To nie jest kraj dla starych ludzi

W Monako osób w podeszłym wieku jest albo bardzo mało, albo zwyczajnie nie wychodzą z domów. Dużo jest za to turystów i bogaczy z całego świata.

Informacje praktyczne

Zacznijmy od dojazdu. W tym malutkim kraju nie ma miejsca na lotnisko, jest tylko lądowisko dla helikopterów, ale zakładam, że nikt czytający ten artykuł nie posiada własnego helikoptera. Jedyna opcja to dojazd przez Francję. Musimy liczyć się z tym, że Monako potrafi być straszliwie zakorkowane, ponadto często Google nie ogarnia i potrafi nie zauważyć, że między jedną a drugą ulicą jest jeszcze mała uliczka. Stąd, dość łatwo się zgubić. Parkingów darmowych ze świecą szukać, ale wiele tych turystycznych pozwala na zostawienie samochodu na godzinkę za darmo. Każda kolejna godzina kosztuje 3 – 4 euro. Jak się wszystko dobrze podliczy, to wychodzi, że parkowanie w Monako jest ciut tańsze niż we Francji. Po co jednak płacić, skoro można auto zostawić za friko we francuskiej La Turbie. Dokładnie w tej okolicy jest sporo wolnych miejsc, za które nie trzeba nic płacić. Z tym, że czeka nas około godzinny spacer do Monako. W jedną stronę idzie się przyjemnie, ale w drugą stronę jest już mocno pod górkę i przyjemnie zdecydowanie nie jest. Niemniej jednak jest ścieżka, którą z La Turbie dojdziemy praktycznie na monakijską plażę. W ogóle trzeba się nastawić na ciągłe chodzenie po schodach góra, dół, góra, dół. Taki kraj. Nie dla starych.

Monako

Z moich doświadczeń wynika, że Monakijczycy są podobnie jak Francuzi niemili i podobnie jak sąsiedzi mają problem z językiem innym niż francuski. Choć już np. w sklepach, czy miejscach stricte turystycznych można się dogadać po angielsku, z czym we Francji dalej był problem.

Nie potrafię wymienić żadnej nadzwyczajnej potrawy, typowej dla Monako. Wszystko jest zaczerpnięte z kuchni francuskiej, a w zasadzie dominują tu potrawy typowe dla Lazurowego Wybrzeża. Oznacza to, że bez problemu dostaniemy sałatkę nicejską, ale z wołowiną po burgundzku może być problem. Widać też trochę wpływy włoskie. Pizza i spaghetti występują tu częściej niż w zadufanej w sobie Francji. Ceny są niestety mało przyjemne. Na pewno nie opłaca się tutaj tankować. Gdy w Polsce za litra benzyny trzeba zapłacić ok. 5,2 zł, we Francji 1,6 – 1,8 euro, to w Monako cena sięga 1,9 euro. W restauracjach jest podobnie drogo. I tak moim zdaniem Monako jest tańsze niż np. Wiedeń, czy Sztokholm, ale te same potrawy we Francji były tańsze. Zresztą, wysokie ceny to bolączka całego Lazurowego Wybrzeża.

Monako

Atrakcje turystyczne Monako

Nie ma za bardzo co tutaj robić. Naprawdę! Najsłynniejsza plaża, plaża Larvotto jest kamienista. Wielu turystów marzy o złotych piaskach. Tego tutaj nie ma. Jest za to mnóstwo konserwatywnych turystów z Polski i liberalnych turystek z Francji (opalających się topless) 🙂 Ja leżeć na plaży za bardzo nie lubię, więc żadna to dla mnie atrakcja.

Larvotto

Największą atrakcją jest oczywiście kasyno w Monte Carlo. Ponownie, słaba to dla mnie atrakcja, bo ja wole pieniądze zarabiać, a nie przepuszczać. Bądźmy bowiem szczerzy, ideą kasyna jest zarabianie. Pieniądze traci się tam bardzo łatwo, a wysokie wygrane są straszną rzadkością. Kasyno jest samo w sobie ciekawe, bo dookoła tłoczy się mnóstwo turystów, a na parkingu stoją najdroższe fury świata. Do środka można wejść bez problemu. Jest tam taki mały hol, gdzie można sobie cyknąć fotkę. Żeby wejść do sali z automatami do gry, trzeba oddać do szatni plecak wraz z całą elektroniką (telefon też się do tego zalicza). O dziwo, sala jest mała, a chętnych do gry ledwie garstka. Można spróbować szczęścia na jakiejś maszynce. Ja wsadziłem 5 euro i po około 3 minutach wychodziłem, bo szczęście jakoś nie chciało mi towarzyszyć. Żeby wejść dalej, czyli do sali gdzie gra się w pokera, ruletkę i inne gry znane chociażby z Casino Royale, trzeba być porządnie ubranym. Sportowe buty? Nie wejdziesz. Dresowe spodnie? Nie wejdziesz. Koszulka z krótkim rękawem? Nie wejdziesz. No i nie wszedłem.

Monte Carlo Casino

Z innych miejsc, można odwiedzić pałac książęcy. Wstęp kosztuje 8 euro, ale z tego co mówiła mi grupa turystów, która akurat wychodziła, zwiedzanie jest szybkie, jest całkowity zakaz robienia zdjęć i generalnie nic ciekawego tam nie ma. Niedaleko jest Katedra św. Mikołaja. Z zewnątrz wygląda fajnie, w środku już bez większego szału. Wstęp za darmo. Będąc jeszcze w okolicy (w tym kraju wszystko jest w okolicy) możemy się przejść do portu Herkulesa, gdzie zacumowane są potężne jachty i popatrzeć na cuda, które można sobie kupić, jak się jest obrzydliwie bogatym.

Pałac Książęcy.

Spacerując po Monako natkniemy się na wiele tabliczek upamiętniających Grace Kelly. Przez cały kraj jest pociągnięta ścieżka jej pamięci. Można się przejść i poczytać o najważniejszych wydarzeniach z życia księżnej. Drugą rzeczą rzucająca się w oczy w trakcie spaceru, są tabliczki kierujące nas do różnych ogrodów. Zazwyczaj są one dostępne za darmo i stanowią malutkie oazy zieleni w całkowicie zabudowanym terenie. Jedyny płatny jest Jardin Exotique. Jest też chyba największy i najładniejszy. Oferuje niezłe widoki na miasto, a jego atrakcyjność polega na tym, że w całości zarośnięty jest roślinami egzotycznymi. Wstęp kosztuje 7,2 euro. W cenie mamy też wejście do Grotte de l’Observatoire. To nic innego jak zwykła jaskinia. Jeżeli ktoś był np. w Kotlinie Kłodzkiej w Jaskini Niedźwiedziej to tutaj nie zobaczy absolutnie nic ciekawego. Wejść do jaskini można tylko z przewodnikiem. Takie kursy zaczynają się o pełnych godzinach i trwają około 20 minut.

Dla mnie Monako było fajne, żeby zobaczyć, przejść się spędzić tam maksymalnie kilka godzin i pojechać w ciekawsze miejsce. Nie urzekło mnie.

Jardin Exotique

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *