 funtów praktycznie za nic? Raczej wątpię, żeby w budynku były jakieś nadzwyczajne atrakcje, które uzasadniałyby wydanie około 75 złotych. Nie polecam, chyba, że na spacer.

Greenwich Observatory
Tam, za bramą, jest ta słynna linia za 15 funtów. Z prawej strony zdjęcia, nieco w dole jest przejście do darmowej linii.

19. Autobus

Z powodów opisanych na samym początku, nie uważam „piętrusa” za wielką atrakcję. Przejażdżkę można sobie całkowicie odpuścić, bo ani to wielka przyjemność, ani wydajność przemieszczania się raczej nie zachwyca. Z drugiej strony, jest to tak charakterystyczny symbol Londynu, który w dodatku w porównaniu do innych atrakcji nie kosztuje fortuny, że czemu nie? 

Autobus

20. Harrods

To nic innego jak wielkie centrum handlowe z luksusowymi zegarkami, najznamienitszymi perfumami i ciuchami od najsłynniejszych projektantów. Nie uświadczycie tu H&M, Croppa, czy Reserved. Zamiast tego królują Dolce & Gabbana, Gucci i inne Versace. Nie jest to typowa galeria handlowa z korytarzami i sklepami. Raczej jedna wielka hala. Wychodząc z sklepu jednego projektanta automatycznie lądujemy w sklepie innego. Wszystko błyszczy lśni, ale, co po całym dniu łażenia po Londynie szczególnie mnie bolało, nie ma gdzie usiąść. Polecam jako ciekawostkę, chociaż wątpię, czy ktokolwiek cokolwiek tutaj kupi. Buty za 5000 zł, koszula za 2500 zł, sukienka za 14000 zł, takie są tutaj ceny. Muszę zacząć namawiać ludzi do wyłączania AdBlocka i klikania w reklamy.

Harrods

21. Covent Garden

Bardzo popularna wśród turystów dzielnica, której najważniejszym punktem jest plac, na którym wystawiają się uliczni artyści, magicy i samozwańczy piosenkarze. Ponadto dużo tam stoisk z wyrobami lokalnych rzemieślników, których przydatność użytkową określiłbym w większości jako zerową, przy cenach absolutnie niezerowych. Przez Covent Garden przechodziłem każdego dnia w drodze do pracy i naprawdę ciężko mi pojąć fenomen tego miejsca. Nie wiem, co przyciąga turystów. Możliwe, że jest tam coś fajnego, czego zwyczajnie nie odkryłem. Jedyne co mnie zainteresowało to pewien magik, który próbował wykonać dość ciekawą w założeniu sztuczkę, ale któremu brakło umiejętności i zwyczajnie coraz bardziej się irytował swoją niemocą. 

Covent Garden

22. Pałac Kensington

Kiedyś miejsce w którym mieszkała księżna Diana z księciem Karolem, dziś oficjalna rezydencja księcia Williama, księżnej Kate i ich rozkosznych dzieciaczków też, ofkors. Nie wiem, na ile oficjalna rezydencja jest faktycznym miejscem przebywania członków rodziny królewskiej, ale jeżeli faktycznie tam mieszkają, to kompletnie nie da się tego odczuć. Miejsce jest nudne jak cholera. Najciekawsza była chyba suknia Diany, którą księżna nosiła kiedyśtam gdzieśtam. E szkoda klepać w klawiaturę. 19,5 funta wstęp za ok. 20 minut zwiedzania wolnym krokiem. Zdjęć robić nie wolno. Totalnie do olania.

Pałac Kensington

* Shakespeare’s Globe

Tu przyznaję, że nie byłem. Podaję jako ciekawostkę, dla osób, które wieczorami mają trochę więcej czasu. Jest to zwyczajny teatr w stylu z XVI w. Nie wiem, czy można zwiedzać ot tak. Na pewno codziennie wystawiane są tutaj różne sztuki angielskiego mistrza. Słyszałem wiele bardzo dobrych opinii o tym miejscu, wiec tak jak wspomniałem wcześniej, można się zainteresować.

Shakespeare's Globe

Londyn za darmo

Jak widać było powyżej można stracić mały majątek łażąc po Londynie. Na szczęście wiele miejsc jest dostępnych za darmo. Są to głównie muzea, więc niekoniecznie jest to coś, czym nasze dzieci będą szczególnie zainteresowane, no ale cóż. Zaskoczeniem może być na pewno monumentalność samych budynków. Najczęściej wyglądają jak jakieś stare zamki, albo potężne pałace. Architektura muzeów robi bardzo duże wrażenie. Dużo propozycji darmowego zwiedzania można znaleźć tutaj. Warto też zainteresować się Free Tours by Foot. Można z przewodnikiem w niewielkiej grupie pozwiedzać konkretną część Londynu całkowicie za darmo. Fajna inicjatywa, można się sporo dowiedzieć. Poniżej trzy darmowe miejsca, które odwiedziłem.

1. Natural History Museum

Olbrzymie muzeum, w którym dowiemy się jak działa człowiek, kiedy wyginęły dinozaury, jaka jest temperatura na Neptunie itd. itp. Jedno z ulubionych miejsc Londyńczyków, by zabrać swoje pociechy, czegoś je nauczyć i mieć trochę spokoju. Mi przypominało nasze rodzime Centrum Kopernik. Z tym, że Natural History jest znacznie większe i znacznie mniej nowoczesne. Serio, Centrum Kopernik wypada znacznie lepiej jeśli chodzi o tłumaczenie różnych zasad fizyki, biologii czy astronomii. Tutaj wiele eksponatów jest tylko do pooglądania, poczytania, a interakcji jest zazwyczaj mało, albo polega ona najczęściej na odsłaniania jakiś kolejnych bloczków, z których można wyczytać jakąś ciekawą informację. Ja byłem mocno rozczarowany, ale wynikało to chyba głównie z tego, że byłem wcześniej w Koperniku. Teoretycznie Natural History Museum było miejscem, w którym rozgrywała się akcja filmu „Noc w muzeum”. W praktyce film był kręcony w USA i Kanadzie 🙂 Większości (prawie wszystkich) eksponatów, które kojarzycie z filmu, i które wydawały Wam się zajebiaszcze, tutaj nie dostrzeżecie.

Natural History Museum

2. British Museum

Kolejne olbrzymie muzeum, które przeniesie nas do Mezopotamii, starożytnej Grecji, Egiptu i cholera jeszcze wie gdzie (cholera pewnie wie, ja już nie pamiętam). Fajne miejsce, ale bądźmy szczerzy to tylko muzeum. Ja nie przepadam za łażeniem pomiędzy eksponatami, z których większość totalnie nic mi nie mówi. Najciekawszym obiektem, jest słynny Kamień z Rosetty, dzięki któremu udało się rozszyfrować hieroglify.

British Museum

3. National Gallery

Położone na Trafalgar Square jest bardzo fotogeniczne. Ponownie, olbrzymi budynek, którego przejście, przy zatrzymywaniu się przy każdym obrazie, może zająć cały dzień. No właśnie, w środku praktycznie tylko obrazy, z których ja kojarzyłem tylko „Słoneczniki” van Gogha. Możecie mnie nazwać ignorantem, ale obrazy, sztuka i muzea w ogóle interesują mnie nie bardzo. Jeżeli ktoś jest pasjonatem sztuki, to będzie się tutaj bawił doskonale.

National Gallery

Trochę poza Londynem

Cała Anglia jest znacznie bardziej ciekawa niż nam się może wydawać. Warto wynająć auto i trochę pozwiedzać. Poniżej dwie propozycje, które głupio byłoby pominąć w trakcie wycieczki do Anglii, szczególnie, że nie leżą aż tak daleko od stolicy.

1. Zamek w Windsorze

Potężna rezydencja, która od początku XII w. jest co jakiś czas rozbudowywana, i która ciągle pełni funkcję oficjalnej siedziby członków rodziny królewskiej. Z informacji jakie uzyskałem wynika, że zamek jest w zasadzie samowystarczalnym miastem, w którym mieszka nawet kilkaset osób! Obecnie podobno jest to dom księcia Harry’ego, chociaż nigdzie nie znalazłem oficjalnego potwierdzenia tej informacji. Wstęp kosztuje 22,5 funta. Moim zdaniem warto, chociaż, jak wszędzie, nie wolno cykać fotek. Naprawdę zakaz robienia zdjęć w wielu miejscach jest do bólu irytujący. Zwiedzenie całego zamku zajmie nam 1,5 godziny. Pospacerujemy po komnatach, w których urzędowali najróżniejsi królowie i królowe i poczujemy trochę jak piekielnie bogata jest monarchia brytyjska. 

Windsor Castle

2. Stonehenge

Można to miejsce podsumować jednym określeniem – kamieni kupa 🙂 Tu już trzeba troszkę od Londynu odjechać, no ale przecież jest to tak słynne miejsce! Tylko, że za bardzo nie ma co tutaj robić. Wstęp kosztuje 19,5 funta. Możemy obejść sobie kamienie dookoła po wyznaczonej ścieżce i tyle. Ponownie cena mocno za wysoka w stosunku do „funu” ze zwiedzania. 

Stonehenge

Co zjeść w Londynie

 Anglia to nie jest raj dla podniebienia, taką opinię usłyszycie wszędzie i ja się z nią zgadzam 🙂 Zacznijmy od śniadania. Typowe angielskie śniadanie to jajecznica, bekon, fasola, tosty i takie małe, śmieszne kiełbaski. Jest to bardzo syte i, w gruncie rzeczy, dobre. Takie śniadanie miałem codziennie w hotelu. Codziennie. To samo. Uwierzcie mi, że po tygodniu błagałem o cokolwiek innego. Wydaje mi się, że kebaba mógłbym jeść dzień w dzień i byłbym zachwycony. Angielskie śniadanie są nudzi, a wręcz brzydzi po kilku dniach. 

english breakfast

Wielkim hitem są tzw. fish and chips, czyli ryba z frytkami, najlepiej dorsz. Jest to typowy angielski posiłek. Knajpek z tym wspaniałym daniem jest mnóstwo, na każdym rogu. Nie ma tutaj w ogóle złośliwości. Ja ryb nie lubię i do fish and chips podchodziłem na zasadzie „spróbuję, no bo trzeba, i więcej nie będę się męczył”, ale to jest naprawdę dobre! Największy plus jest taki, że ryba nie smakuje jak ryba (:D), wyciska się na nią cytrynę, dodaje trochę specyficznego sosu i jej pyszne! Niestety, koszt to ok. 12 funtów. Chyba, że w jakiejś wątpliwej sanitarnie żarłodajni weźmiemy na wynos, wtedy możemy zejść z ceną do 7 funtów. Polecam!

fish and chips

Drugim daniem, a raczej przekąską, jest steak and kidney pie. Jak nazwa wskazuje, jest to takie ciastko, w którym zapieka się kawałki wołowiny i nerek. Średnio dobre. Będąc w temacie ciastek przechodzimy płynnie do słodyczy. Typowo angielskie są apple pie oraz puddingi. Te pierwsze wyglądają z zewnątrz, jak steak and kidney pie, tylko, że nadziewane są jabłkami. Całkiem smaczne, ale nie mam tak, że będę jakoś tęsknił za tym smakiem. Puddingi z kolei są czymś zupełnie innym niż myślałem. Spodziewałem się czegoś na wzór budyniu, a okazuje się, że prawdziwy pudding to taka trochę gąbka podawana najczęściej na ciepło. Konsystencja tego jest dziwna, smak też ciężko mi porównać do czegokolwiek innego. Warto wziąć pudding z lodami, które doskonale uzupełniają się smakowo. Wszystkie trzy wspomniane przekąski kosztują 3-5 funtów za sztukę.

Pudding steak and kidney pie
Po lewej pudding, po prawej steak and kidney pie.

Przejdźmy do napojów, a w zasadzie alkoholi. W pubach dominują piwa i cydry. Szczególnie tych drugich warto spróbować, są bardzo dobre. Z piw, przepyszny jest Guinness, który naprawdę smakuje inaczej niż w Polsce, ale jest to trunek irlandzki. To jest zabawne, okazało się, że nie piłem żadnego angielskiego piwa. Za każdym razem nieświadomie trafiałem na coś importowanego. Trudno. Koszt piwa w pubie to zawsze 5 funtów +- 50 pensów. Wódki Anglicy nie piją wcale, a jak już to tylko jeden kieliszek z Polakiem, żeby pokazać, że oni też potrafią, po czym wracają do piwa 🙂 Do browara wiadomo najlepiej smakują chipsy i pod tym względem Anglia też się pozytywnie wyróżnia. Polecam poszukać własnej marki i smaku, mi najbardziej smakowały Tyrell’s.

Guinness

Inne atrakcje

W zasadzie chciałem na zakończenie poruszyć trzy kwestie. Po pierwsze Wielka Brytania to raj dla ludzi lubiących czytać gazety. Większość tutejszych „newspaperów” to tytuły doskonale znane na całym świecie. Wybór jest olbrzymi. Z prawicowych dominują „The Times” (przyzwoity), „The Daily Telegraph” (moim zdaniem bardzo słaby i populistyczny), „The Sun”, „The Sunday Telegraph”. Po lewej stronie mamy „The Guardian”, „The Mirror”, „Sunday Mirror”. Centrowy jest „The Independent”. Za to najbardziej obiektywny moim zdaniem „The Financial Times”.

Londyn jest też miastem, w którym wbrew pozorom dość dużo jest różnych parków, szczególnie w okolicy królewskich włości. Parki takie są zawsze zadbane i często bardzo rozległe. Sporą atrakcją wszelkich zielonych terenów są wiewiórki, ale nie rude, jak w Polsce, tylko szare. Nie wykazują one strachu przed ludźmi. Przy odrobinie cierpliwości, możemy sprawić, że będą jadły nam z ręki. Ocenę, czy karmienie dzikich zwierząt jest dobra praktyką, pozostawiam Wam.

Wiewiórka szara

Anglia to też raj dla gadżeciarzy. Każde muzeum, czy inna atrakcja oferuje swój własny sklepik, w którym można nabyć fantastyczne, wysokiej jakości gadżety. Zazwyczaj takie miejsca omijam szerokim łukiem, ale tutaj często przystawałem i traciłem długie minuty zastanawiając się, czy jednak czegoś nie kupić. Są to rzeczy unikalne np. genialne, „straszne” kielichy w London Dungeon, których nie kupimy pewnie nigdzie indziej, wykonane tak, że nie tylko świetnie wyglądają, ale też często mają zastosowanie praktyczne. Jeszcze nigdy nie miałem tak wielu dylematów przy zakupie pamiątek. Na całe szczęście ceny są wysokie i, gdy emocje trochę opadną, a do świadomości zacznie przebijać się mały sknerus, wtedy trzeba pójść za głosem portfela, szybko oderwać wzrok i wyjść. Zakupoholicy, gadżeciarze i fani pamiątek będą mieli przerąbane.

Harry Potter

Jeżeli trafiłeś/trafiłaś tutaj, ponieważ myślisz o przeprowadzce do Londynu i zastanawiasz się jak się żyje w Anglii, to podpowiadam, że blogów Polaków żyjących na co dzień na Wyspach i opisujących plusy i minusy jest sporo. Można na przykład zajrzeć tutaj. Nie ze wszystkim bym się zgodził, ale ja w Londynie spędziłem ledwie trzy tygodnie, a właściciel wspomnianej strony parę lat 🙂 Poniżej zdjęcie autora niniejszego bloga w towarzystwie rodziny królewskiej. Nie związane z niczym.

Rodzina królewska

Jeden komentarz

  1. Pingback: Praga na weekend - Dżuma z plecakiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *