Kuchnia mongolska

O jedzeniu w Mongolii krążą najróżniejsze plotki, niestety, prawdziwe. W niniejszym artykule opisuje kilka potraw, które są dostępne dosłownie wszędzie i w smaku są akceptowalne.

Jedzenie w Monoglii

Nie ma się co nastawiać na orgię kulinarną. Tak, jak w Ułan Bator bez problemu znajdziemy najróżniejsze restauracje, chociażby KFC, tak, poza stolicą zostaje jedzenie tylko mongolskie. Zazwyczaj przy drodze (asfaltowej), na różnych rozjazdach, można trafić na jakieś knajpki. Jeżeli jesteśmy w miejscu bardzo, ale to bardzo turystycznym, możemy liczyć na prawdziwą restaurację (spotkałem tylko jedną). W miasteczkach polecam rozglądać się za knajpkami „Mongol Zoog” – oferują nieco wyższy standard od zwykłej jurty i można tam zjeść trochę większe i bardziej sycące potrawy. Wspomniałem jurty, bo to właśnie w nich najczęściej znajdziemy coś do jedzenia. Słynne mongolskie namioty znajdziemy prawie przy każdym rozjeździe, szczególnie jeżeli mamy zjazd z drogi asfaltowej na step. Po czym poznać, że oferują coś do jedzenia? Albo stoją przed nimi rozstawione jakieś stoliki i krzesła albo nad drzwiami mają napis „Chuuszur” lub „Buuz”. W takiej jurcie zjemy właśnie jedno z tych dwóch. Nic więcej. Może to trochę z naszego punktu widzenia dziwne, ale jeżeli drzwi do takiej jurty są otwarte, to spokojnie możemy wchodzić, a gospodarze już się nami zajmą. Jeżeli drzwi są zamknięte, to znaczy, że jadłodajnia nie pracuje. Na koniec zostają oczywiście jurty na stepie. Nie można ich traktować jako restauracyjki. To są zwykłe domy (albo raczej chwilowe siedziby) dla lokalsów. Tam najemy się tylko i wyłącznie, jeżeli nawiążemy jakąś małą przyjaźń (o co trudno bez znajomości języka mongolskiego) i, jeżeli zostaniemy zaproszeni do środka. W takim przypadku jednak trzeba brać pod uwagę, że nie będziemy mieli wyboru. Dostaniemy to, co akurat jest i, z grzeczności, głupio jest odmawiać. W takiej sytuacji możemy mieć możliwość skosztowania głowy barana, serca wielbłąda i innych najróżniejszych obrzydliwości. Musicie bowiem wiedzieć, że podstawą kuchni mongolskiej jest mięso. W zasadzie jest ono często jedynym składnikiem 😀 Warzywa? Zapomnij! Jeżeli już to w śladowych ilościach w dobrych restauracjach. Tylko mięso! Nie doprawione, nie obrobione, za to ohydne. Nikt się tutaj nie bawi w oddzielanie tłuszczu, chrząstek, żyłek… Wszystko jest, co najwyżej, ze sobą zmielone. Z jednej strony chciałoby się poznać kulturę mongolską lepiej, a z drugiej człowiek po pewnym czasie boi się przyjmować zaproszenia do jurt 🙂

Mongol Zoog
Mongol Zoog.

Nie liczcie jednak na to, że unikając jedzenia schudniecie. Nawet jeżeli będziecie jeść mniej, tylko w Mongol Zoogach, albo przydrożnych jurtach, to i tak, ponieważ całość opiera się na mięsie i jest zazwyczaj doprawiona dużą ilością tłuszczu, to ilość wchłanianych kalorii jest spora, co, oczywiście, odchudzaniu nie służy. Potrawy w Mongolii nie mają ani wyglądać ani smakować. Liczy się tylko ich jak największa kaloryczność. Warto jeszcze dodać, że normalne jedzenie w sklepach dostaniemy tylko w naprawdę dużych miastach. Sklepiki w małych miejscowościach oferują głównie słodycze i artykuły drogeryjne. Nie dziwi mnie to. Zazwyczaj ludzie mieszkający w jakiejś pipidówce na stepie mają gdzieś swoje stado, które dostarcza im codziennej porcji jedzenia, a do sklepu idą kupić tylko to, czego sami sobie nie wyprodukują. Warto zatem mieć w plecaku konkretnego jedzenia trochę więcej. Warto też mieć zapas wody, bo zdarza się, że w sklepie kupimy tylko jakieś Cole, Sprite’y itp. a zwykłej wody mineralnej nie znajdziemy.

Mongolia
Tak wygląda jedzenie w trakcie przygotowania.

Kuchnia mongolska jest straszliwie monotonna. Ilość różnych potraw jest ograniczona do minimum. Znalezienie czegoś nowego graniczy z cudem. Poniżej przedstawię trzy dania, które spotkać można dosłownie wszędzie, i które są w miarę znośne. Zaprezentuję też dwa mongolskie napoje, którymi na pewno będziecie częstowani przy każdej możliwej okazji.

Dania mongolskie

Chuuszur

Mongolska wersja rosyjskich cebureków. Niestety, znacznie gorsza. Chuuszury to swego rodzaju pierożki albo placki nadziewane mięsem niby mielonym. Całość jest smażona w głębokim oleju i dosłownie ocieka tłuszczem. Jeden chuuszur powinien kosztować 1000 tugrików. Dwa wystarczą by zaspokoić podstawowy głód, ale by uznać, że się człowiek najadł, to już trzeba wciągnąć ze cztery. Chuuszury są praktycznie w każdej przydrożnej jurcie, Mongol Zoogach i w zasadzie każdej restauracyjce. Dosłownie wszędzie! Jest to dość „bezpieczna” potrawa. Trzeba tylko jeść uważnie, bo czasami można sobie zęby połamać na różnych chrząstkach będących w środku. Najlepsza taktyka to jeść nagryzając lekko zębami, odrywając kawałek i powoli przeżuwając. Bez mlaskania się nie obędzie, ale wszyscy w ten sposób jedzą, więc nie ma się co przejmować 🙂

Chuuszur

Buuz

To samo co chuuszur… Znaczy się nie to samo, ale mięso jest identyczne. Buuz to również pierożek, tyle, że gotowany w wodzie, albo na parze. Z wyglądu przypomina gruzińskie chinkali, ale, oczywiście, smakuje gorzej 🙂 Cena za jedną sztukę to również 1000 tugrików. Podobnie jak w przypadku chuuszurów, trzeba zjeść co najmniej cztery, żeby się jako tako najeść. Chociaż moim zdaniem buuze są mniej sycące, więc może lepiej zjeść pięć lub sześć. Są też trochę mniej popularne od chuuszurów, ale wciąż w prawie każdej przydrożnej jurcie powinniśmy je dostać. Czasami warto uważać, bo jeżeli Mongołowie akurat buuzów nie mają, a wiedzą, że turysta oznacza pieniądze, to mogą nam podać chuuszury zamiast buuzów przekonani, że głupi człowiek z Zachodu nie zna się na mongolskich daniach.

Buuz

Cujwan

Jedyne co można nazwać pełnoprawnym obiadem. Cujwan dostaniemy tylko w lepszych miejscówkach, np. Mongol Zoogach, w jurtach raczej nie ma szans. Porcja jest naprawdę duża, ale spokojnie, wygłodniały człowiek bez problemów sobie poradzi. Czym jest cujwan? Ja bym powiedział, że to pewna mongolska forma makaronu robionego z dziwnej formy placka z dodatkiem, oczywiście, kawałków mięsa. Sam makaron jest naprawdę spoko, natomiast mięsko… No cóż… Ja mięso wygrzebywałem i odkładałem na bok, no chyba, że trafił się jakiś dobry kąsek. Zjadałem sam makaron i to mi do szczęścia wystarczało. Cena to 6500 – 9000 tugrików. Czasami możemy liczyć na dodatki warzywne, czyli np. śladowe ilości ogórka albo papryki. Te dodatki trafiły mi się chyba ze trzy razy, zawsze w jakimś większym mieście.

Cujwan

Picie w Mongolii

Suutej caj

Herbatka mongolska. Składniki to herbata zielona, baaaaaardzo duża ilość mleka końskiego lub wielbłądziego, sadło lub masło i sól. Wbrew pozorom nie jest to aż takie złe. Może pierwsze wrażenie trochę szokuje, bo smaku nie da się porównać z niczym innym, ale naprawdę można się szybko przyzwyczaić i potem nawet pije się to bez żadnego krzywienia się, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że ze smakiem. Standardowa cena to 300 – 400 tugrików, więc tyle co nic. Suutej caj też dostaniemy praktycznie wszędzie, chociaż, szczególnie w jurtach, znacznie łatwiej się na tą herbatkę natknąć z rana. Im później tym większa szansa, że suutej caj się skończy. Trochę wygląda to tak, że Mongołowie robią go z rana, przelewają do termosów i zabierają do swoich jurt. Pyszne nie jest, ale naprawdę smakuje lepiej niż brzmi.

Suutej caj

Airag

Mongolski kumys, czyli sfermentowane mleko końskie. Airag najłatwiej kupić na jakimś targu. Na pewno będziemy też nim poczęstowani, jeżeli ktoś nas do siebie zaprosi. Jak smakuje? Przywiozłem całą butelkę do Polski, żeby znajomym dać do spróbowania. Każdy po pierwszym łyku wylewał 😀

Airag

Jeden komentarz

  1. Pingback: Mongolia motocyklem - Dżuma z plecakiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *