Szybka przejażdżka po Szkocji

W ostatnich latach zrobił się szał na Islandię, ludzie jeżdżą do Grecji, Włoch, ci odważniejsi wybierają półwysep Indochiński albo Amerykę Południową. O Szkocji, w kontekście swoich planów urlopowych, nikt nie wspomina. Jedyne, czym Szkocja może zniechęcać to kapryśna pogoda. Mamy tu piękne widoczki, łatwe szlaki górskie „dla każdego” i ciekawą infrastrukturę dla szukających wrażeń podróżników.

Logistyka

Wizz Air lata do Aberdeen i Glasgow. Z kolei Ryanair, oprócz wspomnianego Glasgow, oferuje jeszcze loty do Edynburga. Zależnie od przewoźnika i celu podróży możemy polecieć z Gdańska, Katowic, Bydgoszczy, Krakowa, Modlina, Wrocławia, Rzeszowa, Poznania lub Szczecina. Jak widać wybór jest dość szeroki. Nie wszystkie połączenia są jednak korzystne. W praktyce może się okazać, że lepiej polecieć do Londynu (tam to chyba można się dostać codziennie z każdego lotniska w Polsce) za często bardzo niewielkie pieniądze. Plus jest taki, że przy okazji można sobie Londyn pozwiedzać. Z Londynu do Glasgow, czy Edynburga można się dostać bez żadnych problemów. Jednym rozwiązaniem jest pociąg. Bardzo częste połączenia oferuje London North Eastern Railway. W ciągu 4-5 godzin można się znaleźć w Ednyburgu. Niestety, koszt to grubo ponad 100 funtów. Tańczą opcją są autobusy. Pójdźmy od razu do najtańszej możliwości, czyli konkretnie autobusów megabus. Połączenie Londyn – Edynburg jest nocne, można więc się przespać. Można. Łatwe to jednak nie będzie. Autobusy nie mają zasłon w oknach (sic!), siedzenia są niby wyprofilowane, ale w praktyce jakakolwiek próba ułożenia się kończy się tym, że coś nas gdzieś uwiera, miejsca na nogi jest mało, generalnie straszliwie niewygodnie. Wielka Brytania w temacie autobusów dalekobieżnych jest daleko w tyle za Argentyną. No, ale koszt megabusa to niecałe 20 funtów. W sytuacji, gdy liczy się każda złotówka, może się okazać, że najtaniej wyjdzie właśnie lot do Londynu i przesiadka w autobus.

Szkocja

Nie bez powodu we wstępie wspomniałem o Islandii. Podobnie jak tam, Szkocję najlepiej zwiedza się mając własne autko. Ciężko jest chyba wybrać najciekawsze miejsca, bo podróż opiera się właśnie na leniwej jeździe i zatrzymywaniu się co kawałek, żeby popodziwiać jakiś fajny widoczek. Tylko kierownica jest ze złej strony. Możecie mi wierzyć lub nie, ale jazda lewą stroną ulicy to nie jest wielka filozofia. Tylko pierwsze wrażenie jest „dzikie” i pierwsze rondo sprawi, że Wam mózg wyskoczy uszami. Poza tym jeździ się naprawdę łatwo. Naprawdę! Myślałem, że będę miał znacznie więcej problemów. Na pewno wpływ na to ma relatywnie niewielki ruch na drogach. Tutaj warto wspomnieć, że stacje benzynowe są rzadkością i lepiej tankować zawczasu niż czekać, bo „może na następnej stacji będzie taniej”. Następna stacja może być daleko i możemy nie dojechać 🙂 Skąd wziąć auto? Ja, koniec końców, miałem pojazd z Alamo. Nigdzie jeszcze nie spotkałem się z tak dużą ilością formalności przed wynajmem i namawianiem na wykupienie jeszcze pierdyliarda różnych ubezpieczeń, które w zasadzie podniosłyby cenę wynajmu trzykrotnie. Nie wziąłem żadnego ubezpieczenia i problemu nie miałem. Wspomnę tylko, że w Wielkiej Brytanii ubezpieczenie od wszelkich zniszczeń działa dopiero po pewnej kwocie. Nazywa się to „excess” i najczęściej wynosi 1200 funtów. To oznacza, że każde zadrapanie, każdy odprysk na szybie będzie nas kosztował maksymalnie 1200 funtów, ubezpieczyciel pokrywa dopiero kwoty powyżej wspomnianej sumy. To sprawia, że trochę się człowiek skłania ku wykupie dodatkowych ubezpieczeń, ale tak jak wspominałem, nie wziąłem, bo ich cena była horrendalna. Nie polecam za to do wynajmu strony Economy Car Rentals. Trzy razy wynajmowałem, trzy razy się naciąłem. Mają oni bardzo konkurencyjne ceny, ale zawsze okazuje się, że przyjdzie nam zapłacić znacznie więcej, bo a to doliczą sobie jakąś sumę operacyjną a to zmuszą nas do wykupu większego ubezpieczenia, bo inaczej to na karcie trzeba zablokować 20 tys. dolarów, a to tamto, a to siamto. Jestem przeciwny takiemu krętactwu i naciągactwu, dlatego Economy Car Rentals odradzam. Mają zbyt niejasne reguły wynajmu.

Zwiedzanie

Ponownie wrócę wspomnieniami do Islandii… Szkocja, podobnie jak kraina lodu i ognia, oferuje mnóstwo przepięknych widoczków. Najlepszą formą zwiedzania tego kraju jest po prostu przejażdżka autem i zatrzymywanie się w miejscach, które nas zauroczą zza szyby. Nie jestem w stanie podać Wam najciekawszych miejsc w całej Szkocji, bo spędziłem tam tylko cztery dni, z czego większość na wyspie Skye, która zwyczajnie spodobała mi się na tyle, że nie chciałem się stamtąd ruszać. Nie zwiedziłem żadnego miasta, bo uznałem, że interesuje mnie przyroda. Mogę jednak śmiało stwierdzić, że przy dłuższym pobycie warto się zainteresować Edynburgiem, który zza szyby samochodu wydawał się urokliwy. Z kolei moja znajoma twierdzi, że Szkocja ma najpiękniejsze plaże na świecie! Tylko, że wschodnia Szkocja… a ja zaraz po odbiorze samochodu pognałem na zachód…

Loch Ness

Tak jak pisałem powyżej, najwięcej czasu spędziłem na wyspie Skye. Oferuje ona całe mnóstwo przepięknych miejsc. Jednym z najczęściej fotografowanych jest Kilt Rock, czyli wodospad, który wpada wprost z klifu do morza. Skye zachęca także do trekkingu. Góry tutaj są niskie, szlaki łatwe, a widoczki naprawdę wspaniałe.Połączenie gór, klifów i otaczającego morza robi robotę. Pierwszy ze szlaków jaki polecam to Quairaing, którego początek znajduje się zaraz obok małego parkingu, o, tutaj. Obejście całości i powrót może zająć 3 – 4 godziny. Plus jest taki, że trasa jest niezbyt popularna, więc turystów też jest tutaj, siłą rzeczy, raczej mało. Przeciwieństwem jest szlak prowadzący do słynnego, pionowego głazu The Old Man of Storr. Tutaj turystów jest bardzo dużo. Szlak jest bardzo łatwy, zaczyna się tutaj, a jego przejście z powrotem do auta zajmie nam 2 – 3 godzinki.

Szkocja

Tuż przy wjeździe na Skye, jest jeden z najpiękniejszych zameczków w Szkocji, Eilean Donan Castle. No właśnie, jeżeli kogoś łażenie po górach nie interesuje, to powinien zwrócić swą uwagę w kierunku zamków, których w Szkocji jest mnóstwo! Tak jak na początku pisałem, ja skupiłem się na naturalnych atrakcjach, więc po zabytkach się nie rozbijałem. Oprócz wspomnianego wcześniej Eilean Donan Castle, polecam jeszcze jedno miejsce, Urquhart Castle. Polecam głownie dlatego, że będąc w Szkocji pewnie każdy będzie chciał zobaczyć Loch Ness, a ten zameczek znajduje się w przepięknym miejscu, nad samym brzegiem jeziora 🙂

Eilean Donan Castle

Na koniec zostawiłem coś dla fanów Harrego Pottera. Po wiadukcie Glenfinnan co roku przejeżdża pociąg do Hogwartu! (W rzeczywistości wcale nie, ale wiadukt na pewno każdy z filmu kojarzy).

Glenfinnan

Bothy

To jest wyjątkowa inicjatywa, warto o tym wspomnieć. Teoretycznie w Szkocji można z namiotem rozbijać się wszędzie. W praktyce wiele miejsc to prywatne pola i pastwiska, bardzo często opłotowane. Nie ważne. Szkocja to miejsce bardzo otwarte na podróżników. Działa tam organizacja Mountain Bothies Association, która w całym kraju oferuje darmowe domki dla podróżników, tzw. bothy. Nic nie trzeba rezerwować, wystarczy do takiego domku dotrzeć, znaleźć miejsce na podłodze (latem podobno bothy bywają oblężone przez podróżników), następnego dnia po sobie posprzątać i się wynieść. W tych domkach nie ma żadnej obsługi, ogrzewania, pościeli, wody ani prądu. Nie ma też ubikacji. Kupkę i siku robimy robimy w plenerze, na tyle daleko od domku, by przypadkiem ktoś nie wdepnął i na tyle daleko od źródeł wody, by ktoś się tego nie napił. Idealnie byłoby swoją robociznę zakopać. To co jest to miotła do posprzątania, czasami jakiś korkociąg, jakieś przyprawy itp. itd. Domyślam się, że część tych rzeczy to po prostu pozostałości po poprzednikach.

Bothy

Największą jednak zaletą bothy jest ich ulokowanie. Prawie zawsze dostać się do takiego domku nie jest łatwo. Wiąże się to z jakimś małym trekkingiem przez las, albo przez pola, często w błocie. Jednak miejscówki wynagradzają wszystko. Widoczki najczęściej są bajeczne. Mi najbardziej w sercu zapisał się Rubha Hunish Lookout. Ulokowany na samiutkim czubku wyspy Skye, na klifie, jest podobno najlepszym miejscem w Szkocji do szukania zorzy polarnej. Mi się niestety nie udało 🙁 Wadą jest bardzo silny wiatr w okolicy. Widoczki przepiękne, ale wychodząc w nocy z domku można zostać zepchniętym z klifu przez zabłąkany, zbyt silny podmuch. Nie żartuję, prawie mi się to przytrafiło. Szlak do Rubhy to po prostu błotniste pole. Ścieżka jest wyraźna… raz na jakiś czas 🙂 Jakby ktoś szukał miejsca, gdzie szlak się zaczyna, to tutaj jest parking, na którym można zostawić samochód, a ścieżka zaczyna się dosłownie po drugiej stronie drogi. Bothy polecam z całego serca!

Szkocja

Jedzenie

Jedzenie w Szkocji nie odbiega jakoś mocno od typowego, brytyjskiego. Jest jednak parę unikalnych specjałów. Najsłynniejszy jest oczywiście haggis, czyli owczy żołądek nadziany owczymi podrobami (wątróbka, serduszka i takie tam), cebulą, mąką i tłuszczem. Prawdziwy postrach wegetarian! Ja się nie dałem przekonać i nie spróbowałem. Zresztą, zdradzę Wam tajemnicę, haggis jest daniem typowo turystycznym, sami Szkoci również go unikają. Szkocka kuchnia to oczywiście owce i jagnięcina, ale dużo je się też ryb. Popularne są także zające, kaczki i pardwy. Tutaj również się nie skusiłem. W zasadzie jedyne, typowo szkockie żarełko, jakiego skosztowałem, to były ciastka shortbread. Turyści zabierają do domu tony tych ciastek. Nie są one czymś nadzwyczajnym. Zwykłe maślane ciasta z cukrem. Nie rozumiem fenomenu, ale też dwie paczki w walizce do Polski przywiozłem.

shortbread

Przejdźmy do napitków. Typowym, szkockim napojem jest Irn-Bru. Jest to zwykła, gazowana oranżadka, ale w Szkocji popularnością wygrywa nawet z Colą. W smaku jest lekko pomarańczowa. Ja tam czułem mnóstwo sztucznych dodatków. Jak widać, kuchnia szkocka mnie nie zachwyciła. I to się nie zmieni, bowiem jedynym alkoholem, którego nie lubię, jest whisky, a to właśnie ona jest najczęściej uznawana za kulinarny symbol Szkocji. Te marki, które my dobrze kojarzymy ze sklepów, tutaj uchodzą za trunki wyjątkowo słabej jakości i są dostępne w znacznie lepszej cenie niż w Polsce. Na przykład butelkę Johnnie Walkera 0,7l jesteśmy w stanie kupić za 10 – 12 euro. Szkoci za najlepsze whisky uważają takie marki jak Glenfiddich, czy Glenmorangie. Niestety, tu cena za butelkę przekracza 50 euro. Z drugiej strony, w Polsce ich cena zaczyna się od ponad 300 zł za butelkę, więc jak już, to lepiej kupować w Szkocji.

whisky

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *