Seszele – ranking najpiękniejszych plaż

Gdy człowiek myśli o rajskich wyspach, w głowie ma piaszczyste plaże z krystalicznie czystą wodą. Seszele to miejsce, gdzie większość plaż tak właśnie wygląda. I tylko od nas zależy, czy będziemy chcieli odwiedzić każdą z nich, czy skupić się tylko na tych najpiękniejszych. Poniżej subiektywny ranking wszystkich plaż na Seszelach, które odwiedziłem.

Seszele to aż 115 wysp, z czego zaledwie 33 są zamieszkane. Nie sposób więc w ciągu swojego urlopu odwiedzić wszystkie (nawet się nie da, bo niektóre są wyspami prywatnymi), a co za tym idzie niemożliwe jest dotarcie na każdą plażę. Zdecydowana większość turystów porusza się w obrębie zaledwie trzech wysp: Mahe, Praslin i La Digue. Nie inaczej było ze mną. W ciągu 10 dni spędzonych na Seszelach odwiedziłem 9 plaż. Starałem się wybierać te największe, najsłynniejsze i najpiękniejsze. Ranking, który przygotowałem uwzględnia walory estetyczne, czystość wody, bazę turystyczną w pobliżu i wiele innych aspektów, które wpływały na ogólną ocenę. Długo zastanawiałem się nad końcową klasyfikacją. Każda plaża ma jakiś mankament i żadna tak naprawdę nie jest idealna. Nie przedłużam jednak. Zapraszam!

1. Anse Georgette (Praslin)

Mój numer jeden. Plaża jest przepiękna – złoty piasek, krystalicznie czysta woda, charakterystyczny krajobraz z kamieniami wystającymi ponad taflę wodę, te sprawy. Jest też bardzo daleko od cywilizacji, co gwarantuje nam spokój. Na plaży nie ma żadnego baru, ale są lokalsi, którzy na życzenie klienta biegną do lasu nazrywać owoców do jedzenia lub kokosów do picia. Palmy układają się w taki sposób, że spokojnie znajdziemy miejsce w cieniu, by ukryć się przed palącym słońcem. Pływa się przyjemnie, fale są, co sprawia, że możemy się trochę pobawić w wodzie, ale nie na tyle duże, by było to niebezpieczne. Życie morskie też jest, choć nie aż tak ciekawe, jak w innych miejscach. Niemniej jednak, fani snorkelingu nie powinni narzekać. Prawdziwy raj, ale nie bez wad.

Anse Georgette

Jest to plaża, na którą najtrudniej się dostać. Główna droga wiedzie przez hotel Constance. W dniu, w którym ja wybierałem się na Anse Georgette, hotel nie przepuszczał żadnych turystów przez swój teren. Od innych ludzi spotkanych po drodze dowiedziałem się, że i tak normalnie trzeba mieć jakąś specjalną przepustkę, gdzie ją dostać i ile kosztuje, nie wiem. Druga droga prowadzi natomiast przez szczyt Mont Plaisir. Należy wsiąść w autobus, którego końcowy przystanek to właśnie „Mont Plaisir” i pojechać do samego końca. Wylądujemy w centrum lasu, gdzie zaczyna się szlak na górę. Podobno przejście go powinno zająć 30 minut, ale ze względu na wysoką wilgotność powietrza i fakt, że zdecydowana większość drogi jest odsłonięta i idzie się w szczerym słońcu, to tempo jest znacznie gorsze. Zmęczenie, wbrew pozorom, jest spore! Nie wiem, czy tylko ja tak reagowałem na ten klimat, ale dla mnie droga ta była prawdziwą męczarnią. Spotkałem też parkę, która po drodze zdecydowała się zawrócić, bo było to dla nich zbyt hardkorowe. Przestrzegam, by wziąć duży zapas wody! Szczególnie, że na plaży zapasów nie uzupełnimy. Z jednej strony trudny dostęp to duży minus, ale z drugiej plaża jest wspaniałym ukoronowaniem wysiłku, trekking może być odskocznią od ciągłego leżenia, no i turystów mniej 🙂

Anse Georgette

2. Anse Source d’Argent (La Digue)

Jeżeli miałbym oceniać tylko piękno, to Source d’Argent powinna być na pierwszym miejscu! Mam wrażenie, że wszystkie najpiękniejsze zdjęcia z Seszeli zostały zrobione właśnie tutaj. Naprawdę przepiękna plaża! Tu również znajdziemy złoty piasek, krystaliczną wodę, ale niestety, ponieważ plaża jest dość mała i bardzo popularna, to o miejsce w cieniu może być trudniej. Właśnie tutaj chyba zaobserwowałem największe nagromadzenie turystów. Absolutnie się nie dziwię, bo widok jest niesamowity. Nie mogłem jednak dać jej pierwszego miejsca z trzech powodów. Po pierwsze absolutnie brak tutaj jakiejkolwiek infrastruktury, nie ma żadnych ziomeczków sprzedających owoce, ani żadnego malutkiego sklepiku z wodą. Może trochę się czepiam, bo do pierwszego lepszego sklepu jest jakieś 15 minut spacerkiem, więc woda jest znacznie bardziej osiągalna niż na Anse Georgette, ale jednak tego rajskiego klimatu i kokosów ze słomką trochę mi brakowało. Druga wada – jest to plaża płatna. Bardziej chodzi o to, że żeby do niej dojść musimy przejść przez park L’Union Estate. Wstęp do parku kosztuje 115 rupii seszelskich, ale na szczęście wejściówka jest aktualna przez cały dzień, więc można wchodzić i wychodzić, ile się chce. No i ostatnia, największa wada – tuż przy brzegu zaczyna się… nie wiem jak to nazwać… mini rafa. Kompletnie nie da się swobodnie pływać, za to, jak ktoś lubi snorkeling, to będzie miał tutaj małe Boże Narodzenie. Dla mnie jednak zdecydowanie nie było to komfortowe moczenie się w wodzie.

Anse Source d'Argent

3. Grand Anse (La Digue)

Tak naprawdę niczym wielkim ta plaża się nie wyróżnia, a jednak ma w sobie to coś. Jest ona naprawdę bardzo duża. Dzięki temu, mimo iż jest popularna, to jednak turyści sobie nawzajem nie przeszkadzają i jest sielski, anielski spokój. Na plus zaliczam też lokalsów sprzedających kokosy. Wady są dwie – dość spore fale, przez co pływa się ciężko i trzeba uważać oraz totalny brak schronienia przed słońcem. Można co prawda chować się pod krzakami na brzegu plaży, co daje pewien romantyczny urok, ale w normalnych warunkach człowiek może się bardzo szybko spalić na wiór. Naprawdę, nie ma w niej nic aż tak zachwycającego, ale jakoś mocno utkwiła mi w pamięci i bardzo mi się podobała.

Grand Anse La Digue

4. Anse Lazio (Praslin)

Takie trochę połączenie Grand Anse z La Digue i Anse Georgette. Po pierwsze plaża jest całkiem spora, gwarantuje piękny widok, złocisty piasek, czystą wodę. Jest to jedyna plaża, na której był ratownik. Co prawda był zdecydowanie bardziej zajęty swoim telefonem niż sytuacją w oceanie… no, ale chociaż był. Jest tutaj drobna infrastruktura turystyczna w postaci lokalsów z owocami, ale też kilka malutkich budek z czymś do picia i przegryzienia. Oferta nie jest jakoś szczególnie bogata. Moim zdaniem te budki idealnie się wpisują w leniwy, rajski klimacik. Są mało inwazyjne, nienachalne, a dodają trochę kolorytu. Mam też wrażenie, że tutaj woda był najchłodniejsza, co uznaję za olbrzymi plus.Naprawdę przyjemnie było sobie popływać. Fale nie są duże, a i życie morskie wydawało mi się tutaj najciekawsze. Warto dodać, że Anse Lazio też jest dość daleko od cywilizacji. Po opuszczeniu autobusu czeka nas jeszcze ok. 10 – 15 minutowy marsz po asfalcie, niestety, w szczerym słońcu… no chyba, że ktoś ma samochód 🙂

Anse Lazio

5. Petit Anse (La Digue)

Mała wersja Grand Anse z La Digue. Plaża znacznie mniejsza, ale wyglądające prawie tak samo… no może trochę mniej okazale. Też są tutaj lokalsi z kokosami, też są dość spore fale. Też ciężko się schronić przed słońcem. Na Petit Anse jest jednak kilka maciupkich szałasików, gdzie można się rozłożyć. Jest ich dosłownie kilka, ale, przy braku turystów, da się do któregoś dopchać. Jeżeli będąc na Grand Anse uznacie, że na jej mniejszą wersję nie ma co iść, to ja i tak zachęcam. Przejście między obiema plażami odbywa się króciutkim, ale przepięknym szlakiem. Troszkę wśród tropikalnej roślinności, a troszkę po skałach. Spokojnie jednak, trudności są minimalne.

Petit Anse

6. Beau Vallon (Mahe)

Plaża ta ma tyle wad, co i zalet. Jest bardzo duża i malownicza. Łatwo tam dojechać. Jest zdecydowanie najpopularniejszą plażą na Mahe i najbardziej zagospodarowaną plażą na Seszelach. Turystów jest tam prawie tak dużo jak na Source d’Argent, a nawet i więcej (bo plaża większa). Tuż obok mamy deptak z restauracjami, hotelami i lokalnymi sprzedawcami. Taki Kołobrzeg na Seszelach. Tutaj turysta nie musi się niczym przejmować, jeżeli czegoś zapomniał, to bez problemu sobie dokupi. Można tu spędzić cały dzień, robiąc tylko przerwę na obiad w jednej z restauracji. Leniuchowanie może być tutaj wyjątkowo przyjemne, bo drzewa tworzą jakże potrzebny cień, a gdzieniegdzie roślinność przybiera takie formy, że samo leżenie pod nisko zawieszonymi gałęziami może być niezwykle relaksujące. Plaża na pewno nie jest tak piękna, jak wcześniej wspomniane. Nie każdemu może też odpowiadać gwar i jej lekko odpustowy charakter, ale przynajmniej czuć tutaj luksusowy powiew turystyki.

Beau Vallon

7. Grand Anse (Mahe)

Kolejna bardzo duża plaża. Mało turystów to plus. Bliskość codziennego życia (np. szkoła) to minus. Nie za wiele mam na jej temat do powiedzenia. Plaża poprawna, ale w porównaniu do poprzedników absolutnie się niewybijająca. To, co zapadło mi w pamięć, to chyba największe fale ze wszystkich plaż i najbardziej mętna woda, więc snorkeling odpada, a i samo pływanie nie jest dużą przyjemnością.

Grand Anse Mahe

8. Cote d’Or (Praslin)

Największa plaża na Praslin położona wzdłuż miejscowości Anse Volbert. Tak jak wszystkie poprzednie plaże jestem skłonny polecić, tak Cote d’Or już niekoniecznie. Nie ma tutaj za bardzo, gdzie się schować przed słońcem. Nie za bardzo da się też pływać. Powodem jednak nie są fale, tylko… łódki. Cote d’Or to miejsce, gdzie należy szukać wszelkich wycieczek fakultatywnych. Chcecie przepłynąć się na Curieuse? Idziecie na Cote d’Or i czekacie aż ktoś podejdzie! Taka wycieczka kosztuje 65 euro. Cała jednak otoczka sprawia, że jest to jedyne chyba miejsce, gdzie non stop ktoś będzie do Was podchodził z propozycją niezwykle niezwykłej przejażdżki, czy tam raczej przepływki…. 🙂 Ci wszyscy naganiacze są strasznie irytujący. Nie tylko oni zresztą. Plaża jest położona dosłownie parę metrów od głównej drogi. Na ciszę i spokój nie ma więc co liczyć. Nie przekreślałbym jednak Cote d’Or całkowicie. Idealnie nadaje się ona na spacer wzdłuż brzegu, szczególnie wieczorem.

Cote d'Or

9. Grand Anse (Praslin)

To miał być mój codzienny punkt wypadowy. Mój hotel mieścił się dosłownie 5 minut spacerkiem od Grand Anse, więc oczami wyobraźni widziałem siebie maszerującego z ręcznikiem pod pachą na poranne pływanie. Niestety, Grand Anse to najgorsza plaża, na jakiej byłem na Seszelach. Sam widok jest tutaj najmniej zachwycający, woda jest mętna. Było to jedyne miejsce, gdzie widziałem płaszczki (i to całkiem sporo!), czy jak tam się nazywają te ryby, co są płaskie i mają ogon zakończony jadowitym kolcem. Chęć do pływania szybko mi przeszła. Jest to też plaża typowo rybacka. Dlatego mnóstwo tu zacumowanych łódek. Szczególnie wieczorem okoliczni rybacy lubili się tutaj zbierać i grać w jakieś swoje gry popijając alkoholem. Nie czułem się tam dobrze. Byłem też chyba jedynym turystą, który próbował tam pływać. Nie polecam.

Grand Anse Praslin

Jeden komentarz

  1. Pingback: Seszele - informacje praktyczne - Dżuma z plecakiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *