Katar – wszystko, co trzeba wiedzieć

Katar jest krajem często odwiedzanym przez polskich turystów. Zazwyczaj spędzają oni tutaj zaledwie kilkanaście godzin w trakcie przesiadki w drodze do dalszych zakątków Azji. Ten wpis jest dla tych, którzy chcieliby spędzić w tym kraju trochę więcej czasu.

Jak dostać się z lotniska w Katarze do centrum Dohy?

W momencie, gdy piszę te słowa bezpośrednio z Polski do Katary lata tylko Qatar Airways (no nie do końca, bo wpis ten powstaje w czasach zarazy koronawirusowej i obecnie nic nie lata nigdzie). Są to jedne z najlepszych linii lotniczych na świecie i faktycznie ciężko się do czegoś przyczepić. Moja opinia została jednak popsuta właśnie przez koronawirusową pandemię. Qatar Airways nie poinformował mnie o odwołanym locie, nie mają żadnego maila do obsługi klienta (mają tylko dla klientów biznesowych i złotych partnerów), a na infolinię nie sposób się dodzwonić. Pomimo tego jednak uważam, że wygoda i jakość usług są na bardzo wysokim poziomie.

Katar

Muszę trochę ponarzekać na okienko informacji w hali przylotów – ludzie tam pracujący są beznadziejni! O sposobach dostania się do miasta wiedzą niewiele. Mocno zachęcają do brania taksówek, ale przejazd z lotniska do Dohy takim pojazdem kosztuje ponad 100 zł. Informacje uzyskane o autobusie były po pierwsze nieprecyzyjne, a po drugie błędne. Zanim jednak przejdę do autobusów dodam, że z lotniska kursuje też metro. Mapę przystanków znajdziecie tutaj. Nie testowałem tego sposobu komunikacji, więc wypowiadać się nie będę. Przejdę do najtańszego sposobu dostania się do miasta, czyli wspomnianych wcześniej autobusów. Przylotniskowy dworzec autobusowy jest malutki, co od razu zwraca uwagę na małą popularność tego środka transportu. Żeby się na niego najlepiej zapytać w informacji o drogę (to akurat jest łatwe, facet pokaże palcem kierunek i wystarczy iść dokładnie tam, gdzie wskazał – z głównej hali przylotów jakieś pół minuty i się jest na miejscu). Tam w automatycznej maszynce musimy kupić kartę na przejazdy. Wersji kart (o nazwie Smartcard) jest kilka. Jednak informacje na oficjalnej stronie o cenach też są nieaktualne. Najlepiej postępować zgodnie z tym, co pokazuje monitor. Najlepsza opcja to karta, którą płaci się za pojedynczy przejazd. Kosztuje ona 10 riali. Jeden przejazd (nieważne ile przystanków) to 3 riale. Doładować można ją nawet kwotą 1 riala! (Wszędzie pisze, że minimalna kwota doładowania to 5 riali – nieprawda!). Tutaj znajdziecie listę wszystkich miejsc, gdzie można kartę doładować.

Doha

Żeby dostać się z lotniska do centrum miasta mamy kilka opcji. W praktyce sensowne są tylko dwa busy: 109 i 747. Przy czym ten pierwszy (nie wiem czemu) jeździ różnymi trasami i nie zawsze do centrum miasta dojeżdża. Najlepiej skorzystać z 747. Tutaj jego dokładna trasa. Mapka jest trochę myląca, bo sugeruje, że bus jeździ w kółko. Dojeżdża on tylko do głównego dworca autobusowego. Tam wszyscy wysiadają. Tam też autobus zaczyna nowy bieg o wyznaczonej godzinie. Autobusy są naprawdę mało popularne, ja jechałem 3 razy – 2 razy miałem cały autobus dla siebie, raz oprócz mnie jechały jeszcze 2 osoby. Pamiętać też trzeba, że autobusy działają jak na Ukrainie – trzeba kierowcy machać, żeby się zatrzymał. Nawet na lotnisku! Dwa autobusy przejechały koło mnie zanim pojąłem, o co chodzi. Po wejściu odbijamy kartę i jedziemy 🙂

Karta SIM

W Katarze są dwie sieci Ooredoo i Vodafone. Ten pierwszy jest nieco droższy, ale ma nieco lepszy zasięg. Oba można kupić na lotnisku. Ja skorzystałem z usług tańszego (wiadomo) Vodafone’a. Dla turystów mają oni specjalne taryfy zależnie od tego ile czasu ma się zamiar spędzić w Katarze i ile GB Internetu ma się zamiar zużyć. Ponieważ ja byłem niecałe 5 dni, to wziąłem plan 10-dniowy. W pakiecie miałem 512 MB Internetu i 150 punktów flex. Te punkty można wydawać na cokolwiek – rozmowy lokalne, rozmowy międzynarodowe, SMSy, MMSy, a nawet Internet w przypadku, gdy skończy się nasz pakiet. Dokładnej rozpiski co ile kosztuje nie pamiętam, nie mogę też tego znaleźć w Internecie. Zostało mi w głowie tylko, że za każde 7 MB Internetu schodził 1 punkt flex. Przez te 5 dni nie oszczędzałem Internetu, dzwoniłem też dwa razy do Polski i nie zużyłem wszystkich punktów. Kosztowało mnie to 35 riali.

Doha

Jedzenie

W Katarze, a szczególnie w bogatszych częściach Dohy można dostrzec restauracje z całego świata. Są włoskie, japońskie, afgańskie, egipskie, słowem wszystko. Skupmy się jednak na potrawach typowo katarskich. Nie jest to jednak takie proste. Większość dań w lokalnych knajpach jest typowa dla całej Zatoki Perskiej. Wymienię tutaj te, które najbardziej można z Katarem kojarzyć. Typowo śniadaniowym daniem jest makdous. Są to gotowane w oleju bakłażany nadziewane papryką, orzechami i czosnkiem. W dobrej restauracji zapłacimy za to ok. 30 riali. W podrzędnej knajpie uda się dostać za 10. Na śniadania bardzo popularny jest także tabbouleh. Taka zwykła sałatka z bulguru i pomidorów z dodatkiem innych warzyw i odrobiny kuskusu. Mi zbytnio nie smakowało. Tym bardziej, że cena wcale niska nie była – ok. 20 riali. Z głównych / kolacyjnych dań wyróżnia się balaleet. Cieniutki makaronik z cukrem, kardamonem, szafranem, cebulą. Całość ma słodki smak, co mnie osobiście mocno zaskoczyło. W zależności od wielkości porcji, balaleet kosztuje 10 – 20 riali. Z tych dań, które wymieniłem to właśnie balaleet smakował mi najbardziej, ale nie na tyle bym miał za nim tęsknić 🙂 Będąc w Katarze warto też spróbować tutejszego hummusu albo jakiejkolwiek potrawy na nim opartej.

Makdous
Makdous

Jeśli chodzi o picie to prawdziwą furorę robi herbata. Bardzo ciekawym jest obserwowanie, jak wieczorem schodzą się Katarczycy do barów, siadają przy stolikach i pijąc herbatkę i paląc shishę dyskutują o problemach dnia codziennego. Przy okazji – shishę też trzeba spróbować, polecam lokal Layali Al Doha, bardzo fajna, przyjemna atmosfera i shisha za 30 riali. Wracając do picia – bardzo popularny jest karak, chociaż odniosłem wrażenie, że dotyczy to biedniejszych warstw społeczeństwa. W żadnym lepszym lokalu karaku nie uświadczyłem. Jest to też herbata, ale wzbogacona skondensowanym mlekiem, cukrem i jakimiś specjalnymi przyprawami. W smaku nie potrafię tego porównać z niczym innym. Dziwne, ale dobre. Najłatwiejszym sposobem na spróbowanie karaku jest pójście wieczorem w Doha na Corniche Fishing Spot. Tam, niczym nad polskim morzem, chodzą ludzie z butlami, ale zamiast wykrzykiwać wierszyki o kukurydzy, krzyczą o herbacie, albo właśnie o karaku. Mały kubeczek kosztuje 2 riale. Mnie mocno kusiły różne soki ze świeżych owoców sprzedawana na świeżym powietrzu. Niestety, w przeciwieństwie do Kolumbii, ceny taki soków są dość wysokie (20 – 30 riali). Warto jednak skusić się na koktajl z mięty i cytryny (też bardzo popularny w Katarze). Jest naprawdę przepyszny! Koszt ok. 20 riali.

Koktajl z mięty i cytryny
Koktajl z mięty i cytryny

Na koniec coś na słodko. Baklavę wszyscy pewnie kojarzą, bo jest ona popularna w całym arabskim świecie, ale warto spróbować, by ocenić, czy smakuje tak samo, jak polskie podróby (moim zdaniem tak). Najsłynniejszym katarskim deserem jest Om Ali. Wikipedia podaje, że to deser egipski, ale ze względu na różne odmiany, zakładam, że ten katarski jest inny niż wszystkie. Na deser ten składa się ciasto, pistacje, płatki kokosowe, cukier i rodzynki. Ponieważ całość się ze sobą miesza efekt końcowy ma postać papki. Bardzo dobre – cena 15 riali.

Om Ali
Om Ali

Zwiedzanie

Nie oszukujmy się, Katar nie jest aż tak fascynujący, żeby spędzić tu cały urlop i świetnie się bawić. Z drugiej strony w ciągu kilkunastu godzin przesiadki, co najwyżej liźniemy trochę Dohę. Według mnie na Katar idealnie jest przeznaczyć nieco przedłużony weekend, trzy dni będą perfect!

Doha

Doha

1. Souq Waqif

Prawdziwe centrum turystyczne Dohy! Takie maciupkie stare miasto. Suki to arabskie targowiska, bardzo specyficzne, na których można kupić dosłownie wszystko, od przypraw przez słodycze, burki, psy na taczkach kończąc. Dookoła suku wyrosło centrum życia towarzyskiego. Pełno tu restauracji, knajp oraz zwykłych ulicznych sprzedawców. Niestety, jest to jedno z droższych miejsc. Targowisko samo w sobie może jeszcze ceny ma znośne, ale restauracje już mocno wybijają się na tle innych części miasta. Miejsce ciekawe, szczególnie wieczorem, gdy wręcz pulsuje życiem. Pełno tam nie tylko turystów, ale także lokalsów.

Souq Waqif

2. Pearl Qatar

Usypane na sztucznej wyspie mini miasteczko to przykład jak gigantyczne pieniądze przynoszą surowce naturalne Katarowi. Pearl Qatar jest najnowocześniejszą i najbogatszą częścią miasta. To tutaj jeżdżą najdroższe, sportowe samochody, to tutaj są najdroższe sklepy i hotele, to tutaj są najpiękniejsze wille najbogatszych Katarczyków. To tutaj też są słynne półokręgi z wysokimi hotelami i plażą, na której prawie nikogo nie ma.

Pearl Qatar

3. Katara Cultural Village

Dla mnie wielkie rozczarowanie. Taka malutka dzielnica, w której sporo jest budyneczków z różnymi atrakcjami związanymi z Katarem, ale w praktyce wszystko jest strasznie nudne. Podobno wszystko zmienia się wieczorem, gdy ekstra furami zajeżdżają tu Katarczycy i zaczyna się nocne życie. Ja byłem, niestety, w samo południe i było strasznie nieciekawie.

Katara Cultural Village

4. Muzeum Sztuki Islamskiej

Bardziej cenione ze względu na architekturę niż na zawartość. Muzeum jest przepiękne zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Zrobione ze smakiem, lekko minimalistycznie (jak na Katar), po prostu fantastyczne. Kolekcja zbiorów już takiego wrażenia nie robi. Do przejścia mamy pięć niezbyt rozległych pięter. Eksponaty są poustawiane tak, że całość robi naprawdę niezłe wrażenie, ale tak jak mówię, muzeum jest ciekawe bardziej ze względu na architekturę. Bilet kosztuje 50 riali, przez trzy dni, licząc od dnia zakupu, w godzinach 9-19 można przychodzić i zwiedzać. Ja bym drugi raz już się nie skusił.

Muzeum Sztuki Islamskiej

5. Dhow Harbour

Przystań z tradycyjnymi, drewnianymi łodziami dau. Kiedyś łodzie te służyły poławiaczom pereł, dziś są tylko i wyłącznie atrakcją turystyczną. Dhow Harbour to jedyne miejsce w Doha, gdzie będziemy zaczepiani przez lokalsów, którzy będą nam proponować coś do jedzenia, do picia, jakąś wycieczkę albo zwykłą taksówkę. Żeby przepłynąć się łódką najlepiej przyjść wieczorem. W dzień turystów praktycznie tutaj w ogóle nie ma, stąd ich właściciele żądają 200 riali za rejs. Wieczorem, jeżeli łódka jest już w zasadzie pełna, można się wepchnąć na pokład za zaledwie 20 riali. Trzeba jednak liczyć na tłum turystów. Z moich obserwacji wynikało, że szansę są bardzo małe. Przychodziłem do Dhow Harbour każdego dnia i tylko raz widziałem wypływającą łódkę. Polecam jednak to miejsce, bo roztacza się stąd przepiękny widok na panoramę Dohy.

Dhow Harbour

6. Pearl Monument

Zaraz przy wejściu do Dhow Harbour znajduje się pomnik muszelki. Nic nadzwyczajnego, ale uznawany jest za sporą atrakcję. Coś jak syrenka w Warszawie.

Pearl Monument

7. Doha Corniche

Długi deptak wzdłuż wybrzeża. Przy nim znajduje się Dhow Harbour i Muzeum Sztuki Islamskiej. Dobre na długi spacer.

Doha Corniche

Poza Dohą

1. Zubara Fort

Największy zabytek w Katarze. Wcale to jednak nie oznacza, że jest duży… ani, że stary. Wybudowano go w 1938 r. Miał służyć straży przybrzeżnej. Od 1980 r. jest traktowany jako zabytek i udostępniono go dla turystów. Całość wygląda dziwnie. Jest obok sklep, jakaś restauracja, parking, ochrona itp. a byłem tam jedynym zwiedzającym. Wydaje się, że dużo zachodu o nic. Ewidentnie musi być to element krzewienia katarskiej kultury dofinansowany przez państwo, bo wstęp jest za darmo. Cały fort da się obejść w mniej niż minutę. Ciekawy jest nie bardzo. Czy zatem warto się tak daleko wybierać? Uważam, że tak. Jest to dobry i na tyle odległy punkt na mapie państwa, że może być motywacją, żeby zobaczyć i poczuć trochę więcej Kataru, a nie tylko jego stolicę. Dzięki temu możemy zobaczyć jak pusty jest to kraj i jak bardzo Doha kontrastuje z resztą państwa. Będąc koło Zubara Fort, można się przejechać parę kilometrów dalej do ruin Zubara. Są to ruiny dawnej osady o tej nazwie.Bardzo rozległy teren, którego kompletnie nikt nie pilnuje i gdzie wstęp jest także za darmo.

Zubara Fort

2. Barzan Towers

Wybudowane pod koniec XIX w. wieże strażnicze. Ciekawe mniej więcej tak samo jak powyższy fort. Wejście jest również darmowe, również byłem jedynym turystą i również nikt tego nie pilnuje (chociaż całość jest ogrodzona murem).

Barzan Towers

Inne atrakcje

Ponieważ Katar nie ma aż tak wiele do zaoferowania turystom, ostatnio niezwykle popularne stały rajdy po pustyni. Najlepszym miejscem do wyszukiwania takich atrakcji jest Tripadvisor. Możecie się jednak niemiło zdziwić. Cena najczęściej przekracza 1000 zł! Chodzi o to, że z założenia jest to prywatny trip. Jeżeli jedziecie ze znajomymi wtedy cena na osobę jest mniejsza, ale w przypadku pojedynczej osoby wynajmuje się cały samochód dla siebie stąd bardzo wysoki koszt. Ja znalazłem tylko jedną ofertę, gdzie na wycieczkę mogły jechać osoby, które się nie znają i cena za osobę była stała i wynosiła nieco ponad 200 zł. Polecam z całego serca! Całe „safari” to kilka terenowych, wysokiej klasy samochodów. Kierowca odbiera z hotelu i do hotelu później przywozi. Jedzie się na południe na pustynię aż pod granicę z Arabią Saudyjską. W cenie jest też przejażdżka na wielbłądzie i surfowanie (jak ktoś umie) lub saneczkowanie (jak ktoś nie umie) po wydmach. Cały rajd trwa ok. 5 godzin, a to co kierowca wyczynia na pustyni jest czymś absolutnie niewyobrażalnym. Czasami miałem wrażenie, że jedziemy na granicy bezpieczeństwa, że mały błąd i samochód przekoziołkuje. Super sprawa! I jeszcze raz naprawdę polecam! Zdecydowanie lepiej 200 zł tutaj niż 50 na nudne muzeum 🙂

Dune bashing

Informacje praktyczne

  • Wypożyczenie samochodu nie jest drogie, ot takie standardowe 30 $ za dzień. Jeżeli zwrócimy uwagę na ceny paliw – 1,70 zł za litr w momencie, gdy w Polsce litr kosztuje 5 zł, to wyjdzie na to, że zwiedzanie kraju własnym autem jest wyjątkowo tanie. Trzeba tylko uważać na burze piaskowe. Jest to bardzo częste zjawisko. Jeżeli widzimy, że krajobraz przed nami jest jakiś strasznie zamglony, że budynki są jakieś niewyraźne, to znak, że zaraz będzie trzeba będzie mocno zwolnić i włączyć awaryjki. Taka zasłona piaskowa potrafi być bardzo gęsta i ograniczyć widoczność do zaledwie kilku metrów.
  • Drogi w Katarze są fantastyczne. W zasadzie wszędzie mamy kilkupasmowe autostrady. W terenie zabudowanym dopuszczalna prędkość wynosi 100 km / h. Jeżeli jednak ktoś myśli, że może sobie urządzać rajdy, to się mocno przeliczy. Prędkość jest bardzo często ograniczana odcinkowo różnymi znakami. Gdy piszę „często” mam na myśli, że w zasadzie rzadko kiedy będziemy mogli się do 100 km / h rozpędzić, nawet poza miastem! A prędkości przekraczać nie wolno! Cały kraj jest pokryty najgęstszą siatką fotoradarów jaką widziałem w życiu! Dosłownie co kilka kilometrów jest pstrykadełko. Mandaty, wiadomo, też wysokie.
  • Ponieważ paliwo jest tanie, to wszyscy jeżdżą samochodami. Ruch pieszy jest niewielki, a co za tym idzie infrastruktura dla pieszych jest bardzo uboga. Zwyczajnie jest bardzo mało chodników 🙂
  • Wszystkie toalety publiczne i parkingi publiczne są darmowe! Płaci się tylko za parkingi np. w galeriach handlowych.
  • Wbrew pozorom mało jest zwykłych sklepów. Często znalezienie miejsca, gdzie można kupić zwykłą wodę urasta do rangi poważnego problemu. Jeśli chodzi o supermarkety warto w mapach Google wyszukiwać Monoprix. Zdecydowanie nie jest to tania sieć, ale przynajmniej łatwo ją znaleźć.
Monoprix

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *