No dar papaya – informacje praktyczne, jak przetrwać w Kolumbii

Kolumbia wciąż ma opinię państwa dość niebezpiecznego. Nie powinniśmy jednak dramatyzować. Zachowując odpowiednie zasady, można czuć się w miarę spokojnie.

Podróżowanie

Dotrzeć do Kolumbii nie jest ani łatwo ani tanio. Na chwilę obecną nie znam żadnego bezpośredniego połączenia z Polski. Wszystkie oferowane loty są też dość drogie. Nie potrafię sobie przypomnieć, czy trafiłem w ciągu ostatniego roku chociażby na jedną, „okazyjną” ofertę przelotu. Bez tego musimy się liczyć z wydatkiem minimum 4 – 5 tysięcy złotych w dwie strony, choć częściej spotykaną kwotą jest 6 -7 tysięcy. Bardzo dużo.

Bogota

Do przemieszczania się pomiędzy miastami, tak jak w całej Ameryce Południowej, doskonale nadają się autobusy nocne. Ich standard jest ciut gorszy niż w Argentynie – w cenie biletu nie ma wyżywienia, i są mniej punktualne (np. jadąc z Cali do Medellin na miejscu byłem godzinę wcześniej, niż wynikałoby to z rozkładu), mimo wszystko to i tak wciąż bardzo wysoka klasa. Najwyższy standard oferują autobusy firmy Bolivariano, ale są też najdroższe. Różnica w cenie nie jest jednak duża, raptem kilkanaście, może dwadzieścia złotych. Zdecydowanie polecam wyszukiwarkę połączeń busbud.com. W przeciwieństwie do Argentyny, czy kupimy bilet w kasie, czy przez Internet cena będzie ta sama.

Po miastach najlepiej podróżuje się Uberem. Działa on bardzo dobrze i jest znacznie tańszy niż w Polsce. Myślę, że za przejechanie podobnych odległości w naszym kraju musiałbym płacić ze dwa razy więcej. Kolejną dobrą opcją są taksówki. Niestety, tak jak w każdym kraju, tak też w Kolumbii taksówkarze mają swoje cenniki, często wzięte z kosmosu i dostosowane do wizualnej zamożności klienta. Inna sprawa, że taksówki są podobno najbezpieczniejszą formą podróżowania po miastach. Na koniec zostaje transport publiczny. Tak jak chyba w całej Ameryce Południowej, tak też i tutaj każde miasto ma swoją kartę przedpłaconą, którą odbija się przy wejściu do autobusu (nie kupimy biletu u kierowcy) i jedzie się tyle, ile się chce. Ja z transportu miejskiego korzystałem tylko w Cali. Tutaj owa karta nazywa się MIO. Jednorazowy koszt przejazdu to 2100 peso. Koszt wyrobienia karty to 3500 peso. Niestety punktów, gdzie można to załatwić jest bardzo mało. Jeden z nich jest tutaj. Niestety, komunikacja miejska działa, jak chce. Autobusy spóźniają się notorycznie. Do sprawdzania rozkładu i przystanków najlepiej nadają się mapy Google. Przystanki łatwo przegapić, są często bardzo słabo oznaczone i ciężko je znaleźć. Warto zwracać uwagę na krawężniki, jeżeli jest pomalowany na żółto, to to może być właśnie przystanek, którego szukamy.

Medellin

Wynajem samochodu

Kusić może wynajęcie samochodu. Trzeba sobie jednak to dobrze skalkulować. Po pierwsze wynajem auta w Kolumbii jest dość drogi. Jeżeli weźmiemy ubezpieczenie od każdego rodzaju wypadku (co polecam, bo drogi najlepsze nie są i różne sytuacje się zdarzają – sam byłem bardzo bliski wypadku nie z własnej winy), to ciężko będzie znaleźć coś za mniej niż 50$ za dzień. Druga kwestia, jeśli chodzi o ceny – płatne drogi. Jest ich bardzo dużo! Pojedynczy przejazd nie jest jakoś super drogi – zawsze to wydatek w przedziale 10 000 – 14 000 peso, problemem jest to, że punktów opłat jest naprawdę dużo. Ja zrobiłem sobie taką objazdówkę pomiędzy Medellin, Bogotą i Zoną Cafeterią łącznie przejeżdżając około 800 km i wydając na same opłaty za drogi ponad 200 zł.

Kolumbia

Ceny paliwa są przystępne. W pierwszej chwili myślałem, że wydam prawdziwy majątek na stacjach benzynowych, ponieważ krzyczały w moją stronę cenniki z kwotami 9000 – 12000 peso, czyli szybko licząc koło 12 zł! Strasznie dużo, co nie?! No i taka niespodzianka, w Kolumbii paliwa nie liczy się w litrach, tylko galonach, a to oznacza, że litr nie kosztuje 12 zł, tylko mniej więcej 3,2 zł, w momencie, gdy w Polsce ceny kształtują się koło 5 zł za litr. Płaci się zawsze w gotówce (mało jest stacji oferujących płatność kartą).

Kolumbia

Kolejna warta wspomnienia kwestia – jakość dróg. Zdarzają się ładne, równe drogi, nawet jest ich całkiem sporo. Kłopot w tym, że nawet najrówniejsza droga lubi mieć zaskakujący próg zwalniający w postaci dziury 0,5 m x 0,5 m x 0,5 m. Poza tym, Kolumbia to kraj bardzo górzysty, co niesie za sobą fakt, że drogi są najczęściej wąskie i baaaaaaardzo kręte. Jeżeli trafi się wam ciężarówka, która będzie się dusić, żeby podjechać pod górę (baaaaardzo częste), to będziecie się wlec przez kilkadziesiąt kilometrów w tempie 20 km/h (sam przejechałem pewien odcinek ok. 100 km jadąc 4 godziny, naprawdę nie dało się wyprzedzić). Jeżeli Google twierdzi, że jakiś np. 300 km odcinek będziecie jechać 7 godzin, to możecie zakładać, że będziecie jechać MINIMUM 7 godzin. Może się też zdarzyć (mi się zdarzyło), że Wasza droga zostanie nagle zamknięta na kilka godzin, bo jest wyścig kolarski. Zawracać nie ma sensu, bo najczęściej, przedzierając się przez góry przez 100 lub więcej kilometrów nie ma gdzie odbić, żeby poszukać innej trasy. I takie drogie też są płatne. Szczytem dla mnie była płatna droga, która po ok. 200 m po przejechaniu przez barierki kończyła się znakiem „ruta cerrada” – droga zamknięta, albo również płatna droga, która była w remoncie i na dystansie 150 km, dosłownie co kilka kilometrów był ruch wahadłowy. Po Kolumbii samochodem jeździ się źle.

Kolumbia

No i ostatnia rzecz. Dla mnie głupia, jak diabli – pico y placa. Jest to prawo (w każdym mieście inaczej sformułowane!!!), które zabrania jeżdżenia po danym mieście, w danym dniu tygodnia, o danych godzinach pojazdom, których tablice rejestracyjne kończą się na daną cyferkę. Najczęściej są to godziny szczytu, ale nie zawsze. Tutaj przykład dla Medellin. Naprawdę nie polecam łamania tego prawa. Miasta są naszpikowane kamerkami wyszukującymi niedozwolone pojazdy. Każde zdjęcie z kamerki kosztuje 120$ (to akurat kwota z Cali, zakładam, że inne miasta mogą mieć inny cennik). Ta kwota to nie peso! 120 dolarów USA!

Kolibry

Bezpieczeństwo

Najbardziej kontrowersyjny temat. Kolumbia uchodzi za bardzo niebezpieczny kraj i z punktu widzenia Europejczyka, faktycznie taka jest. Nie powinniśmy jednak przesadzać. W ostatnich latach bardzo dużo się w tej kwestii poprawiło, co sami Kolumbijczycy przyznają. Najgorsze są duże miasta. Z nich, najgorszą opinię ma obecnie Cali. Najswobodniej z kolei czułem się w Medellin. Zasady, których trzeba się trzymać to:
1. Nie chodzić nocą po mieście. W Cali wybrałem się raz po zmroku na miasto i uznałem, że jednak wole siedzieć w hotelu. Nic mi się nie stało, ale atmosfera była zdecydowanie napięta. Dużo dziwnych ludzi kręciło się po parkach (Kolumbijczycy ostrzegali mnie, by po zmroku bez względu na wszystko omijać parki), jakieś oszołomy biegały po ulicach, jednym słowem było nieciekawie.
2. Bezwzględnie unikać dzielnic, które same z siebie wyglądają na biedne. Każde miasto ma pewne rejony, do których nawet lokalsi nie wchodzą. Zapuszczanie się w slumsy jest zwyczajną głupotą. Kolumbijczycy są świadomi niebezpieczeństw, na jakie narażeni są turyści. Polecam wpisać w Google „<nazwa miasta> dangerous areas”. Największe miasta na swoich oficjalnych stronach zamieszczają często mapki z zaznaczeniem dzielnic mniej i bardziej niebezpiecznych. Przykładowo taką mapkę dla Medellin można znaleźć tutaj. Najspokojniej możemy czuć się w miejscach, gdzie widać patrole policji. Chociaż nawet tam trzeba uważać. We wszystkich innych miejscach zachowywać maksymalną koncentrację i nie chwalić się najnowszym iPhonem na ulicy.
3. Kolumbijczycy mają takie powiedzenie „no dar papaya”, czyli nie dawaj papai. Oznacza ono po prostu, żeby nie dać się okraść w głupi sposób. Można bowiem zakładać, że im więcej papai pokażesz, tym więcej będziesz musiał jej oddać. Wyciąganie telefonu, aparatu, portfela pełnego pieniędzy jest proszeniem się o kłopoty.
4. Nie rozmawiać z nieznajomymi. Ta zasada wynika z opowieści jak najczęściej dochodzi do napadów. W wielu przypadkach po prostu ktoś do ciebie podejdzie, zagada, podyskutujecie sobie chwilę, aż nagle koleś powie, że masz mu oddać telefon. Z perspektywy postronnych osób wygląda to na zwykłą rozmowę dwóch ziomków na ulicy. Jeżeli facet będzie nieuzbrojony i otoczenie zauważy, że próbuje cię okraść, wtedy najpewniej ludzie ruszą ci na pomoc. Przestępca dostanie darmowy „masaż” (tak to się tutaj określa), czyli zostanie zlinczowany na ulicy. Jednakże, gdy będzie miał pistolet, to nikt nie kiwnie palcem. To jest smutne, bo w Kolumbii wiele osób żyje w strasznej biedzie i często ktoś podchodzi z prośbą o pieniądze albo jedzenie. Człowiek chciałby pomóc, ale dla własnego bezpieczeństwa lepiej wyłapywać takie osobistości i unikać jak ognia. Nigdy nie wiesz, jakie są jego prawdziwe zamiary.
5. Jadąc samochodem okna mieć zawsze zamknięte. A jeżeli okna mamy otwarte, to nie bawić się telefonem i w ogóle nie mieć w rękach niczego, co ma jakąkolwiek wartość. Często zdarza się, że przejeżdżający motor wyrwie nam z ręki to, czym się bawimy. Taksówek też to dotyczy.

Kolumbia

Nie należy się obawiać, że autobus, którym jedziesz zostanie napadnięty. Poza miastami można czuć się względnie swobodnie, przestępczość jest niska. Trzeba tylko uważać do jakiego lasu się wchodzi. Najlepiej poruszać się po rejonach stricte turystycznych lub mieć wynajętego przewodnika. W lasach wciąż można napotkać nielegalne fabryki kokainy i jak się przypadkiem na taką natkniemy, to szansę na wyjście bez żadnego uszczerbku są praktycznie zerowe. W ogóle szanse na jakiekolwiek wyjście są zerowe.

Comuna 13

Najbardziej pożądane są biżuteria, portfele i telefony – to przestępcom przynosi największe zyski i trzeba maksymalnie unikać prezentowania wspomnianych rzeczy na ulicy. Raczej nie musimy się obawiać, że ktoś będzie chciał nam zabrać plecak, no chyba, że będziemy odwalać papaję i pokazywać wszystkim, że mamy w plecaku laptopa, aparat albo telewizor. W Kolumbii na ulicach można kupić dosłownie wszystko. Oprócz owoców, chipsów, kwiatów, można też zaopatrzyć się w telefony, słuchawki i inną drobną elektronikę. Nie muszę chyba mówić, że pochodzenie tych przedmiotów jest często bardzo wątpliwe i, że lepiej nie wspierać lokalnej przestępczości kupowaniem telefonu na ulicznym straganie, szczególnie jeżeli jego cena jest zaskakująco niska.

Comuna 13

Dodam jeszcze, że w Kolumbii jest prawnie zabroniona jazda na motorze dwóch mężczyzn. I faktycznie jest to obrazek bardzo rzadki. Konfiguracja facet-babka, albo dwie babki to jest częste, natomiast dwóch ziomeczków na jednym motorze zdarza się baaaardzo sporadycznie. Czasami wynika to z wyższej konieczności, czasami po prostu z niechęci ludzi do głupiego prawa… Ale zawsze taki widok powinien znacznie zwiększyć naszą czujność!

Comuna 13

Rozmaitości

Warto wspomnieć o jeszcze kilku mniej lub bardziej ważnych kwestiach. Po pierwsze w Kolumbii gniazdka elektryczne są w wersji amerykańskiej. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Na szczęście sporo jest (nawet na lotniskach) sklepów z drobną elektroniką, gdzie można kupić przejściówkę za 10 000 – 18 000 peso. Cena nie gra większej roli. W moim przypadku droższy egzemplarz nie działał, natomiast tańszy śmigał perfekcyjnie. Kolejna rzecz – nie ma sensu brać z Europy psikadełka na komary. Komarów jest zaskakująco niewiele, a te co są, naszych specyfików się nie boją. Będąc w temacie komarów – nie trzeba się na nic szczepić przed wylotem. 🙂 Toalety są praktycznie wszędzie za darmo, ale możecie mieć problem ze znalezieniem papieru toaletowego. W kabinie na pewno nie znajdziecie. Tak jak same kibelki są za friko, tak za papier trzeba zapłacić. Wystarczy się rozejrzeć i poszukać takiej maszynki, w której za najczęściej 500 peso można kupić papier. Z wiadomych względów, trzeba się tym zainteresować przed wejściem do kabiny 🙂

Kolumbia

Zwiedzanie jest dość tanie. Najdroższy rejon to wybrzeże karaibskie – tam możemy się spodziewać, że każdy będzie chciał na nas zarobić jak najwięcej. Reszta Kolumbii jest znacznie przystępniejsza. Gorzej jak się podróżuje samochodem, bo praktycznie wszędzie trzeba płacić za wjazd, a potem jeszcze za bilet wstępu. Tak było np. w Guatape, gdzie najpierw musiałem zapłacić za podjazd pod górę, a potem kupić kolejny bilet na wejście na słynną skałę. Drogo wychodzi słynna Hacienda Napoles. Najpierw płaci się 18 000 peso za wjazd samochodem do parku i można by się spodziewać, że to jedyna opłata, bo w końcu przecież Hacienda Napoles to obecnie nic innego, tylko zwykłe zoo, po którym można poruszać się TYLKO samochodem. Jednak rzeczywistość rozczarowuje. Po około 3 km dojeżdżamy do kolejnej bramy (po drodze nic nie ma!), gdzie możemy wsiąść w tuk tuka, który nas obwiezie za 55 000 peso lub ponownie zapłacić, tym razem 45 000 peso za możliwość jechania własnym autem. Hacienda Napoles jest nudna jak cholera. Po prostu zoo, gdzie niektóre zwierzęta chodzą sobie wolno. Słynna brama wjazdowa z awionetką została niedawno zdemontowana, więc dla fanów Pablo Escobara miejsce to już całkowicie straciło jakikolwiek sens.

Guatape

Dla osób chcących połazić trochę po lesie tropikalnym proponuję Zona Cafeteria, z bardzo turystycznym Salento i okolicami (szczególnie polecam Valle de Cocora). Bez obaw można tutaj wybrać jeden z turystycznych szlaków i trochę się po lesie poszwędać bez obaw, że natkniemy się na nielegalną fabrykę kokainy. Szlaki są dostosowane do turystów, więc żadnego maczetowania nie musimy się obawiać, kaloszy też ubierać nie trzeba. Zwykły, niezwykły spacer po lesie. Jak ktoś chcę czegoś bardziej ekstremalnego, można pojechać do Santa Marty, która stanowi bazę wypadową do Parku Narodowego Tayrona. Można popytać miejscowych o przewodnika i wybrać się do lasu, odwiedzić jakieś plemię, pomieszkać trochę w tropikach. Trekking po lesie 3 – 4 dniowy kosztuje około 180 dolarów za osobę. Zależy, czy przewodnik ma się starać o wygodę, czy nocleg ma być z góry zapewniony, jak wiele się chce zobaczyć itd. itp. Oczywiście, 180 dolarów, to raczej minimum, które zapewni nam względne bezpieczeństwo i pozwoli odwiedzić jakąś tropikalną wioskę, ale bez żadnych wygód.

Kolumbię polecam z całego serca! Jeden z piękniejszych krajów, jakie miałem okazję odwiedzić. Warto się wybrać!

Kolumbia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *