Aragac – łatwe 4000

Jeżeli się z kimś założyłeś, że zdobędziesz górę o wysokości ponad 4000 m n.p.m., ale nie chcesz inwestować w żaden sprzęt wysokogórski, twoja kondycja jest co najwyżej „taka sobie”, a co najważniejsze nie masz żadnych umiejętności wspinaczkowych – przyjedź do Armenii! Najwyższy szczyt tego kraju, Aragac, to chyba najłatwiejsze 4000 na świecie!

Charakterystyka szczytu

Aragac to czterowierzchołkowy wulkan. Na wszystkie wulkany świata wchodzi się tak samo – to są zwykłe stożki, nie ma żadnych formacji skalnych, po których trzeba się wspinać, jest tylko mozolna droga pod górę. Jak wspomniałem wierzchołki są cztery. Poniżej przedstawię je w kolejności zdobywania.
1. Południowy – o wysokości 3879 m n.p.m., na jego szczycie są pseudodomki poukładane z kamieni, i to na niego wchodzi się na początku.
2. Zachodni – o wysokości 4007 m n.p.m., na niego wchodzą ci, którzy po prostu chcą zaliczyć 4000. Istnieje możliwość wejścia na szczyt bez uprzedniego zdobywania wierzchołka południowego, ale bez wcześniejszego obeznania, ciężko od razu wybrać odpowiednią ścieżkę.
3. Północny – o wysokości 4090 m n.p.m., szczyt właściwy. To właśnie jest najwyższy szczyt Armenii. Tak jak dwa wcześniejsze wierzchołki są łatwe i raczej nie ma na nich większych niebezpieczeństw, tak na ten północny powinny się wybierać już osoby z pewnym doświadczeniem. Większość turystów dociera tylko do tzw. false peak, który jest kilka metrów poniżej szczytu. Zaczyna się tutaj mocno eksponowana grań, która często lubi się odsypywać. Ponoć nawet przewodnicy rzadko wchodzą z turystami do końca.
4. Wschodni – o wysokości 3916 m n.p.m., tutaj dociera już mało kto. Jest to wierzchołek również nieprzyjemny i podobnie niebezpieczny, jak wcześniejszy, północny. Uwzględniając po drodze konieczność zdobycia trzech poprzedników, trzeba wybrać się odpowiednio wcześnie i mieć już naprawdę niezłą kondycję. Jego mała popularność wynika z tego, że ani on po drodze, ani on najwyższy, ani nawet 4000 nie ma.

Całość da się zaliczyć w jeden dzień (przy bardzo dobrej kondycji), albo przynajmniej zdobyć 4000 (gdy forma trochę słaba).

Logistyka

Aragac nie jest super popularnym szczytem. W dniu, w którym ja go zdobywałem spotkałem na szlaku jeszcze tylko dwóch turystów… z Krakowa 🙂 Pozwala to na spokojne obcowanie z naturą… ale oznacza problemy logistyczne. Brak turystów to też brak infrastruktury, a pod górę jakoś dostać się trzeba. Opcje są trzy.

1. Wynajęty samochód – samolotem lecimy do Erywania lub do Gruzji (bo zazwyczaj znacznie taniej) i wynajmujemy samochód. Nie ma problemów przy przekraczaniu granicy gruzińsko – armeńskiej wynajętym autem (o ile wcześniej zakomunikujemy to firmie wypożyczającej). Dojazd z Erywania to ok. 1,5h jazdy, więc jest to naprawdę bliziutko. Możemy podjechać aż pod Jezioro Kari, gdzie zaczyna się szlak na szczyt. Parking jest darmowy, nikt tego nie pilnuje.
2. Z dworca autobusowego Kilikia w Erywaniu możemy (autobusem oczywiście) dostać się do wsi Bjurakan. Tu się zaczynają trochę schody, bo dalej nic nie jeździ, a do jeziorka mamy jeszcze 25 km. Albo będziemy łapać stopa, albo pójdziemy z buta. W końcu nie jest to aż tak daleko, a przynajmniej aklimatyzacja się zrobi jak ta lala.
3. Można komuś zapłacić, żeby nas zawiózł. W Armenii naprawdę nietrudno o jakieś taxi, które zawiezie nas, gdzie chcemy. Najczęściej cena (uwzględniając wygodę i bezproblemowość) jest bardzo atrakcyjna, ale zdarzają się też kierowcy, którzy będą chcieli wyciągnąć z turysty ostatni grosz. Zdarzają się sytuacje, że w połowie drogi koleś staje, twierdząc, że to już. Gdy turysta zacznie protestować, to taki delikwent twierdzi, że łomatko nieporozumienie, on myślał, że to tu, że się nie dogadaliście i że jak ma wieźć dalej to trzeba znowu zapłacić. Dlatego warto wszystko bardzo dokładnie na początku ustalić, żeby potem nie było naciągania.

Aragac

Wymagany sprzęt

To zależy od pory roku. Zimą raki i ciepłe skarpety będą koniecznością. To jest w końcu czterotysięcznik, więc ma swoje prawa, by skopać nam dupę. Pokrywa śnieżna potrafi się utrzymywać nawet do czerwca, więc do tego czasu lepiej być ciut lepiej przygotowanym. Ja wchodziłem na początku września i uważam, że nie potrzeba dosłownie niczego. Na nogach miałem adidasy, na plecach plecak z ciepłą bluzą w środku, na nosie okulary przeciwsłoneczne, a w rękach aparat. Okulary się przydają, podobnie jak krem do opalania, bo na całej drodze nie ma gdzie się schować przed słońcem. Armenia szczyci się, że ma ponad 300 słonecznych dni w roku, co znaczy, że można się przypiec. Ciepła bluza też się przydaje. Zdecydowaną większość trasy przechodzi się w krótkim rękawku, ale na szczycie potrafi już nieco schłodzić nastrój. Na początku września na wierzchołkach temperatura była strasznie zmienna. Gdy zawiał wiatr ubierałem bluzę, bo było zwyczajnie zimno, gdy wiatr cichł od razu się rozbierałem, bo było za ciepło. Aragac to podobno góra, gdzie pogoda lubi się szybko zmieniać. W trakcie naszego wejścia cały czas było piękne słońce.

Aragac
Droga na pierwszy wierzchołek.

W przypadku, gdy ktoś chce zdobyć wszystkie cztery wierzchołki, albo lubi sobie po drodze biwakować, można ze spokojem brać namiot. Po drodze miejsc do rozbicia jest mnóstwo. W zasadzie cały szlak to jedno wielkie pole namiotowe. Bardzo popularne jest też rozbijanie się pomiędzy wierzchołkami. W Internecie znalazłem wiele relacji opisujących, że nie ma problemu z wodą, bo spływają różne strumyczki z różnych stron. Nie wiem. Może jak ktoś wchodzi na początku lata to coś tam jeszcze płynie, ale we wrześniu po opuszczenia jeziora nie widziałem wody na oczy (oprócz tej, co miałem w plecaku).

Aragac

Warto pamiętać, że Kaukaz, to rejon trochę dziki. W Armenii można spotkać na swej drodze psy pasterskie biegające bez żadnego nadzoru. Naprawdę nie są to żadne słodziaki, tylko prawdziwe bestie! Akurat na Aragac mieliśmy szczęście, bo żadnego nie spotkaliśmy, ale w innych miejscach nie raz nas pogoniły. Gdy pytałem Ormian, czy są tam niedźwiedzie, mówili ” u nas niedwiedi nie to”, a jednak w 2019 jeden z naszych rodaków pod Aragacem został śmiertelnie przez niedźwiedzia poturbowany.

Aragac

Opis szlaku

Szlak zaczyna się przy jeziorku Kari, na wysokości ok. 3200 m n.p.m. Do tego miejsca możemy dojechać samochodem. Jak widać przewyższenia w górę nie ma aż tak dużo. Obok jeziora jest mała restauracyjka, gdzie można zjeść coś na ciepło i dokupić brakującą wodę, albo jakieś przekąski. Nie nastawiałbym się jednak na cuda. Całość wygląda trochę opłakanie, okolica jest niezbyt zadbana, nie widać, by ktoś w to inwestował, a sama restauracyjka oferuje niewiele i zamyka się o godz. 17. Początek szlaku na najwyższy szczyt Armenii nie zachęca.

Aragac
Jeziorko na początku szlaku i widoczna w tle restauracyjka.

Co dalej? To akurat dobre pytanie, najpierw musimy się dostać na wierzchołek południowy… Znaczy się można iść od razu na zachodni, ale od jeziora najlepiej widoczny jest właśnie południowy i nie ma problemu, że się człowiek zgubi. No bo właśnie… na szczyt nie prowadzi żaden szlak. Przez jakiś czas jest co prawda wydeptana dróżka, ale wkrótce ona niknie i trzeba iść zwyczajnie w kierunku majaczącej przed nami górki. Im bliżej szczytu, tym bardziej stromo. Największa trudność – niewygodna, kamienista trasa. Kamienie lubią się usuwać spod nóg, co sprawia, że idzie się zwyczajnie nieprzyjemnie. Od jeziora na wierzchołek południowy powinniśmy dojść w ok. 2,5 h. Tutaj możemy spojrzeć wgłąb wulkanu (absolutnie nic nadzwyczajnego) oraz rozejrzeć się za pozostałymi wierzchołkami – każdy z nich jest stąd doskonale widoczny.

Aragac
Widok na „środek” wulkanu + wierzchołki północny i wschodni.

Zdobywanie następnych szczytów odbywa się zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, a więc następny w kolejce jest wierzchołek zachodni, nasze upragnione 4000! Niestety, żeby na niego wejść, trzeba najpierw trochę zejść. Mniej więcej ok. 200 m w dół na typowe siodło między wierzchołkami południowym i zachodnim. Będzie coraz trudniej. Już samo zejście odbywa się w dość sypkim terenie, ale ponieważ idziemy w dół, to nie ma problemu, co nie zejdziemy, to zjedziemy na dupie. Gorzej, że później trzeba wejść pod górę… w jeszcze bardziej sypkim terenie. Wejście na wierzchołek zachodni to trochę męczarnia. Kamienie, pełno sypkiego piasku… Idzie się naprawdę źle. Trzeba wyszukiwać kępek traw, żeby się nie osunąć. Jest to na tyle męczące i irytujące, że mój partner był w pewnym momencie gotowy zrezygnować. Pomijając niewygody wspinaczki, technicznie to wciąż po prostu parcie pod górę, żadnych większych umiejętności nie trzeba mieć. Koniec końców dotrzemy na szczyt – 4007! Przy ładnej pogodzie można się tam poopalać. Dotarcie tutaj z wierzchołka południowego to ok. 1,5h.

Aragac
Podejście na wierzchołek zachodni.

Jeżeli ambicja nas męczy można się pokusić o dalszą wędrówkę w stronę wierzchołka północnego i dalej wschodniego. Podobno na ten najwyższy można się dostać omijając wierzchołek zachodni. Z siodła należy kierować się jakoś w dół krateru. Nie przechodziłem jednak tej trasy, więc nie wiem. Pamiętać należy, że pozostałe dwa wierzchołki są już znacznie bardziej niebezpieczne i wymagają pewnego doświadczenia. Gdy nasze ambicje kończą się na przekroczeniu 4000 m, możemy ruszyć z powrotem do jeziorka. Nie trzeba ponownie wchodzić na wierzchołek południowy, z siodła między wierzchołkami można od razu kierować się w odpowiednią stronę. Po jakimś czasie, powinniśmy ujrzeć jeziorko, wtedy już prosta droga.

Aragac
Widok na wierzchołek południowy z „siodła”.

Aragac to był pierwszy czterotysięcznik w moim życiu, zdobyty niejako przy okazji zwiedzania Armenii. Od tego czasu mam na rozkładzie już cztery wejścia na trzy różne czterotysięczniki (jeden zdobyłem dwa razy) i ciągle chcę więcej! Zaczynam też coraz śmielej patrzeć w kierunku 5000 🙂

Aragac
Widok z wierzchołka zachodniego na wierzchołek północny.

Jeden komentarz

  1. Pingback: Objazdówka po Armenii - to trzeba zobaczyć! - Dżuma z plecakiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *