Słowacki Raj – 3 najciekawsze szlaki

Fantastyczne miejsce na nieco przedłużony weekend! Słowacki Raj oferuje mnóstwo szlaków, aż ciężko się zdecydować, który wybrać. Tym razem krótko przedstawię trzy najciekawsze i najpopularniejsze.

Co to jest Słowacki Raj?

W skrócie jest to park narodowy położony kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy. Wchodzi on w skład Karpat Zachodnich, ale wysokość tutejszych terenów nie przekracza 1000 m n.p.m. Próbowano kiedyś wprowadzić nazwę Góry Straceńskie, ale Słowacy woleli określenie Słowacki Raj i tak dzisiaj brzmi oficjalna nazwa. Ciężko nawet powiedzieć byśmy mieli do czynienia z górami, bowiem cały teren to tak naprawdę krasowy płaskowyż. Płynące tutaj rzeki wyżłobiły różne dolinki i wąwozy i to właśnie one stanowią główną atrakcję. Zdecydowana większość szlaków prowadzi korytami rzek, co oznacza, że jak najbardziej można się zamoczyć, ale za to jest dziko, malowniczo, pięknie. Po drodze mamy oczywiście liczne drabinki, łańcuchy, kładki. Jest i pięknie i ekscytująco.

Słowacki Raj

Logistyka

Dojazd do Słowackiego Raju jest bardzo prosty. Zakopianką kierujemy się na Bukowinę Tatrzańską, później w kierunku Słowacji, a później już na Poprad albo Nową Spiską Wieś. Najlepszym punktem wyjścia na zdecydowaną większość szlaków są Hrabusice lub pobliska Pila. Malutkie miejscowości, ale za to z dużymi parkingami. Polecam być wcześniej, bo my koło 9 rano nie mieliśmy problemu ze znalezieniem miejsca, ale po zejściu na dół o godz. 16 cały parking był zapchany. Cały dzień parkowania kosztuje zaledwie 3 €. Wstęp do parku narodowego to koszt 1,5 €. Łatwo jednak wejść nie płacąc w ogóle i wcale tutaj nie mówię, że specjalnie. Po prostu wstęp wykupuje się w budce parkingowej, poza tym żadnego oznaczenia nie ma. Dlatego pierwsze dwa dni (gdy kolega dowoził mnie na start) zrobiłem za darmo. Za pierwszy razem myślałem, że budka jest gdzieś dalej, za drugim myślałem, że jednak nic się nie płaci, a za trzecim… a za trzecim przyjechałem autem i chcąc nie chcąc okazało się, że wejście jednak kosztuje 🙂 Warto też pamiętać o ubezpieczeniu. Na Słowacji akcje ratunkowe są opłacane z kieszeni poszkodowanego, więc bez ubezpieczenie skręcenie kostki na szlaku może być niezmiernie kosztowne.

Zanim przejdę do opisu szlaków muszę trochę pomarudzić. Uważam, że potencjał całego regionu jest strasznie niewykorzystany. Baza turystyczna jest bardzo uboga. Mało jest hoteli, czy pensjonatów, w ogóle nie przypomina to np. naszego Zakopanego. Okoliczne miasta są brzydkie i brudne. Mało jest też restauracji. Mimo iż spaliśmy w kilkutysięcznej miejscowości dosłownie 4 km od wejścia na jeden ze szlaków, to na obiad musieliśmy jeździć do Nowej Spiskiej Wsi, a i tam baza gastronomiczna była wyjątkowo kiepska. Inna też kwestia, że jakość tutejszych restauracji była najsłabsza w całej Słowacji. Naprawdę nie znaleźliśmy żadnego miejsca, które mógłbym z cały sercem polecić pisząc „idźcie tam, tam jest dobre żarcie”. No nie, nie było takiej knajpy.

Słowacki Raj

1. Sucha Bela

Zdecydowanie najpopularniejszy szlak, kwintesencja Słowackiego Raju. W najtrudniejszych miejscach tworzą się kolejki, po części spowodowane tym, że każdy chce zdjęcie, ale też tym, że niektórzy mogą odczuwać lęki wysokości i skutecznie blokować drabinki. Warto brać pod uwagę własne ograniczenia, bo szlak jest jednokierunkowy, więc jak już się zdecydujemy to nie ma odwrotu. Szlak faktycznie jest przepiękny, poprowadzony wzdłuż potoku, przez który niejednokrotnie przyjdzie nam przeskakiwać. Słowo „sucha” w nazwie jest chyba lekkim żartem, zdecydowanie polecam ubrać buty, których nam nie szkoda, najlepiej jak najbardziej odporne na wodę. Uniknąć zamoczenia się prawie nie da. Przejście całości przy dobrym tempie powinno zając 2 h. Moim zdaniem trzeba jednak liczyć 3 h, szczególnie jeżeli trafimy na dzień, gdy zbierze się dużo turystów. Najciekawsze na trasie są oczywiście wodospady. Jest ich kilka i obok każdego poprowadzona jest drabinka, po której trzeba się wspiąć. Jeżeli ktoś się boi, że nie da rady, informuję, że na szlaku często pojawiają się rodziny z dziećmi. Osobiście nie jestem przekonany, czy to doby pomysł, ale skoro dzieci dają radę, to każdy dorosły też powinien 🙂

Sucha Bela

2. Przełom Hornadu i Tomasovsky vyhlad

Drugi najpopularniejszy szlak. Znacznie dłuższy, ale też znacznie łatwiejszy. Powiedziałbym nawet, że po przejściu Suchej Beli, Przełom Hornadu może być trochę nużący, dlatego lepiej go wziąć na rozgrzewkę. Mi nieśpieszne przejście wraz z powrotem zajęło ok. 7 h. Tutaj przeskakiwania przez rzekę już nie ma. Najbardziej spektakularne są chyba metalowe kładki przyczepione do skały nad szumiącą w dole rzeką (Stupacky pod Zelenou Horou). Ponoć niektórzy mają tutaj duży problem by ruszyć do przodu. Najciekawsze jest to, że szlak jest dwukierunkowy. Zatem wspomniane kładki nad rzeką mogą stanowić nie lada wyzwanie w przypadku, gdy przyjdzie się z kimś minąć. Przełom Hornadu jest niewątpliwie bardzo urokliwy. Znajduje się tutaj dużo więcej naturalnych miejsc niż na Suchej Beli, gdzie nad rzeczką można usiąść i posiedzieć podjadając kanapkę. Albo popijając piwko. Albo chlejąc wódką. Serio. Na tej trasie widziałem mnóstwo grup (najczęściej Słowaków), którzy robili sobie przerwy na kielona! Na trasie ponownie spotkamy dużo rodzin z dziećmi i tutaj myślę, że jest to uzasadnione. Cała trasa jest stosunkowo łatwa (ale długa), bez drabinek, może być niezłą frajdą dla dzieciaków, a ryzyko wypadku jest minimalne.

Przełom Hornadu

Szlak kończy się na Tomasovskim vyhladzie, tarasie skalnym o wysokości 666,6 m n.p.m. 🙂 Położoną w dole dolinkę przewyższa o ok. 200 m. Bardzo ładne miejsce, ale strasznie zatłoczone. Co ciekawe, bez problemu można tutaj dojść z pobliskiej miejscowości przez pola i to też przyciąga mnóstwo turystów, którzy nie chcą się męczyć pokonywaniem długiego szlaku, a jakieś ładne zdjęcia chcieliby mieć.

Tomasowski vyhlad

3. Piecky

Tutaj trafiłem całkiem przypadkowo. Chciałem wybrać się na Velky Sokol, ale niestety szlak był zamknięty. Dzień wcześniej rozmawiałem ze Słowakiem, od którego wynajmowaliśmy mieszkanie i on bardzo polecał Piecky, a że od wejścia na szlak na Velky Sokol było blisko, uznałem „co tam, idę”. Piecky to również wąwóz, bardzo podobny do Suchej Beli, a więc trzeba liczyć się z pewnym zamoczeniem butów. Szlak jest krótki. Przejście powinno zająć nieco ponad 2 h. Na pewno atrakcji jest tutaj dużo mniej niż na dwóch wcześniejszych trasach, ale i tak jest malowniczo, pięknie i dość trudno 🙂 Zaczyna się bardzo niemrawo i dość długo nic się nie dzieje, aż tu nagle za zakrętem trafiamy na pierwszy wodospad o wysokości 13 m. Obok stoi drabina, prowadząca praktycznie pionowo w górę. Jak dla mnie to był największy test odporności psychicznej w cały Słowackim Raju. W zasadzie od tego wodospadu zaczyna się robić ciekawie. Dalej to już taka trochę bardziej dzika i nieco trudniejsza Sucha Bela. Szkoda, że całość trwa ta krótko. Szlak zdecydowanie nie dla dzieci. I zdecydowanie mniej popularny od dwóch wcześniej wspomnianych.

Piecky

Zamek Spiski

Mając jedno wolne popołudnie można podjechać do oddalonego o ok. 30 km Zamku Spiskiego. Pochodzący z początku XII w. zamek jest jednym z największych w Europie. Wybudowany na wzgórzu jest doskonale widoczny z daleka i, muszę przyznać, robi olbrzymie wrażenie. Szkoda tylko, że zamek jest obecnie w ruinie, ale od kilkudziesięciu lat Słowacy działają, by zabytek nie ulegał dalszej degradacji. Polecam!

Zamek Spiski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *